Arston: historia wydawniczego fenomenu

Polskich melomanów od zawsze ciągnęło nie tyle zagranicę, co do zagranicznych produktów. Miały swoją niezwykłą, magiczną moc. Tak było zarówno ze sprzętem audio, jak i płytami winylowymi. Szczególnie ciekawa historia wiąże się z wydawnictwami polonijnymi, a zwłaszcza z wytwórnią Arston.

Amerykańskie Eldorado

Wszystko co zachodnie, japońskie albo amerykańskie było postrzegane za lepsze, nowocześniejsze, bardziej okazałe oraz po prostu drogie. Najważniejsze jednak było poczucie, że jest to sprzęt niedostępny dla szerokiego grona, przez co nabierał on znaczenia jako reprezentacyjne dobro, którym można się chwalić przy każdej możliwej okazji. Do granicy absurdu doprowadzano postrzeganie marki Technics jako swoistego boga w dziedzinie wiernego odtwarzania dźwięku (co w niektórych kręgach pokutuje do dnia dzisiejszego). 

Podobnie było z wytwórniami muzycznymi. Kto przeżył czasy słusznie minione ten na pewno pamięta, jaką popularnością cieszyła się osoba, której kuzyn dalekiego wujostwa przywiózł z wycieczki do Anglii singiel rockowego zespołu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek płycie długogrającej. Żywot takiego nośnika mógł przyjąć tylko dwa możliwe scenariusze. Pożyczany z ręki do ręki, przygrywający na wszelkiego rodzaju prywatkach pod niemałym ciężarem ramion gramofonów Bambino szybko zamieniał się w płytę generującą bliżej nieokreślony generator szumu, aniżeli muzyki. 

Niewątpliwie więcej szczęścia miały płyty, które stawały się swego rodzaju przedmiotem kultu. Dzisiaj moglibyśmy je nazwać egzemplarzami kolekcjonerskimi. Jednorazowo wykonane zdjęcie takiego białego kruka - by nie narażać go na działanie promieni słonecznych, powszechnie uznanych za szkodliwe - wędruje po specjalistycznych grupach, wzbudzając ciche jęki zachwytu czy też zgrzytanie zębami na widok płyty, powszechnie uznanej za niedostępną. 

Powstaje tylko pytanie, czy gdyby nie nastąpiła rewolucja social mediów, sens takiego zbieractwa miałby dzisiaj rację bytu? Pozyskanie upragnionego okazu bez możliwości podzielenia się tą radością z innymi nie smakuje już tak dobrze...

Marzenia o Arstonie

Dla większości nie będzie zaskoczeniem, że płyta, do której wzdychają, sygnowana będzie znaczkiem Arstonu. Wydawnictwa polonijne pojawiły się na początku lat 80-tych. Jako pierwsze Polton i Savitor, a rok później wspominany Arston.  Upatrywano w nich pewnej furtki na muzyczny, zagraniczny świat. Szybko okazało się, że wspomniana furtka otwierała się dosyć rzadko, przez co spodziewana fala muzyki zachodniej nigdy nie nadeszła. Pozostało cieszyć się inną "Falą": tą wydaną w 1985 r., zawierając nagrania Siekiery, Dezertera, Izraelu czy innych, które z perspektywy czasu należy uznać za kultowe. 

To właśnie spod znaczka Poltonu, Savitoru czy przede wszystkim Arstonu wychodziły płyty ówcześnie. Część z nich do dziś stanowi przedmiot pożądania. Arston swój winylowy katalog otworzył pozycją niecodzienną - rolę Franka Kimono wcielił się jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów polskiego show-biznesu Piotr Fronczewski. Dalej były takie hity jak płyta "Don't Suppose Limahl", Daab - "Daab" czy druga płyta Papa Dance "Poniżej Krytki"Nie można również zapomnieć o takich hitach jak: Hanna Kulenty-Brewaeys, Andrzej Rosiewicz, Chopin Trio, Halina czy Wadim Brodski, Gołda Tencer oraz niekwestionowany król wszelkiego rodzaju antykwariatów, skrzętnie schowany przed wygłodniałymi fanami - zbiór Pieśni Legionowych. Mówiąc wprost - katalog na rok 1987 nie powalał, skąd więc to szybsze bicie serca na widok tego znaczka? Z niewielkim bólem serca można odciąć (przepraszam Izrael oraz Daab) cały katalog do 1989 r. i zająć się częścią właściwą. 

Arston charakteryzowała jedna cecha będąca w tamtych latach niemałym smaczkiem jak i ułatwieniem. Własna tłocznia płyt winylowych i to nie byle jaka i z nie bylekąd. Przypłynęła ona prosto z Ameryki. Taka ładna, amerykańska, pamiętająca jeszcze lata 50-te XX wieku.

3 lata - 30 płyt

 W rozważaniach o pożądaniu płyt Arstonu kluczową rolę odgrywają dwa czynniki - rok wydania oraz popularność zespołu z perspektywy czasu. Nikt przecież nie szuka płyty Chochlików, mimo wydania jej u schyłku popularności płyt winylowych; nie mówiąc już o poszukiwaniu wcześniej wspominanych hitów muzyki klasycznej. 

Największe tytuły zostały wydane u samego schyłku istnienia wydawnictwa, na przestrzeni trzech lat, między 1990 a 1992 rokiem. Ostatniego roku istnienia nie wyszła już żadna płyta winylowa. Z dzisiejszego punktu widzenia to trzy lata i blisko 30 poszukiwanych płyt.  Pod numerem 058 znajdziemy zespół Balkan Electrique założony przez Fiolkę Najdenowicz oraz Sławomira Starostę. Numer 060 to zaś płyta jednego z przedstawicieli trójmiejskiej sceny - zespołu Apteka! Następnym w kolejce był debiut zespołu grającego gotycki rock. Mowa oczywiście o Closterkeller z charyzmatyczną Anją Orthodox na czele. W dalszej kolejności pojawiało się kilka istotnych debiutów (Karcer, CETI, Farben Lehre), jak i płyt docenionych później na rynku muzycznym zespołów (Ziyo, T.Love, Republika, Maanam czy solowe płyty Obywatela GC - Obywatel Świata). Światło dzienne ujrzała wtedy także jedna z najbardziej poszukiwanych płyt winylowych w polskiej fonografii Kazik "Spalam się". 

Na szczególną uwagę zasługują dwie ostatnie pozycje: Róże Europy - "Poganie! kochaj i obrażaj" oraz De Mono - "Stop". To swoista korona zwieńczająca katalog. Ceny tej pierwszej wędrują na portalach aukcyjnych poza granicę rozsądku, zakrawając już o małe szaleństwo. Druga zaś jest swoistym złotym pociągiem - szuka wielu, ale czy ktoś znalazł? 

Wyjść po angielsku czyli koniec działalności Arstona

Rok 1993. Pracownicy wydawnictwa kończyli swoją zmianę jak zwykle przed północą, jednak wyłączając swoje maszyny prawdopodobnie nie wiedzieli, że robią to po raz ostatni. Pod zakładem pojawiły się samochody ciężarowe, a cała tłocznia została przewieziona do prowizorycznego magazynu, by zostać zapomnianą na kolejne kilkadziesiąt lat. Właściciel nigdy nie ogłosił upadłości, po prostu się rozpłynął, a ślad po nim zaginął. Prawdopodobnie wrócił do USA. 

Z końcem działalności firmy wiąże się również ciekawa anegdota. Zabrakło pieniędzy na wypłaty. Należny ekwiwalent za wykonaną pracę został wydawany w formie aparatów telefonicznych, mebli, a dla najmłodszych stażem pracowników - płyt! Możliwe, że gdzieś, na jakimś strychu, w garażu czy też piwnicy spoczywa fabrycznie zapakowany karton skrywający perełki, za jakimi wielu z nas goni latami!

Fenomen Arstona

Rzadko się zdarza, by w katalogu producenta muzyki popularnej znalazło się tak bogate zestawienie płyt będących fonograficznymi perełkami, których często nie posiadają nawet sami autorzy. Początek działalności Arstonu również nie zapowiadał takiego scenariusza, dopiero od drugiej połowy katalogu, przypadającej w większości na koniec działalności wydawcy, sytuacja diametralnie się obróciła. W Arstonie ktoś miał nosa do młodych artystów i potrafił przyciągnąć starych wyjadaczy, w szalonych latach 90-tych. 

To właśnie dlatego dzisiaj ten mały, niepozorny znaczek Arstona budzi tyle emocji!

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.