Brave New World – Impressions On Reading Aldous Huxley (1972)

 

Kolejna niemiecka psychodeliczna perełka. Organowo-fletowy „Prologue” wprowadza nas w opowieść o Nowym Wspaniałym Świecie przygotowując nastrój pod „Alpha, Beta, Gamma Delta” – swoiście religijno-futurystyczną, pierwszą z huxley’owskich impresji.

Słychać bogate instrumentarium, automat perkusyjny, gra niemal orkiestra, świetna linia bassu, flety, a przed oczyma stają wizje futurystycznego miasta A.D. 1972, którego fragment zresztą widzimy na okładce albumu. Bardzo podoba mi się tu solo gitary. Mamy też charakterystyczny krautrockowy puls przebijany akcentami gitary i perkusji, saksofon gra ciekawą frazę… a potem następuje bardzo ciekawe, ni to free-jazzowe, ni folkowe solo fletu. Około 5. minuty słyszymy głosy, być może ludzi dławiących się sterylnie czystym powietrzem. Smogiem? Dymkiem? Ten ostatni trop sugeruje końcówka utworu, jak i zresztą cała płyta.

Mój ulubiony fragment albumu, „Lenina” zaczyna się bardzo subtelnie, a po chwili rozwija w delikatne, koktajlowe latynoskie jazzowanie, na którego tle kobiecy głos nieśpiesznie zachęca nas do pozostania w Nowym Wspaniałym Świecie nieco dłużej i częstuje pocałunkami. W takim cocktail-barze mógłbym spędzać lata – pod warunkiem że drinki byłyby delikatnie spiked. Bardzo relaksacyjna, letnia, lekka muzyka. I w tym przypadku te określenia wcale nie są pejoratywne.

Brave New World - Impressions On Reading Aldous Huxley (1972) opened

„Soma” to też intrygujące cudeńko, już bardziej psychedeliczne i ciężkie, choć tylko brzmieniowo – koncepcyjnie jest to bowiem nadal nurt plastikowej krautrockowej rzeki niekończących się blokowisk ery post-kosmicznej, pasów startowych i kosmodromów. W tej odsłonie nie jest to huxley’owski koszmar, a lekka, nostalgiczna przygoda. Organy są dla mnie tutaj najsmakowitsze, a za sprawą thereminu czujemy się jak na Zakazanej Planecie lub wśród Astro-Zombie Stratosfery. Utwór stylowo wykańcza smakowita partia gitary elektrycznej.

„Halpais Corn Dance” jest egzotyczne do tego stopnia, że Les Baxter nie powstydziłby się tej kompozycji, choć dla wybrednych, „mrocznych” kraut-maniaków ten fragment płyty może być lekko niestrawny. Zalecam zwiększyć dawkę martini i słońca, a wtedy horyzont nabierze nowych kolorów. Świetna perkusja i egzotyczne bębny, przeszkadzajki. Wakacyjne, wyspiarskie plumkanie.

Brave New World - Impressions On Reading Aldous Huxley (1972) LP

Brave New Worldowskie „The End” z Doorsowskim nic wspólnego nie ma, ale to równie mocna psychedeliczna jazda, choć już innym wehikułem. Miast szukać mroków duszy, szukamy słońca w huxley’owskiej metropolii i podobnie jak na całej płycie, w podróży towarzyszą nam:

  • Dicky Tarrach – perkusja, bębny
  • Lucas Lindholm – bass, violone, organy, piano
  • Herb Geller – flety, rożek angielski, saksofony, organy
  • Reinhart Firchow – recordery, flety, okaryna, stylophone, bębny, głos
  • John O’Brien-Docker – gitary, organy, bębny, głos, dzwonki
  • Esther Daniels – głos

A od 10 minuty rozpoczyna się prawdziwa uczta, która powinna zadowolić najbardziej wybrednych miłośników muzyki z epoki – i to niezależnie od gatunku. Album kończy „Epilogue”, recytacja książki połączona z efektami dźwiękowymi plus zabawna melodyjka na koniec.

Cały album polecam bez dwóch zdań. Świetnie sprawdza się jako soundtrack do filmu czy tło do lektury książki Huxleya – zabawnie aktualnej w XXI wieku.

Zawodowo poeta, rekreacyjnie muzyk zaprzeczający własnej zawodowej muzykalności. Prywatnie laureat nepalskiej nagrody Myśliciel Roku, ekspert od komercyjnych samobójstw, miłośnik krautrocka, rumu, bułgarskiego wina, muzyki elektronicznej, starego hard rocka, kultury kasetowej i Jean-Michela Basquiata. Ma bzika na punkcie Nico i Davida Bowie. Niby poszukiwacz nocnego kresu awangardy, a w głębi duszy 15-letni fan Kiss i Kylie Minogue.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Life Is Great
    Life Is Great 24 listopada 2015, 14:06

    Co ja moge powiedziec… oprocz Dziekuje.