Promieniowanie Mouse’a i Kelley’a

Czemu piszę o plakatach i okładkach? Bo często o nich myślę, a nie umiem malować. Bo w obcowaniu z nimi nasuwają mi się nowe spostrzeżenia.

Również wobec artystów, których „znam” od wieków. Czasem wydają się kimś innym niż byli jeszcze niedawno. Naprawdę to ja się zmieniam z czasem i w sposobie patrzenia, bo oni albo nie żyją albo nie są aktywni artystycznie. Tacy na przykład Stanley Mouse i Alton Kelley wydali mi się ostatnio właśnie inni niż kiedyś, bom widać dostrzegł ich jakby okiem dość nowym, tak by ich „zobaczyć”. Chyba słuszniej, w prawdzie głębszej i prawdziwej!

Oczywiście istnieje jakaś prawda absolutnie obiektywna, tylko że dochodzimy do niej drogą całkowicie subiektywną. Odczuciami. Gdy „właściwie” odczujesz – jesteś w prawdzie. W centrum wszechświata. Chcemy odtwarzać magię, dziecięce podniecenie w bezkrytycznym podziwianiu. Tak jest z prawdą…. Artystyczną rzecz jasna!

Promieniowanie Mouse’a i Kelleya

Patrząc teraz na plakaty Mouse’a i Kelleya odczułem, jak ważne jest „promieniowanie”. Jest we wszystkim, nie tylko w psychodelii. Plakat, obraz, rzeźba niezależnie od epoki powinny „promieniować” – płaszczyzną, fakturą, grą barwną, kolorem, pomysłem. Jeśli takie wrażenie robi, to możemy powiedzieć sobie i otoczeniu: „z całą pewnością mamy przed sobą dzieło sztuki”.

Stanley Mouse i Alton Kelley byli artystami kolosalnego talentu. Tworzyli jedno arcydzieło po drugim… Czasem też coś nie wychodziło, musi to być po prostu związane z ludzką naturą. Hominis est errare… Zatem kontakt ze sztuką jest okazją do wejścia w głowę artysty. Wejścia w głąb, nawet niechcący. Każdy patrzący wie najlepiej, jak na niego oddziałuje sztuka psychodeliczna (i każda inna).

Z tymi „wybrańcami sztuki” łączy mnie więź uczuciowa z lat dawniejszych, kiedy dawali tak dużo, że kiedy o nich pomyślę albo patrzę na ich plakaty, to….!!!

Więc wstęp mam już za sobą

Stanley George Miller (ur. 10.10.1940) – jego ojciec był artystą, który pracował w studiu Walta Disneya podczas produkcji Królewny Śnieżki. Było więc naturalne, że mały Stan dorastał w atmosferze twórczego fermentu. Od małego rysował portrety i komiksy. W szkole (w związku z miejscem pracy ojca) nazwano go „Mouse”. Tak zostało nawet po skończeniu szkoły.

W roku 1956 Stanley Mouse rozpoczął naukę w Society of Arts and Crafts w Detroit. W międzyczasie został szkolnym ilustratorem i rysownikiem. W tygodniu uczęszczał na zajęcia, w weekendy, podczas pokazów i wyścigów samochodowych, projektował i własnoręcznie wykonywał koszulki, nalepki, pocztówki i ilustracje.

Malował aerografem hot rody, zaczął tworzyć dla Rod & Custom Magazine. Od razu stał się sławny. Na uczelni, gdzie zresztą celował w rysunku realistycznym, otoczenie i wykładowcy twierdzili, że jego malarstwo wygląda jak sztuka reklamowa. Kiedy zaczął się zastanawiać co dalej, psychodeliczne narkotyki „rozlały” się po Stanach Zjednoczonych, a protesty przeciw wojnie w Wietnamie urosły do rangi ruchów społecznych.

Stanley Mouse wiedział już, że w San Francisco dużo się dzieje. Pojechał tam na targi motoryzacyjne i polubił to miasto. W 1965 r. opuścił Detroit. Masowe imprezy, koncerty happeningi „mnożyły” się i przenosiły do coraz większych miejsc, przyciągając coraz większą publiczność. Organizatorzy zaczęli zabiegać o niebanalnych i utalentowanych grafików. Sam Mouse twierdził, że nowy styl i jakość zapoczątkowane przez Wesa Wilsona są tym, co interesuje go najbardziej. Mouse wynajął pomieszczenie w starej remizie i zaadaptował na pracownię.

W tym momencie na arenie pojawia się Alton Kelley. Wraz z impresario Chetem Helmsem Mouse znał Kelley’a z poprzedniego pobytu w San Francisco, podczas którego Kelley pomógł naprawić uszkodzony samochód Stanleya. Alton, który był artystycznym dyrektorem Dog Family, zaproponował mu pracę u siebie…

Plakat promujący, spotkanie z „antywojennym” kongresmenem Philem Drath'em z roku '66. Wydaje się że Prosiaczek wypuszcza nitkę dymu z ust...

Ten plakat powinien być sprzedawany jak materiał na zasłony. Na metry! Dzień dobry. Czy są plakaty Mouse'a i Kelley'a? Oczywiście! Co powiedziałby pan na ten? Wspaniałe... Poproszę 5 i pół metra... Myślę, że bylibyście całkiem zadowoleni widząc go w oknie zamiast firanek

Alton Kelley (17.06.1940 – 1.06.2008) dorastał w Conecticut, gdzie jego ojciec pracował w fabryce samolotów. Jako dziecko wcześnie zaczął rysować ilustracje, komiksy, ściany w domu. Pasją nastolatka było malowanie pół nagich pin up girls na hot rodach i motocyklach. Uczęszczał do szkoły artystycznej przy Philadelphia Museum and College of Art na wydziale wzornictwa przemysłowego.

W 1959 roku Kelley dotarł autostopem do San Francisco, zafascynowany Beat Generation podróżował po Kalifornii i Meksyku. Po powrocie, kontynuował naukę w The Artist Students League w Nowym Jorku. Potem przez 2 lata był mechanikiem w Sikorsky Aircraft Co. Następnie pracował jako sprzedawca w sklepie z motocyklami. Jak sam wspominał, przez ponad 2 lata chodził do pracy której nienawidził i cały czas śnił „California dreamin’”.

Alton Kelley w roku był jednym z czterech założycieli agencji i grupy artystycznej Family Dog. Chociaż Family Dog projektowało okładki, plakaty i reklamy pokazując niezłe możliwości i umiejętności, to do pojawienia się Stanleya Mouse’a brakowało mu „ognia” i „pieprzu”. Spotkanie Kelley’a i Mouse’a było tak naturalnym połączeniem jak Flip i Flap, Lennon i McCartney, Mick i Keith i ryba z frytkami….. Do tego stopnia, że leworęczny Kelley pracował z jednej strony sztalugi a praworęczny Mouse po drugiej. Pracowali razem ponad 15 lat, nawzajem fantastycznie „zapładniając” swoją wyobraźnię.

Alton Kelley zmarł po długiej chorobie w roku 2008 w wieku 67 lat.

Pierwszy plakat Stanleya Mouse'a dla Family Dog, ciekawy jedynie z kronikarskiego punktu widzenia ('66)

Znany jako „Keep California green” pierwsza seria miała drukowane rozmyte kontury aby symulować efekt działania LSD, napis na klamrze misia „SMOKE” nawiązuje do marihuany, w późniejszych seriach napis na klamrze zamazany (Kelley-Mouse '66)

Pierwszy bardzo popularny plakat Kelleya i Mouse'a ('66) popularność brała się z tego, że jako stosunkowo prosty i był on masowo podrabiany

Pierwszy plakat Family Dog w formacie poziomym ('66)

Plakat z roku '66. centralnie umieszczona postać kobiety została zaczerpnięta z obrazu Franza Stucka (1863 - 1928), niemieckiego symbolisty i ekspresjonisty.

Plakat „Snake Lady” ('66) jest kolejnym plakatem „portretowym”,rozwinięciem i wykorzystaniem twórczości Franza Stucka. Występował w wielu odcieniach kolorystycznych.

66'

67'

67'

66'

Zważywszy, że przyszłość narodu indiańskiego jest jak się wydaje raz na zawsze określona, młody Indianin spragniony awansu społecznego ma przed sobą jedną drogę. Musi zagrać w westernie lub dać się sportretować. Zapewni mu to status „Indianina filmowego” lub „dobrego dzikusa”. A mówiąc poważnie plakaty te prezentują silne zainteresowania Stanleya Mouse kulturą Indian północnoamerykańskich. To wyzwanie twórcze posługujące się określonym stylem ilustracji, aby przyciągnąć odbiorcę docelowego, wynikające ze znajomości charakterystyki kulturowej odbiorcy (portretowanych) i jego reakcji na język wizualny, oraz estetyki i stylu twórców. Nadaje osobisty rys i komunikuje się z odbiorcą swoim językiem.

Plakat z '66 roku znany jako „Zebra man”, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych „psychodelików” duetu.

Masz taki w domu? Na pewno! No to masz już pomysł na prezent zamiast czytać co tam polecają w prasie…

67'

Żyjemy w stechnicyzowanym świecie. Zapotrzebowanie na telefony, które odtwarzają muzykę, silniki napędzane obornikiem i telewizję całodobową wzrasta w tempie geometrycznym. A w miarę jak ono wzrasta, kurczy się liczba ludzi, którzy umieliby tworzyć i rozwijać nowe trendy w sztuce.

66'

 

67'

Dwa najsłynniejsze i najlepiej rozpoznawalne plakaty Altona Kelleya z roku ’66 i ’67. Obie postacie kobiece zostały „pożyczone” od Alfonsa Muchy. Były też rodzajem hołdu Kelleya dla artysty, którego uważał za artystycznego ojca.

66'

 

66'

Dwa plakaty z roku ’66 dotyczące występu artysty zupełnie nie kojarzonego z psychodelią. Dlatego też bardziej przypominają afisze z Dzikiego Zachodu lub westernów,chociaż Bo Diddley równie mało ma wspólnego z country & western. Ale każdy, kto wychowywał się w epoce spodni dzwonów wie, że styl często wygrywa z logiką…

67'

Ten plakat z 1967 roku autorstwa Altona Kelleya jest piękny! Piękny! Ładniejszy niż kwiatek zasuszony w egzemplarzu Ani z Zielonego Wzgórza. Gdyby był człowiekiem, byłby Natalie Portmann. A jeśli byłby jeziorem, to natychmiast chcielibyście do niego wskoczyć!

Plakat z roku '66 zatytułowany „Five man in a boat” . Centralną część pracy zajmuje okrąg stworzony z liter, tworzący yin-yang? Pod spodem pięciu mężczyzn w przeciekającej łodzi... Czyżby autoironiczny portret grupy artystów znanych jako „Big Five”?

Nie jest łatwo zdecydować, które z dzieł człowieka są najpiękniejsze. Może jakiś obraz? Taj Mahal, Aston Martin DB 7, a może biust Moniki Bellucci. Dom nad wodospadem Franka Lloyda Wrighta też wygląda nie od rzeczy.

Cóż wybrałem się na kolejny „spacer” po internecie z przyległościami i stwierdziłem, że ze wszystkich stworzonych przez człowieka rzeczy najbliższą doskonałości w rzeczy samej nie jest psychodeliczny plakat. Ale znajduje się w pierwszej pięćdziesiątce…

66'

67'

67'
Burza

Lata sześćdziesiąte były burzą, która spadła na sztukę w tym samym mniej więcej czasie co wojna w Wietnamie na społeczeństwo amerykańskie. Burza ta wyładowała się bez uprzedzenia w dusznej atmosferze sytości i pozostawiła po sobie nowy poranek, kiedy nagromadzona energia uwolniła się w postaci nowych form, tworzyw, idei, muzyki, nowych kierunków, „nowych ludzi” i kierując się do „nowych ludzi”.

Dziś to zwierciadło zdążyło się rozpaść, ale każdy, kto znalazł jego kawałek, może powodowany własnymi upodobaniami estetycznymi, osobistymi czy historycznymi, umieścić w nim swój obraz epoki. W ten sposób lata sześćdziesiąte stały się mitem.
Jednak mitem poruszającym wyobraźnię prawdziwie i nieustannie. Jeśli mimo wszystko przetrwało tak wiele świadectw to znaczy, że wśród beztroskich świerszczy, kwiatów i motyli było jednak kilka pracowitych mrówek…

 

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Lantar
    Lantar 24 kwietnia 2015, 18:52

    jestem zachwycony artykułem, wspaniałe jest to że ktoś się wypowiada na tematy sztuki psychodelicznej w tak wyczerpujący a jednocześnie fascynujący sposób! gratulację i dziękuję za frapujący tekst!
    chciałbym też zaprosić do nas na http://psyart.pl sklep ze sztuką psychodeliczną.
    pozdrawiam i powodzenia!

  • Nathalie
    Nathalie 9 września 2013, 22:15

    Świetny artykuł… Uwielbiam Alphonse’a Muchę i sztukę psychodeliczną – teraz widzę, że żadnemu z nich nie muszę już przyznawać palmy pierwszeństwa. Swoją drogą, szkoda że rola kobiet w kulturze lat 60. została tak zmarginalizowana, Może zainteresował by Cię artykuł na ten temat (mojego autorstwa ;) ?

    • psychosonda
      psychosonda 18 września 2013, 11:16

      Chętnie – bardzo proszę o kontakt na maila: psychosonda@gmail.com

      • Marnie
        Marnie 8 lipca 2016, 18:05

        Phnoemenal breakdown of the topic, you should write for me too!

    • Cammie
      Cammie 8 lipca 2016, 18:09

      Wow, that’s a really clever way of thinikng about it!