Disco Dream And The Androids

Disco Dream And The Androids – Disco Dream And The Androids (1979)

Za album “Disco Dream And The Androids” odpowiada nie kto inny jak Adrian Wagner. Kompozytor, artysta, producent i wynalazca znany choćby z solowej twórczości, z tak udanych, czy nawet wybitnych płyt jak „Distances Between Us” (gdzie pojawia się gościnnie Robert Calvert z Hawkwind – w niesamowitej elektronicznej wersji „Steppenwolf” później nagranej przez ten zespół właśnie), „Instincts”, czy „The Last Inca”, gdzie w wysmakowany sposób łączy elementy rocka progresywnego, synth popu, muzyki eksperymentalnej czy ambientu. Co do wynalazczości polecam wpisanie w wyszukiwarkę hasła „Electronic Dream Plant”.

Za album ten odpowiada jednak też wspomniany już Robert Calvert. Bo “Dyskotekowy Sen Androidów” to jego i Pana Wagnera koncepcja. Kiedy spotyka się Poeta Ery Kosmicznej i pra-prawnuk Ryszarda Wagnera, a tematyką jest disco i androidy, a wspomaga ich najlepsza na rok 1979 technologia… nie mam pytań!

Przygodę z androidami zaczynamy od utworu „Dream Machine”, którego tytuł, przynajmniej u mnie, wywołuje skojarzenia burroughsowskie. Ale tu więcej Morodera, Kraftwerk i Tangerine Dream. Tak, to disco, ale nie jest to ani Bee Gees, ani Boney M. To zimne, neonowe disco prosto z panelu sterowania najnowszych modeli androidów Nadria typ ECY 271 i jej chórku: androidów Doremi Fasola i Latedo 491A series typ MAP. Doremi Fasol Latido. Hm…

„Tańczmy na wszechświecie, tańczmy na Marsie, tańczmy na gwiazdach.”

Istotnie bit utworu do tego zachęca, a ponad 8 minutowy czas trwania ułatwia sprawę. Bardzo podobają mi się syntezatory prowadzące melodię. Charakterystyczny puls faktycznie wynosi w gwiazdy, a kosmiczne efekty specjalne (to chyba syntezator Wasp, wynalazek Pana Wagnera) sprawiają, że utwór zyskuje walorów poza-parkietowych. Bardzo przyjemnie się tego słucha, także dla samej przyjemności. Psychedelic disco? Być może…

Disco Dream And The Androids- Disco Dream And The Androids (1979)

Kolejny, ośmiominutowy „Is This A Dream (Or Is It Real)” ma bardzo sympatyczny wstęp, gdzie odzywa się gitara. Słychać ją też później z ciekawym „podwodnym” efektem. Gdzieś nawet słyszałem taki preset. Ten utwór jest mniej ekstatyczny, a tekst kojarzy mi się z Hawkwind. Czego się Pan Calvert nie tknął… Nawet płyty Amon Duul UK z jego udziałem są hm… calvertowskie! Wciąż śpiewają dla nas cztery znane już androidy. Tej kompozycji słucha się moim zdaniem przyjemniej, niż do niej tańczy – aczkolwiek tancerz zagubiony na Marsie na wysokości utworu pierwszego raczej nie będzie śpieszył na dół. Bo i nie ma powodu. Słowo klucz tutaj to disco-trans, dobry aranż, smak i elegancja brzmienia, przestrzeń i świetna produkcja – bycie pra-prawnukiem Ryszarda Wagnera zobowiązuje! Kosmicznym Poetą także. Bardzo podoba mi się ten moment, gdzie słyszymy tylko perkusjonalia i vocoder… Mniam.

Blisko 4-minutowe „Love Dance”, mogłoby być singlem i kasuje wszystkie współczesne produkcje tego typu, no z wyjątkiem Kylie Minogue. Poziom smaku ten sam. To przykład, że we właściwych rękach muzyka taneczna to też sztuka, nie komercyjna papka dla małolatów. Zresztą wokal Kylie w tym utworze to byłby killer tysiąclecia, choć na Panią Android też nie narzekam. Zmysłowo, ale neonowo. Zima zakochanych androidów.

W „Connection/Disconnection” odzywa się android Rengaw Musco series 4N 67 – czyli… Robert Calvert. Dla mnie to najmocniejszy punkt albumu. Disco-funky z dadaistycznym zadęciem, podziemnym vibe i artystycznym haczykiem. Robert śpiewa też bardzo ciekawy tekst, choć zdecydowanie nie z półki jego klasyków, to naprawdę dobrze napisany i pełen charakterystycznego dla Roberta humoru.

Robert CalvertRobert Calvert podczas koncertu

„Android Love” to kolejna pieśń-hicior, i tutaj wypadało by zaznaczyć, że tematem albumu jest żartobliwa koneksja tańca disco i stworzeniem rozrywkowych androidów. Nietrudno wyobrazić sobie takowe pląsające po podświetlanym parkiecie w rytm tej piosenki. Co, jeśli takie dwa androidy się zakochają, ale będą innego typu? (Connection/Disconnection) – czy więc „android love” jest lepsza od naszej, ludzkiej? Na pewno inna.

„Cafe Des Illusions” kończy płytę, a w lokalu tanecznym gasną światła. Tak, to wszystko iluzja. Proszę ją spłukać, przestać marzyć o androidach i skupić się na prawdziwej miłości – inaczej, tak jak Pan Android tutaj, a Red. Kaufmann na co dzień, utkniecie w “Kafejce Iluzji” na dobre.

Płytę wyprodukował Tony Richards i sam Adrian Wagner. A za niesamowitą oprawę graficzną odpowiada Rod Vass. Wszystko nagrano tam, gdzie powstał Wasp – w Electronic Dream Plant. Polecam fanom ambitnego disco, niepowtarzalnej epoki neonowego szaleństwa.

Z okazji 30 lecia wydania albumu, ukazała się właśnie reedycja. Możecie ją kupić na http://www.adrianwagner.com/awdiscodream.html

Zawodowo poeta, rekreacyjnie muzyk zaprzeczający własnej zawodowej muzykalności. Prywatnie laureat nepalskiej nagrody Myśliciel Roku, ekspert od komercyjnych samobójstw, miłośnik krautrocka, rumu, bułgarskiego wina, muzyki elektronicznej, starego hard rocka, kultury kasetowej i Jean-Michela Basquiata. Ma bzika na punkcie Nico i Davida Bowie. Niby poszukiwacz nocnego kresu awangardy, a w głębi duszy 15-letni fan Kiss i Kylie Minogue.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.