H.P. Lovecraft – H.P. Lovecraft (1967)

H.P. Lovecraft to chicagowska kapela, która swą nazwę zaczerpnęła od imienia i nazwiska legendy literatury science fiction Howarda Philipsa Lovecrafta. Jednak zamiast kosmicznych wypraw dźwiękowych mamy na ich debiutanckim albumie dopracowane hippisowskie utwory, którym blisko do brzmień Jefferson Airplane czy Love (dla mnie typowe brzmienie flower power). To świetnie zagrana płyta z bardzo dobry materiałem i zachowaną intrygującą atmosferą (nie wszystkim udaje się połączyć na jednej płycie te trzy elementy). Siłą napędową zespołu było dwóch wokalistów: George Edwards i Dave Michaels.

 

Płytę otwiera folkowy standard Wayfering Stranger w aranżacji H.P. Lovecraft: dobre, pełne wokale, organy Hammonda w tle. Następny Let’s Get Together daje pojęcie o wielkich zdolnościach kompozycyjnych grupy. Z ciekawymi wstawkami Hammonda i fletu utwór raczy nas doskonałą melodią, która w pełni oddaje klimat, jaki panował w środowisku flower power anno Domini 1967. Na szczególne wyróżnienie zasługuje w mojej opinii krótka pieśń I’ve Been Wrong Before. Bardzo lubię takie kompozycje: niepokojące, posępne, powolne i tajemnicze, gdzie wisienką na torcie jest świetna melodia (skojarzenia: to np. Today Jefferson Airplane,  Venus in Furs czy All Tomorrow’s Parties Velvet Undergroud). Coś, co bardzo lubię, pojawia się także w utworze The White Ship: klimat muzyki Dalekiego Wschodu. Dla odmiany słuchając żarcika muzycznego The Time Machine poczujemy się, jakbyśmy właśnie oglądali któryś z odcinków Monthy Python’s Flying Circus. That’s How Much I Love You, Baby (More Or Less) to z kolei piękny jazzujący kawałek z bardzo ładnymi partiami wokalnymi przypominający klimaty Affinity czy Julie Driscoll. Żegnamy się z muzyką H.P. Lovecraft słuchając chorału gregoriańskiego Gloria Patria (a więc klimaty Electric Prunes). Jak na jedną płytę dobrych wrażeń naprawdę sporo.

Następny album zespołu H.P. Lovecraft II nie jest już tak porywający. Natomiast od debiutu oderwać się niełatwo.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Od zawsze życzył Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Jedrek
    Jedrek 15 lutego 2017, 00:03

    Kochaniutki, tam nie ma Hammonda… to albo Vox Continental albo Farfisa.