Virgin Records

Rock progresywny, punk, zakręcone życie Richarda Bransona, Mike Oldfield, Sex Pistols, Spice Girls, zmiany własnościowe i… linie lotnicze – ponad 40-letnia historia brytyjskiej Virgin Records to zdecydowanie temat na dobry film. Choć rzecz dzieje się w Wielkiej Brytanii, cała historia ma znamiona typowego amerykańskiego snu. Wszystko zaczęło się bowiem w niszowym, londyńskim zakątku dla muzycznych outsiderów, po tej „tańszej” stronie ulicy Oxford.

Właśnie tam Richard Branson, wraz ze swoimi towarzyszami, założyli sklep zajmujacy się sprzedażą wysyłkową importowanych, przecenianych płyt z różnych zakątków alternatywnego świata muzyki. W sklepie gromadzili się fani progresywnego rocka, by słuchać piosenek, zasiadać na miękkich pufach i zajadać się wegetariańskimi przysmakami. Na Notting Hill zrobiło cię „duszno” i ciekawie. Narodził się przyjemny klimat, a coraz większe zainteresowanie doprowadziło do rozszerzenia się biznesu o 12 kolejnych lokali. Coraz większa skala sukcesu sprawiła, że Branson zaczął myśleć w innych kategoriach. Zamarzyła mu się wytwórnia płytowa…

Dlaczego „dziewica”?

Biznes Bransona od początku, od pierwszego sklepu na ulicy Oxford wyróżniał się zachęcającą nazwą „Virgin” (ang. dziewica) – pomysł Tessy Watts, która zauważyła, że jeśli chodzi o biznes, wszyscy, łącznie z Bransonem, „pierwszy raz” mają jeszcze przed sobą. Branson i spółka postanowili nauczyć się co nieco o życiu i pozwolić kapitalizmowi głęboko wejść w ich „dziewiczość”. Odpłacił się on, jak to zwykle bywa, sukcesem finansowym.

Transformacja w wytwórnię płytową

Z pomocą kredytu od bankierów z Coutts, Branson zakupił posiadłość w Oxfordshire, a następnie zamienił ją w imponujące, bardzo nowoczesne studio nagraniowe. Jego prawą ręką został kuzyn z RPA Simon Draper, który wyróżniał się ponoć niezwykle obszarną wiedzą muzyczną. To właśnie on wpłynął na decyzję o skupieniu się w początkowym okresie na nagraniach z pochodzącego z Niemiec nurtu krautrocka.W 1973 roku Virgin gotowa była na wypuszczenie pierwszego dzieła – debiutanckiego albumu Mike Oldfielda „Tubular Bells”. Intuicja Bransona nakazała jeszcze kilka miesięcy wcześniej dać temu chłopakowi swobodę skończenia swojego krążka, odrzuconego przez większe wytwórnie, w najlepszych możliwych warunkach. Inwestycja opłaciła się. Po części dzięki wykorzystaniu fragmentu albumu w soundtracku słynnego horroru „Egzorcysta”, „Tubular Bells” okazał się wielkim hitem – dla Virgin przepustką do czołówki brytyjskich wytwórni, a dla Oldfielda do ekstraklasy brytyjskich artystów. Wkrótce spory sukces odniosły też typowo krautrockowe nagrania Virgin – „Phaedra” zespołu Tangerine Dream oraz „The Faust Tapes” i „Faust IV” autorstwa Faust.

„Albo pójdziesz do więzienia, albo zostaniesz milionerem”

W czasach nauki w Stowe School Branson usłyszał od swojego nauczyciela, że w przyszłości albo zostanie milionerem, albo skończy w więzieniu. Niewiele brakowało, by ziściła się ta druga opcja. W maju 1971 wyszło na jaw, iż właściciel wciąż niewielkiego wówczas sklepu z płytami zalega z zapłatą podatku za całe ciężarówki płyt. Branson spędził noc w więzieniu. Kaucje wpłaciła jego mama. Ostatecznie skończyło się na 60 tys. dolarów grzywny. Udało mu się także uniknąć znalezienia się w kryminalnym rejestrze, co na pewno nie pomogłoby mu w staraniach o uczynienie Virgin sukcesem nie tylko artystycznym, ale także biznesowym.

Logo dziewicy

Sprawnie przekształcona w wytwórnię marka Virgin potrzebowała rozpoznawalnego logo. Wyzwanie podjął angielski ilustrator Roger Dean, którego praca, zwana przez fanów „bliźniętami” (ang. twins lub gemini), stała się motywem przewodnim wytwórni na kilka kolejnych lat. Przedstawia ona nagą kobietę w lustrzanym odbiciu, podobnym do węża, ogoniastego potwora oraz napis „virgin” wykonany autorską czionką Deana. W 1978 motyw ten został zastąpiony przez o wiele prostszy, nazywany „bazgrołem”, przedstawiający nazwę wytwórni „virgin records” w bardzo charakterystyczny sposób. Logo osiągnęło sukces i do dziś jest częścią wizerunku marki Virgin. Zaadoptowały go też na przestrzeni lat liczne wytwórnie zależne Virgin, takie jak Front Line Records czy Dindisc.

Sex Pistols – kierunek punk rock

Do 1977 największą gwiazdą i motorem napędowym Virgin był Mike Oldfield, a nurtem przewodnik krautorock oraz szeroko pojęty rock alternatywny. Nawet wówczas, gdy podpisano kontrakt z Sex Pistols, mało kto przeczuwał, że wytwórnia ta w ciągu kilka lat przemieni się w prawdziwą mekkę fanów punku. Stało się to jednak faktem, gdy sukces „Never Mind the Bollocks…” pociągnął za sobą kontrakty z takimi ekipami, jak X-Ray Spex, Penetration, Devo, The Skids, czy Ruts and Public Image Ltd. Wczesne lata 80-te oznaczały z kolei ciągłe poszerzanie repertuaru współpracą z m.in. the Human League (w muzyce popularnej znani szczególnie dzięki „Karma Chameleon”), Johnem Foxxem i Orchestral Manoeuvres in the Dark.

Virgin przejmuje i zostaje przejęta

Gdy wytwórnia Bransona urosła, zaczęła, jak to bywa w bezlitosnym świecie kapitalizmu, przejmować różnorakie mniejsze jednostki. W 1983 jej własnością stała się Charisma Records. Dzięki temu ruchowi Virgin zyskała prawa do takich artystów jak Genesis czy słynnej grupy komediowej Monty Python. W 1986 Charisma została zlikwidowana i wchłonięta przez Virgin. Reaktywowano ją w USA w 1990, ale tylko na 2 lata. Ostatecznie wszyscy jej artyści stali się częścią Virgin. Z kolei przejęta w 1987 Venture Records była próbą zagłębienia się w świecie muzyki new age i współczesnej muzyki klasycznej. Jeszcze w latach 70-tych jako część Virgin funkcjonowała wydająca tanie nagrania Caroline Records. Z kolei Front Line Records zajmowała się wydawaniem muzki jamajskiej i szeroko rozumianego reggae. Nagrywali dla niej tacy artyści, jak U-Roy, The Mighty Diamonds, Keith Hudson, Gregory Isaacs, czy Linton Kwesi Johnson. Funkcjonująca między 1994 a 1999 Noo Trybe Records koncentrowała się z kolei na hip-hopie, a nagrywał dla niej m.in. Luniz. W Stanach Zjednoczonych nagrania Virgin były początkowo dystrybuowane przez Atlantic, a od 1975 przez Columbia Records. Mimo wciąż solidnych wyników w 1992 Virgin Records sama stała się przedmiotem sprzedaży. Suma w granicach 1 milarda dolarów przekonała Bransona do oddania swojej marki wytwórni Thorn EMI. Był to też dla niego sposób na zdobycie funduszy do dofinansowania swojego nowego projektu – linii lotniczych Virgin Atlantic Airways. Branson po raz kolejny udowodnił, że mierzy wysoko. Od teraz ta muzyczna Virgin musiała sobie radzić bez niego.

Życie po Bransonie

Lata 90-te udowoniły jednak, że istnieje dla Virgin życie po Bransonie. Virigin Records dorobiła się kolejnych wytwórni zależnych, takich jak Realworld Records, Innocent Records, bluesowa Point Black Records, czy Hut Records. Kontraktowała też kolejnych topowych artystów – Korn, Tinę Turner, Thirty Seconds to Mars, Depeche Mode, The Rolling Stones, Spice Girls, Lenny’go Kravitz, Janet Jackson czy Placebo. Virgin stała się marką bez konkretnej specjalizacji, promującą i nagrywającą różnego rodzaju popularnych artystów. W 2007, w ramach zakrojonej na szeroką skalę rekonstrukcji EMI Group, Virgin Records została połączona z Capitol Records, tworząc Capitol Music Group.

Virgin Records dziś

W 2012 Universal Music Group zakończyła proces przejmowania EMI. Virgin Records znowu zmieniła właściela. Wciąż pozostaje jednak częścią Capitol Music Group, obok Capitol Records, Blue Note Records, Caroline Distribution i Capitol Christian Music Group. Z kolei utworzona w ubiegłym roku Virgin EMI Records, jedna z flagowych wytwórni Universal w Wielkiej Brytanii, może pochwalić się prawdziwym gwiazdozbiorem – nagrywają dla niej m.in. Elton John, Paul McCartney, Katy Perry, Mariah Carey, Emili Sande, Frank Ocean, Fall Out Boys, czy Ne-Yo.

Z zawodu copywriter, tłumacz i webmaster wyspecjalizowany w nowych technologiach. W wolnym czasie chętnie sięgający także po te bardziej tradycyjne, w tym gramofony i płyty winylowe. Interesuje się sposobem, w jaki słowa wpływają na ludzi oraz potencjałem sieci do zmieniania naszych przyzwyczajeń. Muzycznie najbardziej interesuje go soul, funk i r&b.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Aneta
    Aneta 9 grudnia 2016, 01:12

    To Culture Clubjest znane z przeboju „Karma Chameleon”, nie Human League. ;) Choc oba zespoly zwiazane z Virgin. Bardzo ciekawy artykul.