Louis Wain i jego obrazy – koty

Poznajcie historię kociego malarza z XIX wieku, nieprzeciętnego artystę-grafika – Louisa Waina. Tworzącego na przełomie wieków oryginalnego mistrza kociej psychodelii dla dzieci i dorosłych. Penetrującego niezwykle dogłębnie naturę zarówno kocią, jak i ludzką. Żyjącego i tworzącego w Londynie, a urodzonego jeszcze pod koniec XIX wieku ekscentryka. W ostatnich latach do spopularyzowania jego twórczości przyczynił się David Tibet, który prace artysty wykorzystał na okładkach kilku płyt swojego zespołu Current 93.

Mamy 5 sierpnia, 1860 roku. W angielskiej stolicy na świat przychodzi pierwsze z sześciorga dzieci Państwa Wain (angielskiego przedsiębiorcy i Francuzki). Jedyny z całej szóstki chłopiec. Co ciekawe – żadna z jego sióstr nigdy nie wyszła za mąż i mieszkały w domu rodzinnym przez większą część swojego życia. Louis urodził się z tzw. zajęczą wargą, przez co do szkoły poszedł w wieku dopiero dziesięciu lat. Uwielbiał chodzić na wagary i spacerować po ogromnym Londynie. Dostał się jednak do London School of Art. W wieku dwudziestu lat stracił ojca i został jedynym mężczyzną w domu.

Kocie opowieści

Pierwszą stworzoną przez niego pracą przedstawiającą koty o ludzkich cechach, było Kocie przyjęcie wigilijne z 1886 roku, choć wcześniej chętniej rysował raczej buldogi (lub inne zwierzęta, np. żaby). Dachowcami zainteresował się po jakimś czasie, kiedy to jego żona zachorowała na raka. Nauczył nawet ich domowego pupila rozmaitych sztuczek, by ten rozbawiał chorą małżonkę. Jego fascynacja tymi zwierzętami zaczynała się pogłębiać, by przybrać na sile po śmierci ukochanej. Zwierzęta przedstawiane przezeń były w czynnościach typowo ludzkich – opalały się na plaży, siedziały w fotelach, paliły fajki, grały w krykieta, czy w golfa. Z czasem Wain zacząć przedstawiać koty z wyraźnie przerysowaną mimiką twarzy. Były one zdziwione, uradowane, zakłopotane, poważne… Z każdego rysunku odczytać mogliśmy niezwykłe emocje bijące z kocich ryjków. Ubierał je także w modne w ówczesnej wiktoriańskiej epoce stroje, co było akurat procederem nienowym, patrząc chociażby na postacie zwierząt w Alicji w Krainie Czarów. Louis Wain tworzył seryjnie. Potrafił spłodzić nawet kilkaset rysunków rocznie (głównie ilustracje do różnego rodzaju książek dla dzieci, czasopism, magazynów). Pomimo tego faktu, jak i jego ogromnej popularności, żył bardzo skromnie. Przyczynił się do tego jego brak zmysłu do interesów, oraz fakt, iż zmuszony był do utrzymywania swej matki i sióstr. Był to człowiek prostoduszny, naiwny, łatwo ufał ludziom, którzy często wykorzystywali to kupując jego rysunki z prawem do ich nielimitowanego kopiowania, a także oszukując go na różnego rodzaju propozycjach biznesowych.

Artysta chadza własnymi ścieżkami

Z początkiem XX wieku jego sytuacja materialna zaczęła się pogarszać. W Nowym Jorku utopił znaczną sumę pieniędzy (zarobionych na stworzeniu kilku komiksów) w nietrafionym pomyśle nowego typu lamp naftowych. W tym czasie zmarła również jego matka, co widocznie pogłębiło jego i tak nie najlepszy stan psychiczny. Z niezwykle ufnego jegomościa stał się ponury, małomówny i podejrzliwy wobec innych. Zwłaszcza w stosunku do swoich sióstr. Kontrowersje zaczęło budzić coraz dziwaczniejsze zachowanie Louisa. Uważał na przykład, że ekrany kinowe wysysają energię z ludzkich mózgów. Oprócz długich, nocnych spacerów zaczął coraz więcej czasu spędzać zamknięty w swoim pokoju, tracąc czas na czynnościach pozbawionych sensu, pisaniu dziwnych tekstów czy częstym przesuwaniu mebli. Otoczenie zawsze uważało go za ekscentryka, teraz natomiast ludzie zaczęli postrzegać go jako mówiącego od rzeczy dziwaka. Miewał urojenia, co prowadziło do częstego nieodróżniania fikcji od rzeczywistości. Do szpitala psychiatrycznego trafił, kiedy siostry same już nie mogły sobie poradzić z jego nieobliczalnym, czasem nawet brutalnym zachowaniem. Od 1924 resztę swojego życia spędził w kilku szpitalach psychiatrycznych. Zmarł w 1939 roku. Dr Michael Fitzgerald sugeruje jednak, na podstawie zaobserwowanych objawów, że z dużym prawdopodobieństwem Wain nie był schizofrenikiem, a jedynie cierpiał na zespół Aspergera, czyli jedną z odmian autyzmu.

Sztuka psychodeliczna

Jego prace z okresu pobytu w szpitalu zmieniły charakter. Nadal z pełną konsekwencją malował koty, jednak znacznie więcej w swej twórczości poświęcił eksperymentowaniu z wzorami, kolorami i kształtami. Jego sztuka ewoluowała w kierunku dużo bardziej psychodelicznej. Początkowo same tła, później także i koty składały się z fraktali, figur geometrycznych. Czasem kształt zwierzęcia stapiał się z otoczeniem przypominając różnego rodzaju kolorowe wycinanki. Wykorzystywał szeroko motywy ludowe i roślinne. Jak sam mawiał w okresie przed zdiagnozowaniem u niego choroby, często przesiadywał w restauracjach i miejscach publicznych w celu obserwowania zachowań ludzkich. Bawiło go to i w ramach żartu uwielbiał przedstawiać koty w zaobserwowanych przez siebie sytuacjach. Być może to, co tworzył w okresie szpitalnym, odzwierciedlało stan jego umysłu w danym momencie, choć zdania na ten temat są różne. Niektórzy badacze uważają za całkiem prawdopodobne, iż w okresie także późniejszym tworzył również dzieła bardziej „normalne”. Bierze się to z braku oznaczenia dat na wielu pracach artysty.

Dziś obrazy te potrafią szokować w równym stopniu, co sto lat temu. Nie straciły nic ze swojego wizjonerstwa i pomysłowości. Niestety żadna z wielu biografii Louisa Waina nie została jak dotąd przetłumaczona na język polski. Ja natomiast zastanawiam się, czy osoba malująca tak niesamowite, psychodeliczne obrazy, śniła wizje równie, a może jeszcze piękniejsze?

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Kognitywistyka | Louis Wain i psychodeliczne koty
    Kognitywistyka | Louis Wain i psychodeliczne koty 24 października 2018, 09:50

    […] Cats and Psychedelia: The Tragic Life of Louis Wain • Louis Wain, Bethlem Museum of the Mind • Wojtek Flajszer (2013) Louis Wain i jego obrazy – koty • Mainzer Cat Postcards and Eugen Hartung • Eugen Hartung, Metropostcard publishers • Louis […]