Historia marki Thorens - część I

W serii artykułów, w których przyglądamy się historii największych graczy na rynku audio, do tej pory występowały jedynie gramofony japońskich producentów. Dzisiaj czas na jednego z najbardziej szanowanych producentów z Europy. Przyjrzyjmy się zatem ponad stuletniej historii Thorensa, który pierwsze kroki stawiał już w 1883 roku!

Wiek XIX, wiek XX

Thorens do gry wszedł już w 1883 roku, a od 1903 produkował fonografy. W 1906 roku z fonografów przestawił się na produkcję gramofonów tubowych, przeznaczonych do odtwarzania płyt szelakowych. Niedługo później rozpoczęła się również produkcja zapalniczek oraz harmonijek ustnych.  

Około 1940 r. powstał elektryczny gramofon Thorens UV 603. Na pierwszy rzut oka nie był niczym wyjątkowym. Toporna konstrukcja idealnie wpisywała się w stylistykę tamtych lat. Jeden przełącznik od regulacji prędkości obrotowej, talerz oraz ramię - do szczęścia nie potrzeba było niczego więcej. Ten z pozoru prosty gramofon skrywa jedną bardzo ciekawą nowinkę technologiczną: napęd bezpośredni. 

Jeżeli myślicie, że to Technics wynalazł napęd bezpośredni, to jesteście w błędzie! Już w latach 20-tych XX wieku wielu producentów eksperymentowało ze skonstruowaniem własnego, innowacyjnego napędu. Thorens skonstruował silnik napędzający oś talerza przez zespół zębatek już około 1934 r. Rozwiązanie to nie było specjalnie wyrafinowane, nawet względem późniejszych napędów idlerowych. Oczywiście biorąc pod uwagę szumy własne płyt szelakowych oraz nacisk, pod jakim pracowało ramię, hałas generowany przez sam napęd należy uznać za pomijalny. Gramofon stanowił obiekt westchnień ówczesnych miłośników muzyki. Nie trzeba było nakręcać sprężyny, wyeliminowano tubę na korzyść wkładki gramofonowej. Dzisiaj takie udogodnienia nikogo nie dziwią, ale w 1943 r. był to ogromny postęp techniczny. 

Mniej więcej równolegle wychodziły takie modele jak Thorens 653, 950. Lata 30-te oraz początek 40-tych XX wieku były okresem przygotowywania się do wypuszczenia pierwszego gramofonu elektrycznego, wyposażonego w zmieniarkę do płyt, oczywiście z napędem bezpośrednim. Mowa o modelu CD 30. Dysponował on obrotami 78RPM oraz obsługiwał dwie wielkości płyt  - 25 cm oraz 30 cm. Nacisk pod jakim pracowała wkładka to niebagatelne 110 gram (sic). Nie 1,10 grama, nie 11,0 gram, a 110 gram! Sama zmieniarka pozwalała na załadowanie 8 płyt szelakowych, dzięki czemu wydłużono czas odtwarzania bez konieczności wstawania do sprzętu. 

Niedługo później powstał kolejny model opatrzony słynnym napisem "Made in Switzerland": CD 40. Stanowił ewolucję względem swojego poprzednika. Zmieniło się jednak wiele. Napęd pozostał bez zmian, ewoluowała za to sama zmieniarka, stylistyka, ergonomia oraz funkcjonalność. Dzisiaj sprzęty te nie budzą już szybszego bicia serca u wszystkich, jest jednak coś, czego nie można im odmówić: jakość wykonania oraz wykorzystane materiały. Cała mechanika wykonana jest z metalowych elementów, które bez problemu przeżyły kilkadziesiąt lat, a dzisiaj po małej konserwacji bez trudu oraz wspominania o emeryturze mogłyby dalej dawać radość. Samo ramię wykonano za to z bakielitu, na jego końcu tradycyjnie znajdowała się wkładka wyposażona w jednorazowe igły mocowane od przodu gustowną śrubką. 

Przełomowy gramofon TD124

Przełomowy w historii firmy okazał się model TD124 wypuszczony w 1957 r. Pierwszy odtwarzacz klasy Hi-Fi, który na stałe zapisał tego producenta w świadomości klientów oraz dziejach historii. Tak naprawdę ciężko nazywać go pełnoprawnym gramofonem; właściwe należy go klasyfikować jako napęd. Przychodził on do klienta bez obudowy, bez ramienia, w pierwszym roku produkcji z "arm boardem", czyli podstawką mocującą ramię, a w następnych latach już nawet bez tego. Nie przeszkodziło to jednak w zdobywaniu przez niego popularności. Gdyby nie cena można by powiedzieć, że był hitem sprzedaży. Nawet w dzisiejszych czasach jego popularność oraz grono fanów nie maleje, a ceny, jakie osiąga na portalach aukcyjnych, są nadal imponujące. Jest wiele firm zajmujących się renowacją tego modelu, dzięki temu dalej możemy cieszyć się pięknem tego sprzętu. Thorens zrezygnował jednak z zastosowania swojego napędu bezpośredniego na korzyść napędu idlerowego, który przeżywał w tamtych czasach szczyt swojej popularności. 

Czemu zawdzięcza popularność ten model? Gramofony Thorensa słynęły przez wiele lat przede wszystkim ze swojej jakości wykonania, niezawodności oraz wartości sonicznych. Czy jest coś więcej, czego możemy spodziewać się od gramofonu? W tym właśnie tkwi wyjątkowość tej marki. Napęd Thorensa nie jest typowym przedstawicielem rodziny napędów idlerowych, należy go bardziej zakwalifikować jako paskowo-idlerowy. Siła napędowa nie jest przenoszona bezpośrednio na kółko napędowe za pomocą wałka napędowego zamocowanego na silniku. Na osi silnika zamocowane jest kółko napędowe połączone z kołem zamachowym za pomocą gumowego paska. Dopiero wspomniane koło napędowe ma bezpośrednią styczność z gumowym kółkiem napędowym. Samo koło napędowe posiada 4 stopnie, różniące się średnicą. Pierwsze, najmniejsze odpowiada za 16RPM, kolejne odpowiednio za 33RPM, 45RPM oraz 78RPM. Dzięki temu możliwe jest odtwarzanie zatem audiobooków (16RPM), standardowych płyt winylowych (33RPM), singli (45RPM) oraz płyt szelakowych (78RPM). Całość tego napędu dopełnia 4,3 kg żeliwny talerz oraz solidne łożysko. Nie można zapomnieć również o silniku, a dokładniej 4-polowym, indukcyjnym silniku prądu zmiennego. Oznacza to, że silnik zasilany jest bezpośrednio z sieci napięciem 230V, a za stabilizację obrotów odpowiada częstotliwość sieci. Silniki prądu zmiennego były nieodłączonym elementem gramofonów Thorens przez wiele lat. 

TD184

Rok później do produkcji weszły modele TD134, TD135 oraz TD184. Swojej pozycji nie można budować jedynie na najwyższych modelach, trzeba dotrzeć do jak największej grupy odbiorczej. To właśnie dla tych, którzy nie mogli pozwolić sobie na TD124 powstały modele TD134 oraz TD184. Nie należy ich jednak traktować tylko jako niższe modele. Były one znacznie tańsze, ale za to przychodziły z ramieniem oznaczonym symbolem BL104. 

Ponadto model TD184 jest szczególną odmianą gramofonu automatycznego. Model TD134 na sam koniec płyty mógł zatrzymać ruch talerza, bądź dalej odtwarzać; wszystko zależnie od położenia przełącznika. Model TD184 posiadał funkcję odtwarzania płyt 7" 10" oraz 12". Dla każdej z prędkości na przełączniku zadedykowane było jedno z pól, w postaci okrągłego wycięcia, podobne do tego znanego z tarczy zegarów analogowych. Pociągnięcie za nie nastawiało ramię nad początkiem płyty, a puszczenie przełącznika zwalniało windę. Niestety wraz z zakończeniem odtwarzania ramię nie wracało na podstawkę, a tak samo jak w TD134 wyłączał się napęd. Co do samego napędu - działa on na tej samej zasadzie, co ten w TD124. W ramieniu BL104 nie należy upatrywać jednak szczytu ówczesnych możliwości firmy Thorens. 

TD135

Model TD135 został wyposażony w BTD-12S. Było to ciężkie, J-kształtne ramię, bez systemu kompensacji siły dośrodkowej. W dodatku wyposażono je w demontowalny headhsell. Na sam koniec odtwarzania, tak samo jak w modelu TD134 i TD184, wyłączał się napęd. Model TD135 różni się też od swoich braci pod względem konstrukcji talerza. Wykonano go w całości z cynku; nie jest podzielony na subtalerz (żeliwo) oraz talerz zasadniczy (aluminium), a jego waga też zmalała względem TD124 i wynosi dokładnie 3 kg. Pożądanie dla modelu TD124 jednak nie malało, firma postanowiła iść za ciosem i zaprezentować tańszy odpowiednik w postaci modelu TD121. 

TD121

Na czym zaoszczędzono? Gramofon ten posiadał tylko jedną prędkość napędową 33RPM! Wykorzystano również łożysko znane z modelu TD135 (średnica 10 mm) oraz zrezygnowano z takich udogodnień jak stroboskop, poziomica, czy ze sprzęgła napędu. Zastosowano również talerz znany z modelu TD135. 

Model TD121 stał się bazą testów dla pewnego szczególnego ramienia, które nigdy nie weszło do seryjnej produkcji. Było to thorensowe wyobrażenie ramienia linearnego, nie było tam jednak tradycyjnej belki umieszczonej w kierunku szpindla, po której powierzchni porusza się karetka. Thorens testował swoje wyobrażenie: headshell przymocowany został za pomocą dwóch rurek, z czego zewnętrzna została przymocowana do kolejnej pary. Każde połączenie było oczywiście ruchome, co pozwalało na dosyć płynny ruch headhshella. Niestety samo ramię nie spełniło pokładanych w nim nadziei i ostatecznie nigdy nie weszło do seryjnej produkcji. 

Zmieniarka do płyt TD224

Na początku tego artykułu starałem się wybrać kilka przymiotników opisujących gramofony Thorens, teraz zaryzykuje jeszcze dodatkowo stwierdzeniem, że były to gramofony innowacyjne i nietuzinkowe. Doskonale obrazuje to ich bezpośredni napęd, wyobrażenie tangencjalnego ramienia oraz... zmieniarka do płyt TD224. Jeżeli myślicie, że wasze gramofony automatyczne są wszechstronne, to nie widzieliście jeszcze wspomnianego modelu. 

Jego bazą jest model TD135, wyposażono go jednak w dodatkowe ramię odpowiedzialne za dystrybucję płyt, a może ich być aż 8. Ta zmieniarka nie tylko sama nakłada płyty ze stosu zlokalizowanego obok gramofonu (!), ale zdejmuje je też z talerza i odkłada pod spód stosiku! W dodatku samodzielnie rozpoznaje rozmiar płyty. Wkładka elektryczna zamiast tuby czy silnik elektryczny zamiast sprężyny nie robią może dzisiaj wrażenia, jednak TD224 do dzisiaj przyprawia o opad szczęki.

TD111

Nie mogło zabraknąć również kolejnej odsłony napędu - TD111. Co prawda nie jest to produkt klasy TD124, jednak dalej jest on ciekawy i co najbardziej intrygujące, rzadko spotykany. Wygląd tego modelu to dopiero prostota! Większość jego zewnętrznej części ukryta jest pod masywnym, jak przystało na markę Thorens, talerzem. W wystającej części zlokalizowano jeden przełącznik; załącza on jednocześnie zasilanie silnika oraz sprzęga napęd. Nie wiem czy istnieje prostszy w obsłudze gramofon manualny. 

Napęd, jak przystało na tamten okres działania producenta, pozostał kółkowy. Sporo elementów konstrukcyjnych odziedziczył po słynnym TD124, co czyni go zwartą i solidną konstrukcją. Można bez chwili wahania określić go mianem transkrypcyjnego. 

TD150

Połowa lat 60-tych to okres, w którym Thorens powoli wchodzi w napęd paskowy, jest to najlepszy czas tej marki pod względem popularności, ilości sprzedawanych egzemplarzy oraz ugruntowania swojej pozycji na rynku

Swoistą rewolucją był model TD150. Thorens nie tylko odszedł od napędu idlerowego na rzecz paskowego, ale pojawiło się subchasis podwieszone na 3-punktowym zawieszeniu, zrealizowanym za pomocą sprężyn wypełnionych w środku specjalną gąbką, niwelującą wibracje własne. Sercem gramofonu jest 16-polowy silnik synchroniczny zasilany bezpośrednio z sieci, bez pośrednictwa transformatora. Na jego końcu znajduje się metalowy wałek napędowy z wbudowanym sprzęgłem miękkiego startu talerza. Sam talerz jest dwuczęściowy. Mniejszy talerzyk (podtalerzyk) został zintegrowany z 10 mm trzpieniem łożyska, które porusza się w tulejce ze spiekanego brązu. Stanowi on również miejsce, po którym porusza się pasek. Zmiana prędkości obrotowej odbywa się przez przełożenie paska na jeden z poziomów wałka napędowego: im mniejsza średnica, tym mniejsza prędkość. W przypadku modelu TD150 mamy jedynie dwa poziomy - ten odpowiedzialny za obroty 33.3RPM oraz 45RPM. Zewnętrzny, cynkowy talerz nakłada się na podtalerzyk.

Genialny Thorens

Uważam, że najgenialniejsze są rozwiązania proste i nieoczywiste. Jak ładnie wkomponować adapter do singli? Niech stanowi integralną część napędu. Gdy włożymy go jedną stroną - licuje się z powierzchnią slipmaty, gdy obrócimy go o 180 stopni, pojawia się specjalna powierzchnia, na którą nakładamy singiel. 

Marka Thorens miała takich genialnych pomysłów wiele, kolejny z nich zastosowano również w tym modelu, a dokładnie w ramieniu, oznaczonym symbolem TP13. Tą innowacją nie jest na pewno żyłkowy antiskating (dostępny od modelu MKII), przeciwwaga o ciekawym wyglądzie, czy specjalna kula służąca ustawianiu nacisku (również występująca dopiero w modelu MKII). Wspomniany patent zlokalizowany jest w headhsellu TP50. Dokładniej, sam hedshell jest nietuzinkowy. Patrząc na niego w wielu głowach powstanie pytanie: jak dokonuje się kalibracji wkładki, gdy nie ma specjalnych wycięć, a jedynie spasowane otwory na śrubki? Regulacja całym ramieniem? Nie, w tym modelu kalibruje się wkładkę zmieniając długość efektywną całego headhsella! Po obydwu stronach wspomnianego uchwytu zlokalizowane są śrubki regulacyjne, sam headshell jest dwuczęściowy, a wspomniane śrubki służą blokowaniu wysuwanej części w obranej pozycji. Nie zapomniano również o tym, by był on demontowalny, dzięki czemu wymiana wkładki może odbyć się w kilka sekund. Thorens TD150 jest dla wszystkich przełomowym modelem, który zarazem podzielił fanów na dwie flanki. Dla purystów jest to ostatni prawdziwy Thorens, dla drugiej grupy ludzi od tego modelu zaczyna się prawdziwa historia marki. 

W następnej części poznamy dalsze losy marki, prześledzimy rozwój napędu paskowego, romans z napędem bezpośrednim oraz przede wszystkim przypomnimy Wam masę ciekawych modeli, które na stałe zapisały się w historii świata audio. 

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.