Iron Maiden – Maiden Voyage (1969)

Bynajmniej nie zmieniłem stylistyki opisywanych płyt na te spod znaku New Wave of British Heavy Metal. Bohater dzisiejszego wpisu to zupełnie inny Iron Maiden niż ten kojarzony powszechnie. Angielska grupa nagrała jedyną płytę w 1969 roku. Jest jednak kilka wspólnych elementów, łączących obydwie dziewice: relatywnie mocne brzmienie, ciężkie riffy, szybkie solówki gitarowe czy dynamicznie grająca sekcja. Porównując zespoły szczególnie warto zwrócić uwagę na budowanie kompozycji wokół charakterystycznych, melodyjnych partii gitarowych, z czego zasłynęła ekipa Eddiego. Nie zdziwi nikogo także fakt, że nasz Iron Maiden zapuszcza się czasami w nieco psychodeliczne rejony. W końcu to rok 1969.

Wyżej wymienione elementy usłyszymy w większości kompozycji zawartych na płycie Maiden Voyage. Na płycie kompaktowej, którą posiadam, zespół opisany jest jako archetypal doom-metal band. Falling z nieco folkującym motywem przewodnim, hardrockowy Ned Kelly oraz God of Darkness czy doskonale napędzany przez bas i gitarę dwunastominutowy Liar, który swoją konstrukcją przypomina piękny Handy z debiutanckiej płyty Wishbone Ash, zdają się potwierdzać ten opis.

Cechą charakterystyczną płyty są długie, wirtuozerskie improwizacje gitarowe Trevora Thomsa. Pojawiają się bardzo często, zarówno w dynamicznych utworach jak Liar, jak i w balladowych kompozycjach: Ballad of Martha Kent czy przypominającym crimsonowskie progresje Plague.

Godna polecenia płyta spodoba się wszystkim lubiącym mroczny, wysublimowany i wirtuozerski świat dźwięków z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.