Anna Jurksztowicz – Dziękuję, nie tańczę (1986)

Ostatnie lata przyzwyczaiły nas, że pop jest muzyką mało wartościową. Owszem, jeżeli dociera do nas głównie komercyjna papka, której słuchamy w pierwszym lepszym radiu. A co, jeśli pop tworzą ludzie wywodzący się ze środowiska jazzowego?

 

Wtedy możemy mieć do czynienia nawet z arcydziełem. Świetnym przykładem takiej płyty, w dodatku z polskiego podwórka, jest debiutancki album Anny Jurksztowicz pt. „Dziękuję, nie tańczę” z 1986 roku. Tytuł został nadany dość przekornie, bo to pozycja niemal całkowicie taneczna, elektroniczna, będąca najlepszym przedstawicielem wczesnego synth-popu. Nie muszę chyba dodawać, że lata 80. były najlepszym okresem dla tego gatunku.

Anna Jurksztowicz zapewne nie wiązała swojej przyszłości z muzyką rozrywkową. Pierwsze kroki wokalne stawiała w zespole muzyki dawnej, następnie wykonywała gospel i spirituals w grupie Music Market. Po drodze zrealizowała też kilka recitali jazzowych. Uzdolnioną dziewczyną zainteresowała się radiowa Trójka, finansując dla niej solowy repertuar i pierwsze nagrania studyjne. W ten sposób poznała Krzesimira Dębskiego – lidera uznanego zespołu jazzowego String Connection – który skomponował wszystkie utwory na jej pierwszy longplay.

Anna Jurksztowicz -Dziekuje nie tancze - okladka

Album rozpoczyna żywiołowy „Video – dotyk”. Powtarzany w refrenie wers „gonić Zachód!” mógłby spokojnie posłużyć za motto całego krążka. W istocie, Anna Jurksztowicz swoją płytą ów Zachód dogoniła. Jej piosenki niczym nie odbiegają od repertuaru Kim Wilde czy wczesnej Madonny. Brzmienie albumu nie byłoby tak rewolucyjne dla polskiej muzyki, gdyby nie Rafał Paczkowski – aranżer i realizator dźwięku. To on był odpowiedzialny za sampling i programowanie utworów. Nowoczesny klimat wzbogacają teksty Jacka Cygana, który w latach 80. był mistrzem we wplataniu do swojej twórczości nowomodnych zwrotów, zachodnich zapożyczeń i popkulturowych nawiązań. W piosenkach innych wykonawców jego maniera bywała drażniąca, ale w przypadku tej płyty sprawdziła się znakomicie.

Następny utwór „Hey Man!” ma już odrobinę wolniejszy rytm, a Jurksztowicz wykonuje go spokojniej. Pulsujący bas jednak skutecznie napędza piosenkę. Jej zaletą jest także charakterystyczny tekst Cygana – kwintesencja stylu, o którym pisałem przed chwilą. Choć temat utworu wydaje się typowy dla muzyki pop (nieudana randka z narcystycznym facetem), sądzę, że nawet jedno odsłuchanie to za mało, aby wyłowić wszystkie smaczki i grę słów, jaką tu zastosował autor. Teksty takie jak „Hej Man, gubisz luz, twój spada kurs” czy „Lok z Paris Match, reszta marki Levis i wzrok pusty tak, jak po śmierci Elvis” to prawdziwy majstersztyk.

Równie mocną pozycją jest tytułowe „Dziękuję, nie tańczę”. W nim elektryczna gitara brzmi dość ostro w porównaniu z pozostałymi piosenkami. Jurksztowicz wchodzi tu w rolę dziewczyny podrywanej przez starszego, wpływowego mężczyznę. Przekaz utworu doskonale nawiązuje do wyrazistej aranżacji.

Anna Jurksztowicz 02

Największym przebojem z płyty jest kapitalny „Stan pogody”. To także jeden z najlepszych utworów Krzesimira Dębskiego. Zwróćcie uwagę na sam wstęp – taka harmonia i przejścia z akordu na akord to rzadkość w popie. Kawałek niewątpliwie trudny muzycznie, a mimo to niesamowicie chwytliwy. Sympatyczny tekst, porównujący burzliwy związek do skrajnych zjawisk atmosferycznych idealnie wpasował się w konstrukcję kompozycji. Prawdziwe arcydzieło!

Stronę A winyla zamyka nastrojowe „Niech spadną gwiazdy”. Dla wielu posiadaczy płyty to utwór-widmo, ponieważ część nakładu posiada błąd w tłoczeniu i zamiast niego dwa razy pojawia się następna piosenka „Życzenie”. Wielka szkoda, że tak się stało, bo „Niech spadną gwiazdy” to najpiękniejsza ballada na całej płycie. Dziś poprawnie wytłoczony egzemplarz jest sporym rarytasem, ale zdecydowanie warto go wytropić, ze względu na znakomitą interpretację Anny w tym utworze.

Wspomniane już „Życzenie” to kolejna spokojna kompozycja, o najbardziej jazzowym charakterze spośród wszystkich piosenek. Anna Jurksztowicz jest taką wokalistką, której kunszt najlepiej objawia się w utworach stonowanych i subtelnych. Podobnie jest w balladzie „To obojętność”, gdzie jej głos brzmi znakomicie. Niestety, ze względu na taką kumulację powolnych piosenek, album znacznie traci na dynamice. Utwory 1-4 były elektroniczno-energetyczną torpedą, natomiast pozycje 5-7 to delikatne ballady, które w tak dużej dawce mogą zostać niesłusznie uznane za jeden, wielki smęt. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić na płycie, to głównie do rozmieszczenia utworów. Wolałbym, żeby je nieco bardziej przetasowano.

Anna Jurksztowicz 03

Jeżeli podczas słuchania zaczęliście tęsknić za dyskotekowymi rytmami, w porę nadchodzi dance’owe „Przenikam”. Sama Jurksztowicz uważa ten utwór za jedną z najwybitniejszych kompozycji w całym swoim repertuarze. Niesamowicie szybkie, elektroniczne arpeggia z drugiej połowy piosenki, są w stanie przenieść nas w zupełnie inną galaktykę. Doskonała propozycja na parkiet, która w ogóle się nie zestarzała.

Album wieńczy „Diamentowy kolczyk” – rzecz, która w czasie premiery krążka była już doskonale znana. Tym dość ekscentrycznym utworem Anna zadebiutowała solo na festiwalu Opole ‘85, który to festiwal wygrała. Po przyznaniu głównej nagrody nie obyło się bez zamieszania w środowisku muzycznym. Fakt, Jacek Cygan wspiął się tu na wyżyny własnej fantazji, tekst dla wielu osób do dziś pozostaje psychodeliczną zagadką, a i melodia bywa zaskakująca. Dla jednych piosenka jest sympatycznym „potworkiem” i żartem muzycznym. Pozostali uznają ją za zupełnie nową jakość w polskiej muzyce rozrywkowej lat 80-tych i coś, czego wcześniej nie odważyłaby się wykonać żadna Sipińska czy Sośnicka. Dla mnie w obu spojrzeniach jest coś z prawdy, choć tu wyjątkowo jestem ciekaw waszej opinii.

„Dziękuję, nie tańczę” to zdecydowanie interesująca propozycja w polskiej muzyce lat 80-tych. Z jednej strony to album jak na tamte czasy ultranowoczesny, zupełnie nie PRL-owski, który śmiało mógłby konkurować z zachodnimi wydawnictwami. Z drugiej, nie ma w nim ślepego naśladownictwa światowych gwiazd popu. Gdyby „obedrzeć” te piosenki z elektronicznych efektów, zyskalibyśmy niezwykle cenne i rozbudowane kompozycje, nawiązujące do bogatej tradycji rodzimej muzyki rozrywkowej. Album to sukces artystyczny całej czwórki Jurksztowicz-Dębski-Cygan-Paczkowski. Wielka szkoda, że tak zgrany zespół nie zrealizował później kolejnej płyty. Ale cóż… tak genialna płyta zdarza się tylko raz.

Zodiakalny rak, który mówi o sobie, że urodził się o kilka dekad za późno. Muzycznie od zawsze należy do lat 60-tych i 70-tych. Jego trójca święta to Kate Bush, David Bowie i The Rolling Stones. Obraca się wśród wielu gatunków muzycznych - obecnie jest pochłonięty wyławianiem pereł z morza muzyki rozrywkowej PRLu. Ponadto intresuje go archiktektura socmodernistyczna. Rodowity poznaniak.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Martyna
    Martyna 21 września 2018, 07:32

    Czesc! Szukalam jakichkolwiek informacji na temat tego albumu, ale znalazlam tylko ciebie. Dobrze ujales charakater tego albumu, pierwsze dwie pozycje sa moimi ulubionymi a plyte odkrylam rok temu i uwazam ze jak na rok powstania i warunki w kraju byl naprawde przelomowy!

  • JaworAW
    JaworAW 26 grudnia 2017, 00:11

    Cześć
    Nie pamiętam brzmienia winylowej wersji tej płyty, ale reedycja na CD (posiadam tą z wadliwym tłoczeniem) to brzmieniowy koszmarek, kompresja i lekkie przestery…. Na Tidal’u hi-fi to samo…
    W „Przenikam” arpeggia zaczynają się wcześniej, ale trzeba się „wsłuchać” lub posłuchać na słuchawkach.
    Poza tym … tak to genialny album :-) Inne piosenkarki/inni producenci się nie odważyli i niech żałują :-)
    Pozdrawiam