Jericho – Jericho (1972)

Lubimy płyty i zespoły, o których nigdzie nie ma prawie żadnych informacji:) Tak jest również z formacją Jericho, która w 1972 roku wydała niezwykle intrygujący progresywno-hardrockowy album. Członkowie zespołu pochodzili z Izreala, swoje płyty (poprzednią pod szyldem Jericho Jones) nagrali w Anglii.

Na początku Ethiopia – bardzo mocny, dynamiczny kawałek z wyrazistą, rozbudowaną linią gitary i agresywnym wokalem (na jakimś forum doszukałem się nawet określenia, że „jest to jeden z kilku najostrzejszych utworów całych lat 70-tych”). Don’t You Let Me Down to już więcej spokojniejszych, artrockowych klimatów. Wrażenie robi wielowątkowy Feathered, w którym płynnie łączą się delikatne fragmenty z mocnymi gitarowymi zagrywkami, a wszystko to scalone jest pomysłową linią wokalu i polane lekko psychodelicznym sosem (zwłaszcza w środkowej – instrumentalnej części). Jedynie mam wrażenie, że skoczny refren jakoś nie pasuje do misternie skomponowanej całości.

Opus magnum płyty stanowi z pewnością utwór Justin and Nova. Psychodeliczny początek i ujmujący motyw gitary akustycznej, fortepianu i wokaliz wprowadza nas do pełnego rockowej pasji utworu. To dla mnie jedna z tych „największych” kompozycji tamtych lat. Monument, obok którego żadna wrażliwa i osłuchana dusza nie przejdzie obojętnie:). Płytę wieńczy tajemniczy, psychodeliczny Kill Me With Your Love, który pod koniec przeistacza się w hardrockową jazdę.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Od zawsze życzył Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.