Trzy obskury na wiosnę

Psychodelia na wiosnę 2013? Znaleziona w rzadko odwiedzanych czeluściach internetu? Proszę bardzo.

Steve Baker – „Or”
http://stevebaker.bandcamp.com/album/or

Londyński gitarzysta improwizuje sobie przy pomocy loopera i publikuje wybrane efekty tych zabaw w ramach serii nazwanej „Guitar Diaries”. W takiej formule łatwo przyłapać się na masturbacji, na szczęście Baker zna umiar i rzetelnie odrobił krautrockowe lekcje (Göttsching się kłania). Efektem jest gitarowy ambient w pastelowych barwach, tyleż niezobowiązujący, co po ludzku przyjemny. Nieźle sprawdzi się jako soundtrack niespiesznych weekendowych śniadań.

 

Karrot Kompany – „The Pop Pop Petal Twist”
http://karrotkompany.bandcamp.com/album/the-pop-pop-petal-twist

Duet z Indianapolis raczy nas twórczością prowokującą pytanie: wy chłopaki tak a) na serio, czy b) dla jaj, jeśli a), to a) co za bydlak sprzedał to świństwo nieletnim i b) czy ma tego więcej. Dominują zagrywki z gatunku „młodszy brat znowu ruszał moje Casio”, chamowate syntetyczne bity i groteskowy quasi-rap. To niby nie mogło się udać, ale jeśli za młodu nasłuchaliśmy się odpowiednio dużo Residentsów, a podczas odsłuchu mamy do dyspozycji kieliszeczek czegoś mocniejszego, to całość zadziwiająco fajnie żre i wzbudza sporo sympatii, zaś przy kolejnych spotkaniach jeszcze zyskuje.

Érica – „To Believe”
http://mawwrecords.bandcamp.com/album/rica-to-believe

Érica Alves pochodzi z przedmieść Rio de Janeiro, ale to jeszcze nic nam nie mówi o jej materiale. Równie dobrze mógłby on pochodzić z Toronto, Wuppertalu albo Krosna Odrzańskiego: to domowy psychodeliczny synth-pop z okolic Johna Mausa i Genevy Jacuzzi, nagrany na kasetę i na kasecie wydany. Tak, wiem, zieeew, being a hipster is soooo 2010. I jeszcze ta czerstwa historyjka w opisie, że cyfrowe studio to nie to, że musi być ośmiościeżkowy kaseciak, żeby było autentycznie. Strzelamy focha? NIE, bo Érica jest zdolną kompozytorką i stworzyła zestaw świetnych piosenek, które bez trudu obroniłyby się w każdym opakowaniu, a ta oklepana chillwave’owa mgiełka akurat bardzo dobrze im służy. Do tych melodii chce się wracać w nieskończoność, czuć w nich coś… hm… dużego. Stawiam młodszą siostrę, że o tej pani będzie głośno.

 

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.