Apple Records – Beatlesi i jabłuszko

Niezapomniana czwórka z Liverpoolu – Paul McCartney, John Lennon, George Harrison i Ringo Starr, czyli po prostu zespół The Beatles znana jest z dziesiątek wielkich przebojów i licznych muzycznych rekordów. Jest ich wystarczająco, by zupełnie niemal przyćmić inny ciekawy epizod ich działalności – założoną w 1968 roku korporację Apple, w skład której wchodziła wytwórnia Apple Records. Jeśli chcesz wiedzieć co, jak i dlaczego, zapraszamy do lektury. Obiecujemy także postarać się odpowiedzieć na pytanie, które być może pojawiło się w twojej głowie – co wspólnego ma Apple Beatlesów z tym „trochę” bardziej znanym Apple’m.

Między podatkami…

W drugiej połowie lat 60-tych The Beatles byli już gwiazdami pierwszej wielkości. Znajdująca się u szczytu popularności ekipa z Liverpoolu zarabiała krocie. I podobnie jak inni bogacze Wielkiej Brytanii tamtych czasów, nie przepadała za panującym tam systemem podatkowym. Za radą swojego doradcy finansowego, Beatlesi zdecydowali się zainwestować w wytwórnię, by uzyskać podatkową ulgę. Sprawa była prosta – albo oddać kilka milionów rządowi, albo zabawić się w biznes. Taki był według dziennikarza muzycznego Douglasa Wolka powód powstania w 1967 Beatles Ltd, która rok później przechrzczona została na Apple Corps.

…a wizją

Ku pociesze tych, których trochę zasmuciła wiadomość o tak „przyziemnych” powodach założenia przez Beatlesów biznesu, warto wspomnieć, że projektowi towarzyszyły też bardziej nobliwe idee. Korporacja miała obejmować dział filmowy, elektroniczny, produkować ubrania i oczywiście muzykę. Jak zarzekał się Lennon, miało być to miejsce, gdzie każdy, kto ma naprawdę dobry pomysł, otrzyma fundusze na jego realizację. Były więc ambicje i nadzieje. Ta najbardziej nas interesująca, muzyczna odsłona tych ambicji, Apple Records, przedstawiona została na konferencji 14 maja 1968 roku.

Muzyka, muzyka, muzyka

Apple Records miała być wytwórnią muzyczną, której produkcje wypełnia „kreatywna moc” członków The Beatles – z jednej więc strony ich własne nagrania, a z drugiej muzyka wybranych przez Beatlesów wykonawców. Ci ostatni mieli dzięki mentoringowi Beatlesów zawojować listy przebojów. Już trzy miesiące po oficjalnej inauguracji, Apple Records wydawała pierwszy singiel – słynną „Hey Jude” Beatlesów. Tego samego dnia ukazały się także 3 single innych zakontraktowanych przez Apple artystów, w tym „Those Were The Days” Mary Hopkin. Ta angielska wersja starej rosyjskiej pieśni, podobnie jak „Hey Jude”, dotarła na szczyty muzycznych rozstawień. Warto przy okazji dodać, że piosenkę tę w polskiej wersji, pod tytułem „To były piękne dni”, rozsławiła Halina Kunicka. Na przestrzeni kolejnych lat dla Apple nagrywała całkiem spora grupa różnych artystów. Do tych bardziej znanych należeli m.in. James Taylor, Badfinger, Black Dyke Mills Band, Modern Jazz Quarter, a także żona Johna Lennona Yoko Ono.

Porażka i spór o jabłuszko

Mimo początkowej serii sukcesów, Apple Corps okazała się finansową katastrofą. Szybko zakończono działalność w dziedzinie filmu, elektroniki i odzieży. Z kolei po rozpadzie Beatlesów, Apple trafiało na pierwsze strony gazet już tylko z powodu licznych pozwów sądowych, którymi straszyło na prawo i lewo. Trafiło się m.in. Capitol Records, dłużnej Apple pieniądze z tytułu praw autorskich. Najbardziej oberwało się jednak …Apple. Ale temu komputerowemu. Poszło oczywiście o kultowe dziś i niemal wyłącznie utożsamiane z komputerowym gigantem logo z zielonym jabłuszkiem. W latach 80-tych jabłuszko beatlesowkie wygrało wprawdzie kilka potyczek, ale cała prawnicza wojna okazała się sukcesem firmy, która w przyszłości miała się stać słynna dzięki takim produktom jak komputer Macintosh, iPod czy iPad. Od 2010 muzyka Beatlesów dostępna jest w jej internetowym sklepie muzycznym iTunes. Fakt ten uznawany jest powszechnie za koniec długoletniego sporu między obiema firmami.

Jak pisze Bruce Spizer, autor „The Beatles on Apple Records”, wspomniana wyżej firma Apple Computers, wraz z jej bijącymi rekordy popularności produktami, stała się dziś tym, czym w zamierzeniach miał stać się projekt Beatlesów. Firmą globalną, która w błyskotliwy i innowacyjny sposób łączyłaby działalność na niwie muzyki, filmu i elektroniki. Pozostawiamy pytanie bez odpowiedzi, czy należy uznać to za sukces, czy porażkę wielkiej czwórki z Liverpoolu.

Z zawodu copywriter, tłumacz i webmaster wyspecjalizowany w nowych technologiach. W wolnym czasie chętnie sięgający także po te bardziej tradycyjne, w tym gramofony i płyty winylowe. Interesuje się sposobem, w jaki słowa wpływają na ludzi oraz potencjałem sieci do zmieniania naszych przyzwyczajeń. Muzycznie najbardziej interesuje go soul, funk i r&b.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.