Pussy – Pussy Plays (1969)

To płyta, która absolutnie powala już od pierwszego numeru. Świetne, pełne brzmienie, bardzo przemyślane kompozycje, wirtuozerskie wstawki instrumentów. Dlaczego takie kapele nagrywają tylko jedną płytę? Dlaczego teraz o nich nikt nie pamięta (co oznacza, że genialna muzyka nie ujrzy światła dziennego na szerszą skalę)?

O tej angielskiej kapeli wiadomo bardzo niewiele, prawie nic. Wcześniej nagrywali psychodeliczne single jako Fortes Mentum. Na płycie Pussy Plays większość utworów sygnowanych jest nazwiskiem Danny Beckerman. Zamiast bogatej biografii pozostaje nam okładka z szalonym kotem i muzyka, która jest mocnym pomostem między dziką psychodelią a dostojnym rockiem progresywnym.

Na wejście mamy przywitanie się z kotem (kilkusekundowe miauuuuuu) i bardzo czadowe Come Back June. Dlaczego ten utwór nie stał się przebojem Bóg jeden raczy wiedzieć. Z kolei posępny, z niskim recytowanym refrenem All of My Lifeświetnie lokuje się w klimacie nieprzesłodzonej angielskiej psychodelii. Kłania się także brzmienie 13th Floor Elevator. W progresywnie brzmiących We Built The Sun wyczuwalny jest duch psychodelicznej alternatywy spod znaku prezentowanego na naszym portalu Arcadium. W ogóle brzmienie organów Pussy ma coś z tego, co działo się na płycie Breath Awhile. Prawdziwy, nieprzewidywalny psychodeliczny odlot przynosi gęsty Comets, który oparty jest na efektach elektronicznych i gęsto grającej sekcji (coś w klimacie 13th Floor Elevator i ich You Gonna Miss Me). Powagę i dostojność płycie nadaje dla odmiany klasycyzujący Tragedy In F Minor z wyjątkowo uroczym (acz bardzo melancholijnym) motywem przewodnim. Z kolei piękne The Open Groundprzypomina rewelacyjne pejzaże muzyczne The Moody Blues. Kończący album, instrumentalny G.E.A.B. z ciężkim, basowym riffem, z klawiszami rodem z wczesnych zespołów hardrockowych jasno dowodzi, że jak trzeba, to Pussy Plays Loud… (zwłaszcza od zmiany tempa w 4:34 minucie). A gdy już muzyka cichnie, znajomy kot robi swoje  miauuuuuu….

Co godne zauważenia, patrząc na tego zbzikowanego kota z okładki można się spodziewać mega odlotu z dużą dawką humoru. W zamian dostajemy jedną z poważniej brzmiących psychodeliczno-progresywnych płyt schyłku lat 60-tych. Absolutny mus!

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Od zawsze życzył Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.