Josefus – Dead Man (1970)

Ekscytujące jest wyszukiwanie płyt, które są świadectwem transformacji klasycznego rocka, opartego na bluesie i utrzymanego w klimacie psychodelii w mocniejsze granie heavy. Oprócz znanych płyt – kroków milowych w tym procesie – jak debiuty Led Zeppelin czy Black Sabbath, w historii rocka jest mnóstwo mniej znanych, a równie intrygujących albumów. Jednym z nich jest płyta amerykańskiego Josefus Dead Man z 1970.

Josefus pochodził z Teksasu, ale zamiast uroczych dźwięków teksańskich bezdroży, otrzymujemy muzykę opartą na mocnych gitarowych riffach i wyśpiewanych drapieżnym, szorstkim wokalem Pete’a Bailey’a. Okazyjnie pojawia się także harmonijka ustna (Situation), przywołująca złowieszczy klimat debiutu Sabsów. W zasadzie płyta jest zbiorem bezkrompromisowych rockerów, gdzie mocarne gitarowe riffy, wsparte solidną sekcją rytmiczną, torują drogę wokalowi Bailey’a. Josefus zręcznie porusza się w ówczesnej klasyce rocka, coverując Gimme Sheleter The Rolling Stones czy bardzo zgrabnie wplatając fragment I want you (She’s so heavy) The Beatles do utworu Proposition. Płytę kończy 17-minutowa suita Dead Man, gdzie w końcu oprócz gitarowej tyrady udaje się muzykom na chwil kilka wybrać się na orbitę.

Co ciekawe, następna płyta Josefus (również nagrana w 1970) jest dużo bardziej „amerykańska” i psychodeliczna.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.