It’s A Beautiful Day – It’s A Beautiful Day (1969)

Tę uroczą płytę (najlepszą z kilku wydanych przez zespół) słucham z pięknie wydanego winyla, zakupionego w bogato wyposażonym komisie muzycznym w małym miasteczku w Pensylwanii. Siłą rzeczy jeszcze bardziej odczuwalny jest dla mnie hippisowski duch unoszący się nad tymi psychodeliczno-folkowymi utworami.

Chociaż zespół istniał w sumie siedem lat nie osiągnął wielkiego sukcesu, który był udziałem ich przyjaciół z Zachodniego Wybrzeża, jak choćby Grateful Dead czy Jefferson Airplane. A wielka szkoda, gdyż w niczym im nie ustępował (rozpoczynający płytę White Bird to niemal żywcem wyciągnięty utwór z płyt Jefferson Airplane). Co jednak wyróżnia zespół, to delikatne jazzowe i progresywne akcenty, podkreślane zwłaszcza przez ciekawe brzmienie skrzypiec lidera i wokalisty zespołu Davida Laflemme. Jeden z tytułów piosenek – Hot Summer Day idealnie oddaje klimat tej płyty: senny, niespieszny i spokojny. Nie brak jednak bardziej drapieżnych utworów jak Wasted Union Blues czy rytmiczny blisko dziesięciominutowy Time Is z charakterystycznym jak na tamte rozimprowizowane czasy solem perkusyjnym.  Opus magnum płyty (i chyba całej twórczości zespołu) to z pewnością wspaniały instrumentalny Bombay Calling, którego charakterystyczna struktura jest niemal identyczna z nagranym rok później wielkim hymnem rockowym Child in Time Deep Purple.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • psychosonda
    psychosonda 1 lutego 2013, 12:11

    Świetne utwory wymieniłeś. Ciekawe, jakie byłoby pojmowanie „Bombay Calling”, gdyby nie Deep Purple… czy krytycy i miłośnicy muzycznych poszukiwań zwracaliby baczną uwagę na ten utwór?

  • koleś
    koleś 31 stycznia 2013, 21:25

    Z recenzją ogólnie rzecz biorąc się zgadzam. Muzyka z tej płyty jest urzekająca, przesiąknięta niezwykłym klimatem tamtych czasów. Z tym, że jako najlepsze utwory na albumie wymieniłbym jednak: „White Bird”, „Hot summer day” i „Girl With No Eyes”. „Bombay Calling” brzmi nieźle, ale dopiero w wersji Deep Purple stał się prawdziwym arcydziełem.