Wracają dobre czasy dla wytwórni płyt winylowych

Od początku mieliśmy znacznie więcej pracy, niż mogliśmy wykonać. […] Gdy mieliśmy jedną tłocznię, potrzebowaliśmy dwóch. Gdy mieliśmy dwie, potrzebowaliśmy czterech. A wszystko to bez wydawania nawet dolara na reklamę.

Tak o swojej działalności wypowiada się Chad Kassem, właściciel założonej w 2011 roku w Salinie w stanie Kansas tłoczni płyt Quality Record Pressings, której znakomite wyniki napędza… produkcja płyt winylowych.

Już za kilka lat przedstawiania płyt winylowych jako znakomitego pomysłu na biznes nie będzie trzeba poprzedzać wielokropkiem. Zanim jednak porozmawiamy o powrocie mody na płyty gramofonowe, powróćmy na chwilę do trochę gorszych dla ich miłośników czasów.

Krótka droga z mainstreamu do niszy

Jeszcze w połowie lat 80-tych płyty winylowe były jednym z najpopularniejszych nośników muzyki. Wprowadzenie w 1982 roku tańszych płyt kompaktowych spowodowało jednak ich niemal całkowite wyparcie z rynku. Niewielkie krążki CD stały się nowym standardem. Wytwórnie muzyczne ignorowały opinie nielicznych audiofilów, przekonujących o wyższości brzmienia analogowego nad cyfrowym, zamykając kolejne tłoczenie czarnych płyt. Produkcje kontynuowały jedynie nieliczne, głównie z muzyką dance na potrzeby DJ-ów. W końcu jednak także ci ostatni coraz częściej wymieniali winyle na sprzęt cyfrowy. Liczni przekonywali, że płyty winylowe wkrótce oglądać będziemy w…muzeum. Kilka lat temu coś się jednak zmieniło.

Wbrew oczekiwaniom

W połowie maja bieżącego roku swój kolejny album wydał Daft Punk – popularny elektroniczny duet rodem z Francji. Z 339 tys. sprzedanych w pierwszym tygodniu egzemplarzy, 19 tys. – 6 procent – to wersje winylowe. Jeszcze kilka lat temu winylowe wersje albumów współczesnych gwiazd nie było wcale, bądź ukazywały się w ekstremalnie małej liczbie egzemplarzy, dla oddanych kolekcjonerów. Daft Punk nie jest odosobnionym przypadkiem. Dziś niemal wszyscy znani artyści wydają swoje nagrania także na winylach, a ich udział w sprzedaży dochodzi do 10%. Wytwórnie, reagując na zainteresowanie, przygotowują reedycje nowych i starych albumów. Przygotowują ich coraz więcej. Bo, jak mówi Michael Fremer z Analogplanet.com,: żadne z tych przedsiębiorstw nie produkuje winyli, by poczuć się dobrze. Produkują je, bo są przekonane, że mogą je sprzedać. Płyty winylowe stają się modne i znów przynoszą zyski.

Ile płyt winylowych sprzedaje się dziś na świecie?

Pozwólmy liczbom mówić samym za siebie.

Według IFPI w roku 2012 płyty winylowe przyniosły na świecie ok. 177 mln dolarów dochodów.

Mimo że sprzedaż albumów w formie fizycznej (w opozycji do plików z muzyką) spadła w roku 2012 o 5%, sprzedaż samych winyli wzrosła o 18%.

Winylowe perspektywy i problemy

Choć perspektywy dla winylowej branży wyglądają naprawdę optymistycznie, nie sposób nie wspomnieć o pewnych problemach. Jednym z nich są tłocznie. Większość z nich zniszczono w chudych dla winyli latach 90-tych. Nie pracowano też na rozwojem nowych. Powstający jak grzyby po deszczu producenci czarnych płyt kupują drogi, podniszczony sprzęt, pamiętający czasy największej świetności gramofonu. Nowe kosztują nawet milion dolarów. Koszty to także jeden z powodów, dla których nie zdecydowano się do tej pory na ponowne przemysłowe tłoczenie winyli w Polsce. Cóż, pozostaje nam wierzyć, że najbliższe lata będą dla płyt winylowych tak dobre, że producenci nie będą mieć wątpliwości, czy należy zainwestować w nie swoje pieniądze i uwierzyć. My wierzymy, że warto.

Z zawodu copywriter, tłumacz i webmaster wyspecjalizowany w nowych technologiach. W wolnym czasie chętnie sięgający także po te bardziej tradycyjne, w tym gramofony i płyty winylowe. Interesuje się sposobem, w jaki słowa wpływają na ludzi oraz potencjałem sieci do zmieniania naszych przyzwyczajeń. Muzycznie najbardziej interesuje go soul, funk i r&b.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.