Indian Summer – Indian Summer (1971)

To perfekcyjna płyta progresywna. Pierwsza i zarazem ostatnia… Jedyny album Anglicy z Indian Summer zarejestrowali w 1971, po krótkiej trasie słuch po nich zaginął. Pozostały nagrania, które potrafią oczarować niemal każdego miłośnika tamtych lat i tamtych brzmień. Niezwykle precyzyjne, idealnie zagrane (i nagrane), ukazujące kunszt kompozytorski, wokalisty, muzyków…

Zaczyna się podniosłym God Is The Dog. Od razu wyróżnia się wibrujący, mocny głos Boba Jacksona (jednocześnie organisty, którego instrument również stanowi o wartości tej płyty). Mój ulubiony na płycie Emotional Of Man ma refren, który mógłby znaleźć się w dziesiątce najbardziej melodyjnych motywów rockowego świata. Dawniej słuchałem go godzinami. Muzyka płynie dalej stopniowo wciągając nas w swój magiczny świat. Glimpse serwuje galopujący rytm, a następnie piękne gitarowe pejzaże w klimacie płyt Santany za lat 70-tych. Tajemniczo i złowieszczo robi się na początku spokojnego Half Changed Man, który ma w sobie coś łagodniejszych utworów Black Sabbath (Jackson zdaje się nawet trochę „zawodzić” na początku jak Ozzy Osbourne). Subtelny nastrój tworzy także kompozycja Secrets Reflected. Patetyczny i majestatyczny Another Tree Will Grow wieńczy tę nieprzeciętnie udaną płytę.

 Ta muzyka pełna jest pewności, polotu, blasków geniuszu. Wiele tu organów Hammonda, bardzo melodyjnej gitary, przejmującego głosu wokalisty, zaskakujących pomysłów i motywów. Wszystko jest na swoim miejscu bez chwilowych wzlotów czy upadków. Namawiam wszystkich do przesłuchania płyty Indian Summer i do podzielenia się swoimi wrażeniami z kontaktu z tą perłą. Czy były takie niezapomniane jak dla mnie?

Wspomnę jeszcze, że na początku lat siedemdziesiątych zespół Indian Summer rywalizował o kontrakt z samym Black Sabbath. Ciekawe co by się stało, gdyby wynik tej rywalizacji był nie taki, jaki zna historia…

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • hazansky
    hazansky 23 czerwca 2014, 21:04

    Absolutnie się zgadzam, że to majstersztyk. Lata 70 miały to do siebie, że rodziły taką muzykę: pełną wdzięku i wyobraźni.