Les Fleur De Lys – Reflections

Gdyby przyszło mi w dwóch słowach opisać muzykę angielskiego zespołu Les Fleur De Lys, uznałbym, że to dość zmyślnie zastawiona pułapka. Nie da się tego zrobić. Co więcej, zespół nie nagrał żadnej płyty, możemy się opierać tylko na nagraniach rozsianych po singlach i archiwach. Jednak dzięki płycie składankowej Reflections otrzymujemy zestaw 24 kawałków, z których przynajmniej kilka bez skrupułów zabieram „do ulubionych”. Freakbeat pełną gębą. Dla kronikarskiego porządku: podczas swojej działalności zespół oprócz podstawowej nazwy Les Fleur De Lys nagrywał także m.in. jako Rupert’s People, Chocolate Frog, Shyster.

Pół tuzina zmian

Po raz kolejny przychodzi nam stwierdzić, że lata 60-te dla muzyki były bajeczne i kolorowe. Stąd już niedaleko do wniosku, że w zasadzie wszystko, co się wówczas nagrało, brzmi tak, że chce się tego słuchać. Na składance Reflections mamy przegląd tego, co angielskim freakmanom różnej prowieniecji chodziło po głowie w tamtym czasie. Nic dziwnego, Les Fleur De Lys zmieniał skład sześciokrotnie, a jedyną stałą osobą w ekipie był perkusista Keith Guster. Przez zespół przewinęło się natomiast kilka późniejszych gwiazd rocka: Pete Sears (Journey i Jefferson Starship) czy znany z King Crimsom Gordon Haskell. Krążą też pogłoski, że w niektórych kawałkach pojawiła się gitara Jimmy’ego Page’a, który był producentem dla wytwórni Immediate.

Muzyka

Odpalamy płytę i dostajemy po głowie rzęsistym freakbeatem, dynamicznie napędzanym sekcją rytmiczną i psychodelicznymi gitarami (Circles, Mud in Your Eye, Gong With The Luminous Nose). Miłośnicy beatu spod znaku The Who czy The Yardbirds będą w siódmym niebie. Na najlepsze jednak przyjdzie nam poczekać.

Powiew Afryki

Kiedy do mikrofonu dopuszczamy pochodzącą z Południowej Afryki Sharon Tandy, robi się wybuchowo i zmysłowo jednocześnie. Opus magnum kapela osiąga w takich kawałkach jak Hold On i Daughter Of The Sun. Freakbetowy podkład i pewnie władająca swoim głosem Sharon każe nam czym prędzej szukać wypożyczalni Aston Martina gdzieś w Hampshire. Tak chciałbym, aby brzmiały moje licealne czasy, obojętnie czy w latach dziewięćdziesiątych czy sześćdziesiątych!

(Nieco) słabszy odcień bieli

Niestety Sharon pojawia się przy mikrofonie tylko w kilku utworach. W miarę trwania płyty robi się trochę mniej wybuchowo, a bardziej słodko i popowo (wyjątek może stanowić jak Dzwon Zygmunta miarowo tykający Tick Tock czy oparty na fajnym riffie So Come On). Panowie wpuszczają do studia nagrań kolegów z trąbami (Stop Crossing the Bridge), by w innym miejscu przemyśleć, jak wygląda bielszy odcień bieli (Reflections of Charlie Brown).

Rekomenduję tę płytę. Sam jestem ciekawy, który z zaprezentowanych sześciu składów zespołu (bez nagranej płyty) spodoba Wam się najbardziej;)

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Życzy Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.