Nietypowe płyty gramofonowe

Krew, czekolada i… ludzkie prochy – najbardziej nietypowe płyty gramofonowe

Płyty winylowe wyróżniają się nie tylko wyjątkowym brzmieniem. To też niezwykle piękne przedmioty. Najczęściej kuszą nas lśniącą czernią. Jednak na przestrzeni dekad, do rąk winylomaniaków, trafiały krążki, które daleko odbiegały od tej najbardziej standardowej wersji. Czasami trudno nawet uwierzyć jak bardzo. Zapraszam do zapoznania się z autorską listą nietypowych płyt gramofonowych, które na zawsze zmienią sposób, w jaki myślisz o tym medium.

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego płyty winylowe zwykle są czarne? Za ich kolor odpowiada dodawany do polichlorku winylu (PCV) węgiel. Dekady temu, wiele tłoczni decydowało się na ten ruch, by ukryć niedoskonałości materiału, z którego wykonują krążki (często pochodził on z recyclingu, w tym z niesprzedanych płyt!). Dodatkowo, obecność węgla powoduje, że płyta jest mocniejsza nie znacznie mniej podatna na uszkodzenia mechaniczne. Gdy technikę tę zaadaptowały właściwie wszystkie liczące się wytwórnie płytowe, czarny, 12-calowy winyl stał się standardem i to właśnie z tym kolorem i rozmiarem płyty gramofonowe są dziś kojarzone najmocniej.

I choć piękno czarnego krążka jest niepodważalne (zwłaszcza jeśli odpowiednio o niego dbasz), od czasu do czasu ktoś decyduje się przerwać monotonię i nadać swoim płytom „nietypowy”, z braku lepszego słowa, wygląd.

Lathe-cuts

Lathe-cuts, czyli ręcznie wyrabiane dziwadła

Gdzieś na peryferiach winylowej rewolucji, od roku 2010 istnieje sobie LatheCuts. A zajmuje się ręcznym wyrabianiem płyt gramofonowych. Płyty nie są tłoczone. Powstają na tokarce w czasie rzeczywistym – wyprodukowanie 10 minut muzyki zajmuje ni mniej, ni więcej niż 10 minut. Za materiał służy najczęściej przezroczyste szkło akrylowe, a każda ręcznie stworzona kopia ozdabiana jest innymi motywami graficznymi.

Produkowane w niewielkich ilościach lathe-cuts to doskonała propozycja nie tylko dla poszukiwaczy nietypowych prezentów i gadżetów okolicznościowych, ale także spora szansa dla wielu muzyków. Wytłoczenie albumu na winylu to często konieczność zamówienia dużej liczby egzemplarzy i duży koszt.

Więcej o Lathe-cuts przeczytasz w naszym artykule Lathe-cuts – czyli „pocztówki dźwiękowe” XXI wieku.

Jak bardzo oryginalne potrafią być lathe-cuts? Zobacz krótki film, na którym próbie odtwarzania poddawany jest 4-stronny krażek amerykańskiego muzyka Sona Luxa, wyprodukowany w ledwie 89 egzemplarzach.

W krainie tanich sztuczek…

Wiesz zapewne, że winyle tłoczone są w różnych kolorach. Nie zaskoczy Cię więc widok płyty w kolorze czerwonym, żółtym, czy niebieskim. Co powiesz jednak na zielony i świecący w ciemności krążek z soundtrackiem „Ghostbusters” Ray Parkera Jr’a? Wydawnictwo powstało przy okazji 30 rocznicy albumu oraz Record Store Day w roku 2014 (5 tysięcy kopii). Jak straszy w praktyce? Przekonajcie się oglądając fim.

Jeszcze więcej sztuczek!

Są płyty, które hipnotyzują. Zazwyczaj ma to jednak związek z nagraną na nich muzyką. Rzadziej z  naniesionym na nie przy pomocy lasera znamionami, które, odbijając światło, serwują swoim słuchaczom jedyne w swoim rodzaju widowisko. Poniżej doskonały przykład tej techniki w towarzystwie singla „I Got You” nowozelandzkiego zespołu Split Enz.

Grające… zdjęcia rentgenowskie

Muzyka z żeber. Jedna z najbardziej zaskakujących rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiono ze zdjęciami rentgenowskimi. I jeden z przykładów tego, jak daleko można się posunąć dla muzyki. „Ribs” popularne były głównie w latach 50-tych i 60-tych w krajach byłego Związku Radzieckiego. Były sposobem na przemycenie zakazanej wówczas muzyki popularnych artystów z USA i UK, takich jak Elvis Presley czy The Beatles. Domorośli producenci nabywali zdjęcia rentgenowskie po znajomości ze szpitali, bądź poszukiwali ich na śmietniku. Wycinali z nich 7-calowe krążki, a dziurkę wypalali papierosem. Rowek żłobiony był przy użyciu domowej roboty maszyn, które były w rzeczywistości mocno zmodyfikowanymi gramofonami. Takie płyty nie odznaczały się trwałością i jakością, ale były bardzo tanie. No i trudno zaprzeczyć, że pozwalają zajrzeć głęboko w ludzką duszę…

Ribs

Czy to jeszcze ozdoba, czy już autograf?

Wielu artystów potwierdzi, że nagrywanie albumu to często tytaniczny wysiłek, krew, pot i łzy. W niektórych przypadkach przybiera to jednak aż nazbyt dosłowna formę. Limitowana edycja soundtracku z filmu „Friday 13th” Henry’ego Manfrediniego i „Say Yes to Love” od Perfect Pussy to jedne z kilku płyt, przy których produkcji użyto… ludzkiej krwi. Wokalistka Perfect Pussy, Meredith Graves, dostarczyła pełny słoiczek tej czerwonej substancji „własnej produkcji”, który został następnie dodany do topiącego się materiału. „Krwiste” efektu obu przypadków poniżej.

Henry Manfredini Perfect Pussy

Jack White zawsze na posterunku

Jeśli poprzednia propozycja to dla Ciebie zbyt wiele, co powiesz na krążek wypełniony wodą? Jack White to artysta, który zawsze stara się dopieścić swoje winylowe wydania. Trudno się zresztą dziwić – jego „Lazaretto” zostało najlepiej sprzedającym się albumem winylowym roku 2014 z ponad 150 tysiącami egzemplarzy, które trafiły w ręce klientów. Tym razem rzecz dotyczy jednak singla „Sixteen Saltines” z jego debiutanckiego albumu „Blunderbuss”. W trakcie odtwarzania, wypełniający krążek płyn przemieszcza się wewnątrz przezroczystego pomnika, tworząc jedyne w swoim rodzaju widowisko, którego próbkę możecie zobaczyć na filmie poniżej.

Wysłuchaj zanim… się stopi

Jeśli nie woda, to może… lód? Przy okazji wydanego w roku 2012 albumu „Optima” szwedzkiego zespołu Shout Outs Louds, artyści zdecydowali się na nietypową promocję. Zatytułowany „Blue Ice” singiel trafił w ręce nielicznej garści szczęśliwców w formie „do-it-yourself”. Zestaw zawierał instrukcje i narzędzia niezbędne do przygotowania kopii singla w całości z zamrożonej wody. Zobacz cały proces na poniższym filmie.

Najsmaczniejsza płyta gramofonowa

Trudno zaprzeczyć. Ten artykuł sam powoli zamienia się w dziwadło. Mimo wszystko, nie mogło jednak na nim zabraknąć płyty wykonanej z czekolady. W końcu… taka też powstała.

Peter Lardong to mieszkaniec Berlina, dla którego wytwarzanie nietypowych płyt gramofonowych stało się swego rodzaju hobby. Wszystko zaczęło się wkrótce po tym, gdy stracił pracę w lokalnym browarze. Peter eksperymentował m.in. z serem, masłem, a nawet piwem i coca colą. Dopiero czekolada przyniosła jednak pożądany efekt. Jego produkcje nie tylko zaskakująco dobrze brzmią, ale także znakomicie smakują. Jak powstają czekoladowe płyty? Zobacz na filmie poniżej.

W duecie z zoetropem…

Zoetrop to wiekowe urządzenie, które pozwalało na tworzenie prostych animacji w czasach, gdy produkowanie filmów animowanych nie narodziło się jeszcze w głowach nawet najbardziej wizjonerskich marzycieli. Mechanizm działania był bardzo prosty. Wewnątrz cylindra znajdowała się seria obrazków, które przedstawiały kolejne etapy ruchu. Raz wprawiony w obrót, zoetrop pozwał na oglądanie ruchomej scenki poprzez umieszczone w nim szczeliny. Na  niemal identycznej zasadzie działają zoetropowe winyle. Namalowane, bądź wyryte na nich obrazki „ożywają”, gdy krążek zostanie wprawiony w ruch na talerzu gramofonu. Efekt? Zobacz sam:

…i rozszerzoną rzeczywistością

Po inspiracji technologiami przeszłości, zobaczmy, jak płyty winylowe poradzą sobie w duecie z tymi trochę bardziej współczesnymi.

Z inicjatywy Lukasza Karluka z HoloDecks światło dnia ujrzała aplikacja Eno • Hyde. Towarzyszy ona wydanemu w roku 2014 albumowi „Someday World” – efektowi współpracy pomiędzy brytyjskim muzykiem Brianem Eno  i Karlem Hyde’em  grupy Underworld. Ta darmowa aplikacja dostępna na platformę iOS pozwala na oglądanie niezwykłego widowiska, podczas którego wirtualna metropolia „ożywa” na powierzchni Twojej płyty. Eno • Hyde to w dużej mierze element promocji albumu i ciekawostka, ale taka, której nie można odmówić klasy. Zobacz zresztą sam:

„When the album that is life finally reaches the end…”

Na koniec niniejszego zestawienia zachowałem pozycję, która na zakończenie pasuje jak żadna inna. Andvinyly to inicjatywa, w ramach której umierająca osoba może oddać swoje prochy, by te stały się częścią dedykowanego jej winylowego wydawnictwa. Kupujący (a zarazem umierający) dostarcza też ścieżkę audio, która nie powinna przekraczać 24 minut. Dobra wiadomość dla planujących pochówek – wystarczy tylko część ciała! Może być to być także np. twój niedawno zmarły czworonożny przyjaciel. W każdym przypadku przyjemność kosztuje trzy tysiące dolarów.

Na stronie andvinyly.com dowiesz się wszystkiego, czego jeszcze nie wiesz o tej okultystycznej ziemi obiecanej dla najbardziej zakręconych (i dość bogatych) wielbicieli winyli.

and-vinyly-record-from-ashes

I to już wszystko. Zapewne w czeluściach internetu odnaleźć można jeszcze więcej nietypowych przedmiotów, które po umieszczeniu na talerzu gramofonu znienacka wydadzą dźwięk. Powyższa lista powinna jednak skutecznie zmieść z twojej głowy twardą jak skała wizję płyty gramofonowej jako czarnego krążka. A może zawsze zawsze wiedziałeś o istnieniu takich osobliwości i masz w zanadrzu kilka, które pominąłem? Podziel się nimi w komentarzach!

Z zawodu copywriter, tłumacz i webmaster wyspecjalizowany w nowych technologiach. W wolnym czasie chętnie sięgający także po te bardziej tradycyjne, w tym gramofony i płyty winylowe. Interesuje się sposobem, w jaki słowa wpływają na ludzi oraz potencjałem sieci do zmieniania naszych przyzwyczajeń. Muzycznie najbardziej interesuje go soul, funk i r&b.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • meloman
    meloman 13 marca 2017, 21:31

    bardzo fajny artykuł… Pozdrawiam… :) ♪♫…

  • vinyl_collector
    vinyl_collector 24 lutego 2016, 12:13

    Jak widać jesteśmy przerażająco pokręceni :-)