J.D. Blackfoot – The Ultimate Prophecy (1970)

Zdecydowanie najlepszy album tej zupełnie zapomnianej formacji dowodzonej przez Benjamina Franklina Van Dervorta (pseudonim J.D. Blackfoot) – The Ultimate Prophecy – został nagrany w 1970 roku.

Znawca progrocka i psychodelii Jacek Leśniewski pisał o tej płycie, że jest to pierwsza trójka najlepszych, psychodelicznych albumów nagranych w USA. Coś w tym musi być, płyta zachwyca ładnymi kompozycjami i intrygującym (bardzo amerykańskim) klimatem.

Podzielona jest na dwie części: Pierwsze pięć utworów to southern rock, zahaczający o stylistykę country (One Time Woman, I’ve Never Seen You). Piękny refren napotykamy w balladzie Angel. Moim ulubionym fragmentem pierwszej strony jest rewelacyjny Good Day / Extending Company. Dziki psychodeliczny wstęp przypomina brzmienie Jefferson Airplane, a posuwisty rytm na świetnie zaśpiewanej zwrotce po prostu miażdży. Druga część to pięć fragmentów ułożonych w psychodeliczną suitę The Ultimate Prophecy. Jest bardzo psychodelicznie, szaleją gitarowe riffy, a słuchacze płyną przez wzburzone morze, łagodne fale, groźne głębiny i przyjazną taflę dźwięków. To jeden z tych muzycznych momentów, o których mówi się „musisz to posłuchać”.

J.D. Blackfoot nagrał jeszcze kilka płyt, jednak to debiut pozostaje najbardziej lśniącą perłą, która nie została odkryta.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.