Bent Wind – Sussex (1969)

Debiutancki album kanadyjskiego Bent Wind to klasyczny przykład późnego (jest 1969 rok), ale wciąż intrygującego garażowego rocka psychodelicznego. Jest więc dość bezkompromisowo, brudno i „do przodu”. Dla miłośników solówek w stylu Jimmiego Hendrixa czy brudnych gitar w klimatach J.D. Blackfoot albo Blue Cheer muzyka Bent Wind będzie miłym odkryciem.

Poziom Sussex jest dość wyrównany. Psychodeliczną atmosferę buduje gęsto grająca sekcja rytmiczna, przesterowane gitary, sporo solówek na tym instrumencie i (last but not least) Marty Roth i Gerry Gibas z „zaangażowanymi” wokalami.

 Wyróżniłbym szczególnie sześciominutowy Riverside – utwór w średnim tempie oparty na wpadającym w ucho riffie (trzymającym w ryzach ten utwór, podczas gdy cały czas „naprzód” ucieka solowa gitara – ciekawy efekt) i dobrej melodii. Krótki Going To The City w samym środku to jakby kwintesencja tej płyty – wystarczy go przesłuchać i już ma się pojęcie o całej zawartości albumu. Na chwilę zwalniają Hate i Look At Love, a na koniec dostajemy dwa nieco bluesujące utwory (Mystify przypomina mi trochę Climax Blues Band).

Pierwotnie płyta wydana była w nikłym nakładzie. Dziś oryginalny winyl kosztuje ok. 5000$. Powodzenia:)

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Cassie
    Cassie 9 lipca 2016, 03:14

    I could read a book about this without finding such real-world apohracpes!