Kultowe polskie gramofony - część 2

W poprzedniej części przyjrzeliśmy się projektowi łódzkiej firmy Fonica, który zrewolucjonizował polski rynek sprzętu audio i poznaliśmy pierwszy gramofon spełniający normy Hi-Fi. Druga część przeglądu polskich gramofonów kryje równie ciekawe perełki, produkowane zarówno pod logiem Unitry jak i pewnej, zagranicznej marki.

Świat się cały czas zmienia. Nie inaczej było na początku lat 80-tych XX wieku. Zmieniła się nie tylko technologia, ale i gusty odbiorców. Rozpoczęła się, era "wież" - sprzętu, jaki chciał posiadać każdy miłośnik audio w dobie PRL-u. Wszystkie elementy musiały pasować do siebie, istotne było dopasowanie pod względem barwy oraz szerokości, by nasz słupek ciągnął się jedną linią od meblowego blatu w stronę sufitu. Ważna była również wysokość gramofonu, te oparte o drewnianą skrzynkę z wkomponowanym mechanizmem już nie porywały serc odbiorców. Na topie był sprzęt smukły. 

Gramofon Unitra G-8010

Potrzeba dała życie nowym pomysłom, rozwiązaniom oraz w efekcie produktom - powstał gramofon G-8010 dopasowany do popularnej wówczas wieży serii 8000. Nowe było wszystko, wyjątek stanowiły silniki Silmy, które - można chyba zaryzykować stwierdzenie - na stałe wpisały się w krajobraz marki. W tym miejscu należy nadmienić, że na zachodzie coraz większą popularnością cieszyło się tworzywo sztuczne - czyli po prostu różnego rodzaju plastik - stanowił on nie tylko elementy mechaniki czy ramienia, powstawały z niego całe obudowy. Dotyczy to oczywiście odtwarzaczy klasy Hi-Fi, w innych produktach materiał ten pojawił się znacznie wcześniej. Realia PRL-u wyglądały zgoła inaczej, co z perspektywy czasu zasługuje na odnotowanie jako niewątpliwy plus. Obudowa była wykonana z materiałów pochodzenia drzewnego oraz metali. Taka konstrukcja pozwala na zachowanie większej sztywności oraz zwiększenie jej wagi, co pozytywnie wpływa na drgania - zwłaszcza przy tak mizernej konstrukcji nóg antywibracyjnych. Sam układ napędowy oraz sterowania stanowi typowe rozwiązanie, zdecydowanie ciekawiej robi się gdy patrzymy na to, co na zewnątrz. Nowe ramię i talerz sprawiają na pierwszy rzut oka bardzo pozytywne wrażenie. Całość sprzętu wydaje się zwarta, solidna. Niestety to tylko pozory... 

Talerz jest wykonany z aluminium, ale jego waga i sztywność mocowania na łożysku pozostawiają wiele do życzenia. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, gdy przyjrzymy się ramieniu. Łożyskowanie zostało oparte na czterech bolcach o zaokrąglonym końcu, obsadzanych w gniazdach z kulkami łożyskowymi. Sam zamysł takiego rozwiązania nie jest niczym nowym i był spotykany w różnych innych konstrukcjach - również produkcji zagranicznej - niestety w tym wypadku jego wykonanie oraz obrana droga nie stanowią przykładu godnego naśladowania. 

Sam gramofon znany jest pod różnymi nazwami czy markami. Na eksporty występował jako Dynamic Speaker czy HGS. Większość zapewne kojarzy go jednak pod nazwą Altus

G-8010 oraz wspomniane wcześniej dały początek wielu innym gramofonom, różniącym się mniej lub bardziej od swoich pierwowzorów. GS-431 był po prostu... szerszą wersją G-8010. W tym miejscu warto również wspomnieć o nowym nazewnictwie. Prawdopodobnie G-8010 był ostatnim gramofonem, którego numer określany był przedrostkiem "G", jego następcy mieli już "GS". Ciekawym przypadkiem jest GS-434 będący bardzo budżetowym gramofonem - jest to doskonały przykład ilustrujący cięcie kosztów w tamtych czasach. Ramię na pierwszy rzut oka stanowi znaną już konstrukcję, niestety użyte materiały to już nie stopy metali, pojawiło się tworzywo sztuczne, przez co całość straciła na swoim (i tak nieco wątpliwym) uroku. W produktach Fonici często ciężko jest zrozumieć niektóre rozwiązania. Budżetowy GS4-34 dostał zdecydowanie solidniejszy talerz niż G-8010...

Gramofon Adam (Fonica GS-420 oraz GS-424)

Nie można również zapomnieć o wizualnej perełce polskiej historii sprzętu audio. Oczywiście mowa o Fonica GS-420 oraz tej mniej pożądanej wersji czyli GS-424. Obydwa znane jako Adam. Zasadnicza różnica w obydwóch gramofonach to... włącznik sieciowy. Model GS-420 posiada go od góry, zgrabnie wkomponowany w stylistykę gramofonu, w przypadku GS-424 stanowi on nieco oderwany od projektu element, co troszkę kłuje w oczy. Jednak nie to jest najważniejsze w tym gramofonie. Jest to pierwszy gramofon z napędem Direct Drive. To niewątpliwie piękny wizualnie gramofon, w całości zaprojektowany, od nóżki do ramienia w kraju nad Wisłą... chciałoby się powiedzieć. Niestety sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Adam nie jest typowym przedstawicielem gramofonów z napędem bezpośrednim, większość znanych na rynku posiada silniki krokowe. GS-420/424 stanowią jeden z wyjątków, zastosowane tam rozwiązanie to silnik liniowy. Czy to jest wspomnianym elementem skomplikowania całej historii? W pewnym sensie, ponieważ gramofon łudząco przypomina produkt marki Fisher, a dokładniej odtwarzacz MT-6225. Oczywiście widoczne są różnice w postaci zastosowanych ramion czy samego projektu stylistycznego. Zaryzykuje stwierdzenie, że silnik oraz sam talerz są niemalże identyczne w obydwóch przypadkach, z pewnymi subtelnymi różnicami, objawiającymi się dopiero po baczniejszej obserwacji. Oczywiście produkt Fonici nie był eksportowany na rynki, gdzie częstotliwość sieci wynosi 60Hz, przez co nie dziwi brak drugiego rzędu znaczników na talerzu. Powstaje zatem pytanie, jak wypada nasz produkt na tle nazwijmy go - zachodniego brata? Niestety gorzej. Nie mogę jako minus podać elektroniki robionej na tzw. "piechotę". Jednak samo wykonanie łożyska głównego talerza, awaryjność cewek silnika czy z perspektywy czasu brak układów scalonych odpowiedzialnych za pracę napędu na pewno nie stanowią argumentów na jego korzyść. Wspomniane ramię znane jest z G-8010 oraz m.in. GS-431, dlatego rozwodzenie się po raz kolejny nad tą konstrukcją uznane mogłoby zostać jako pastwienie się, dlatego też ograniczę się jedynie do wskazania różnicy w postaci poprawionego systemu antiskatingu, tym razem opartego na sprężynie zamocowanej wewnątrz gramofonu. Skąd więc taka popularność gramofonów Adam? Wystarczy tylko na nie spojrzeć, zapierają dech w piersiach, szczególnie biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą w Polsce. Niestety Adam jest pierwszym i ostatnim polskim gramofonem z napędem Direct-Drive wypuszczonym przez Fonicę.  

Gramofony serii GS-461/463/464

Mam pewnego rodzaju sentyment do tej konstrukcji. Gramofon nie jest tak właściwie niczym specjalnym, kolejny odtwarzacz będący przejawem cięcia kosztów oraz patrząc na rynki zagraniczne - kompletnie przestarzałym pomysłem pod względem technicznym. Talerz odchudzono po raz kolejny, tworząc go bardzo niskim. Dodatkowo wiotkie łożysko spowodowało, że sama praca napędu wydaje się bardzo niepewna, no i ten silnik, którego nazwy już nie wymienię. Jednakże sam gramofon prezentuje się naprawdę nieźle, tylko o dobre kilka lat za późno. Na uwagę zasługuje fakt, że jest to gramofon z prostą rurką ramienia, nie tak jak jego poprzednicy - giętą. 

Seria GS-461/463/464 dała początek czemuś, w czym pokładano wielkie nadzieje. Przemiany ustrojowe jakie spotkały Polskę pod koniec lat 80-tych otwierały wiele możliwości, na horyzoncie jednak czaiły się także problemy. Należy również zauważyć, że to już prawie lata 90-te, płyta winylowa jako nośnik niewątpliwie tracił na popularności na rzecz płyty kompaktowej. Doskonale zobrazują to liczby, pod koniec lat 80-tych z fabryki wychodziło 300 tysięcy gramofonów rocznie, a po załamaniu rynku w latach 90-tych jedynie tysiąc. Łódzki zakład samodzielnie nie dałby rady, potrzebne były zlecenia oraz współprace z firmami zewnętrznymi. Tym sposobem Fonica stała się podwykonawcą Thorensa...

Fonica podwykonawcą Thorensa

Uściślając fakt - Fonica była podwykonawcą niemieckiej firmy Andicom, która z kolei była... podwykonawcą Thorensa. Dzięki tej współpracy w łódzkiej fabryce powstały podstawowe modele oznaczane logiem szwajcarskiego producenta, były to modele TD180 MKII oraz TD280 MKIV. Mieliśmy również znaczny udział w budowie TD180 pierwszej generacji.  Gramofony Thorensa były synonimem jakości: solidne, produkowane według jednej koncepcji przez wiele lat. Modele przekazane do produkcji w Polsce stanowiły pewnego rodzaju starter do świata winyli, miały być niedrogie, by móc konkurować z rosnącą popularnością płyt kompaktowych. Cena odbiła się również na jakości. Czym więc jest TD180 MKI/MKII? W dużej mierze gramofonem opartym na znanej już serii GS-461/463/464. Główne zmiany to wyprowadzenie zasilacza poza odtwarzacz, konstrukcja talerza osadzana w podtalerzyku w charakterystyczny dla marki sposób oraz specyficzny rozkład manipulatorów. Pierwsza generacja posiada więcej elementów pochodzenia zagranicznego - jak pokrywa czy nóżki, oznaczano ją również frazą "Made in Germany". Nowsza wersja jest już w pełni naszym wyrobem. Obydwa gramofony posiadały nasze krajowe ramię znane z wspomnianej serii GS-461/463/464, z małymi zmianami, głównie podyktowanymi względem finansowym, czyli po raz kolejny cięto koszty. Drugim modelem produkowanym w Polsce był Thorens TD-280 MKIV. Nie jest to już nasz w pełni indywidualny wyrób, mieliśmy w niego jednak znaczny wkład, przez co warto wspomnieć o tym elemencie historii. 

Jak potoczyła się dalsza historia? W 1992 roku upadła firma Andicom. Problemów nie ustrzegł się sam potentat - Thorens. Markę przejęła firma Inter-Thorens. Do tego pojawiły się problemy w Fonice w postaci strajków pracowników. Produkcja budżetowych gramofonów została przeniesiona do naszych południowych sąsiadów, dając tym samym podwaliny pod powstanie nowej legendy dzisiejszych czasów - Pro-Ject'a. Jak na tym wyszła Fonica? Firma została sprzedana Koreańczykom i uległa przebranżowieniu. Rozpoczęła się produkcja różnej maści sprzętu biurowego w postaci m.in. długopisów oraz zabawek. Pod koniec XX wieku markę łódzkich zakładów radiowych przejął koncern Daewoo. Kolejne konflikty doprowadziły do zamknięcia zakładów w 2002 roku. 

W następnej części napiszemy o tym, co teraz dzieje się na polskim rynku.

Przeczytaj Kultowe polskie gramofony - część 1

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.