Aardvark – Aardvark (1970)

Świetna, jedyna płyta angielskiego Aardvark z pewnością wpadnie w ucho wszystkim miłośnikom organów Hammonda. Są one na płycie wszechobecne, nie ma natomiast gitar, co upodabnia brzmieniowo zespół do Emerson Like & Palmer, Egg czy Quatermass. Dodałbym jeszcze, że nad twórczością Aardvark unosi się także duch Atomic Rooster i Beggars Opera. Ciekawe, dynamiczne kompozycje i niebanalne rozwiązania instrumentalne (na organach gra Paddy Coulter) sprawiają, że noga sama wystukuje rytm, a płytę słucha się „jednym tchem”.

Album otwiera mocny, przebojowy Cooper Sunset z napędzającym hammondowym riffem i wpadającym w ucho refrenem. Piękne zagrywki klawiszowe w Very Nice of You to Call przypominają, że mamy do czynienia z rasowym bandem progresywnym, jednym z wielu, które działały w tamtym czasie na Wyspach. Żywiołowością i pełną pomysłów strukturą zachwyca Many Things To Do. Nie inaczej jest ze świetnym Greencap. Dużo dobrego wnosi do tego utworu wokal Dave’a Skillina, w zwrotce przetworzony, a czysty w chwytliwym refrenie. Bardzo psychodelicznie robi się w środku kawałka, gdzie misterna, wielowymiarowa solówka przenosi nas powoli na orbitę (magiczny moment, trzeba posłuchać). To jeden z mocniejszych fragmentów całej płyty – mój ulubiony. Warto także zwrócić uwagę na blisko dziesięciominutowy The Outing-Yes, który zabiera nas w świat rasowej, eksperymentalnej psychodelii, trochę w klimacie wczesnych nagrań Pink Floyd. Lekko zabarwiona folkiem ballada Once Upon a Hill jawi się w tym zestawie jako chwila wytchnienia i spokoju.

Chyba czas najwyższy zwrócić uwagę na jeszcze jeden niesamowity aspekt płyt prezentowanych w Psychosondzie – okładki. Analizując tę zespołu Aardvark można dość do wniosku, że tamte czasy były naprawdę bajkowo zakręcone.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Jarek
    Jarek 19 maja 2016, 19:43

    Ja również Nabylem płytę CD u Pana Jacka w sklepie. Wcześniej czytałem o tej płycie w Tylko Rocku.
    Muzyka jest fantastyczna. Zespół nadrabial brakiem gitarzysty w składzie ogromną ilością dźwięków Hammonda.
    Cooper Sunset idealnie pasuje na singla.
    I Can’t Stop ma rewelacyjne Intro w którym rozwija się riff organowy wykonywany coraz szybciej.
    Ostatni finałowy utwór to ponad siedmiominutowy totalnie psychodeliczny kawałek który jest wspaniałym finałem.
    Polecam miłośnikom takich grup jak Rare Bird, The Nice czy Beggar’s Opera

  • wojtek
    wojtek 5 stycznia 2013, 14:20

    Kupiłem tę płytę lata świetlne temu w Megadiscu na Krakowskim Przedmieściu w W. za niebotyczną wtedy kasę. Zespołu nie znałem ale podobała mi się okładka. Nie żałuję. W ten sam sposób w tym samym miejscu stałem się właścicielem Blodwyn Pig