Joseph – Stoned Age Man (1970)

Świetna, jedyna płyta teksańskiego zespołu Joseph to mieszanka hard rocka, bluesowych zagrywek i psychodelii spod znaku pierwszej płyty Scorpions czy albumów Atomic Rooster. Całość scala dość bezkompromisowy, ostry i szorstki wokal. Rozpoczynający płytę Trick Bag zapowiada brzmienie całej płyty. Motoryczna sekcja, gitarowe przestery i solówki oraz psychodeliczne wycieczki instrumentów (zwłaszcza gitary) przypominają, że jest początek lat siedemdziesiątych, muzyka zagrana wirtuozersko i z wyobraźnią wlecze się przyjemnie i niespiesznie niczym magma. Gdzieniegdzie przez gitarowo-hammondową ścianę przedziera się przyjemne brzmieniu fletu (I Ain’t Fattenin’ No More Frogs For Snakes, Stone Age Man).

W ogóle aranżacja utworów stanowi o klasie muzyków i niewątpliwej atrakcyjności tej zupełnie zapomnianej płyty. Miłośnicy bluesrocka z pewnością przyjemnie postukają do rytmu przy Cold Biscuits And Fish Heads. Dosyć demonicznie i złowieszczo robi się pod koniec utworu Stone Age Man. Chociaż utwory są raczej treściwe, nad całym albumem unosi się duch progresywnych brzmień największych zespołów lat siedemdziesiątych (dla przykładu I’m Gonna Build a Mountain przypomina mi brzmienie świetnego T.2). Swoją drogą gdzieś w melodii wokalu tego utworu słyszę One More Cup Of Coffe Boba Dylana. Pod koniec płyty panowie sięgają po dwa standardy: House Of The Rising Sun (trochę w klimacie Frijid Pink) i Gotta Get Away.

Miłośnikom hard rocka, lat 70, psychodelii i dobrych płyt – polecam w ciemno.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.