Masz mniej niż 30 lat i kupujesz winyle? Nie jesteś wcale wyjątkowy...

Uwielbiasz patrzeć na swój gramofon. Na pytanie, dlaczego winyl brzmi lepiej, potrafisz się solidnie rozpisać. Jednym z Twoich ulubionych zajęć jest wyszukiwanie najsmaczniejszych, winylowych kąsków w sklepach z winylami i w internecie. Masz mniej niż 30 lat. I choć może Cię to zaskoczy, jeśli chodzi o „winylową gorączkę”, jesteś w grupie podwyższonego ryzyka. Jak to możliwe, że to właśnie pokolenie millenialsów, które nie pamięta złotych czasów winyla, stoi za jego komercyjnym odrodzeniem?

Dzień, gdy ogłoszono śmierć winyla

Był to rok 1982. Rozwijana przez kilka lat w porozumieniu między Philips a Sony technologia CD w końcu wydała swoje owoce. Na rynku zadebiutowały albumy na płycie kompaktowej. I niemal natychmiast okazały się ogromnym sukcesem. Sprzedaż płyt winylowych poleciała na łeb na szyję. W 1988 CD zrzuciły czarne krążki z piedestału w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze tego samego roku prasa na całym świecie zaczęła obwieszczać śmierć płyty winylowej.

Tak mniej więcej wyglądała pierwsza dekada historii winyla w życiu dzisiejszych 30-latków, pokolenia określanego często mianem millenialsów. Na świat przyszli, gdy CD właśnie odnosiły swój wielki triumf. Złotych lat płyty winylowej nie pamiętają wcale. Wydawałoby się, że w świecie cyfrowym powinni czuć się jak u mamy, z kolei w tym analogowym - jak w muzeum. Jeśli do takich wniosków doszedł wówczas przemysł muzyczny, dziś może czuć się mniej więcej tak jak Decca Records po sukcesie grupy The Beatles...

Liczby nie kłamią

Wspomniałem, że w latach 80. sprzedaż winyli zaczęła dołować? To duże niedopowiedzenie. Przecież jeszcze niedawno święcące triumfy winyle, stanowiły w roku 2004 ledwie 0,2% łącznej sprzedaży wszystkich nośników! W roku 2007 w Wielkiej Brytanii, kraju niezliczonych sklepów z płytami, sprzedano ledwie 200 tys. egzemplarzy. W oczach wielu z ówczesnych obserwatorów winyle były już niczym więcej niż reliktem poprzedniej epoki, wielbionej przez tych, którzy nie chcieli, nie potrafili lub zapomnieli wsiąść do pociągu odjeżdżającego do „Nowoczesności”. Nawet pod względem jakości dźwięku płyta CD była w tamtych czasach powszechnie uważana za doskonalszą.

Wtem, wydarzyło się coś niespodziewanego. W okolicach roku 2008 sprzedaż winyli znów zaczęła wzrastać. Początkowo był to nieznaczny przyrost. Potem nastąpił jednak efekt kuli śniegowej. W roku 2014 sprzedano na świecie 52% więcej czarnych płyt niż w roku poprzednim. Trend ten, określany czasami jako „renesans winyli”, wciąż trwa. Początkowo, tak jak wielu innych, przekonany byłem, że był (jest) on efektem nostalgii, którą do winyli czuje pokolenie baby boomers. To przecież właśnie oni najlepiej pamiętają czasy, gdy mówiło się muzyka, a myślało się winyl. Okazało się, że po raz kolejny byliśmy jak wspomniana Decca.

Tradycja... zrywania z tradycją

Dziś wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że to właśnie pokolenie millenialsów w znacznym stopniu stoi za fenomenem powrotu winyla do łask. Jak informuje branżowy portal MusicWatch, połowa ze wszystkich współczesnych kupujących winyle to osoby poniżej 25 roku życia, wśród których dominują mężczyźni. Chcecie więcej dowodów? Wystarczy spojrzeć, w jakich miejscach można dziś kupić czarne płyty. Jasne, dziś coraz lepiej mają się sklepy z płytami. Jednak skazane kilkanaście lat temu na pożarcie produkty dostępne są także w sieciówkach takich jak Empik, Target czy Best Buy. Swoje albumy na winylach wydają z kolei artyści tacy jak Justin Bieber, którzy - zaryzykuję stwierdzenie -  nie kierują swojej twórczości do baby boomers.

Dlaczego millenialsi tak mocno zainteresowali się winylami, nośnikiem tak wiekowym i tradycyjnym? Może dlatego, że dla nich winyl... wcale nie jest tradycyjny! Gdy przyjmowali pierwszą komunię, winyle szykowały się już na ostatnie namaszczenie i dawno wycofały się już z domów ich rodziców na z góry upatrzone pozycje - na śmietniku, strychu albo w piwnicy. Z ich punktu widzenia, są przedmiotem niezwykłym, zachwycającym różnorodnością i nietypowym kolorem. Rzeczy, które dla starszego pokolenia były chlebem powszednim, jawią się im wśród wizualnej bylejakości cyfrowych wydań jako pod każdym względem nadzwyczajne.

Muzyka w promocji

W anglojęzycznych publikacjach traktujących o fenomenie niezwykłego związku między winylami i millenialsami często pojawia się też kwestia ceny. Rzekomo, w drugiej połowie poprzedniej dekady to właśnie niskie ceny używanych winyli popchnęły młodzież do niezależnych sklepów winylowych. Jak ma się to w Polsce? Nie da się ukryć, że ceny nowych egzemplarzy czarnych płyt do niskich nie należą. Albumy używane dają jednak niebywałą możliwość kupowania muzyki na kilogramy (dosłownie!) bez opróżniania swojego portfela. Zwłaszcza, gdy pod ręką ma się nowoczesne rozwiązania takie jak Vinu - wspierające kupowanie winyli online.

„Jest fajny, bo jest fajny i trzaska”

A co z jakością muzyki na winylu? Na ten temat napisano już książki. W tym przypadku ważniejsze jest jednak nie to, co jest, ale to, co się wydaje. A dzisiejszy konsensus wyraźnie sprzyja czarnej płycie. W pogoni za jak najlepszych dźwiękiem, kupujący, młodzi i starzy, gonią przecież za winylami, gramofonami oraz sprzętem audio. Tu nawet od niewielkiego elementu zależeć może jakość całego zestawu.

Sama płyta winylowa także daje pod względem dźwięku mnóstwo satysfakcji. Tak wiele zależy przecież od tego, jak się o nią dba. Z kolei dla jeszcze innych wartością samą w sobie są także te niepożądane „efekty” dźwiękowe, wszelkiego rodzaju szmery i trzaski wynikające z mikrouszkodzeń powierzchni płyty, a do ucha docierające jako „ciepłe” brzmienie. Według Seana Olive'a z Harman International, przekonanie o dźwiękowej wyższości winyla, może być częściowo psychologicznym efektem tych wszystkich rytuałów, wysiłku oraz przygotowań związanych z słuchaniem płyt winylowej.

W pogoni za doświadczaniem

I w ten oto sposób dochodzimy do ostatniego, moim zdaniem najważniejszego, powodu, dla którego millenialsi tak upodobali sobie płyty winylowe, że doprowadzili do ich renesansu. Myślę tu o namacalnym, pełnym i bardzo intensywnym doświadczeniu, jakim jest obcowanie z płytami winylowymi. W czasach iTunes, gdy muzyka zaczęła kompletnie tracić formę fizyczną, wielkie płyty w pięknych okładach oraz cały rytuał związany z ich kupowaniem i odtwarzaniem, dają po prostu coś innego. Dziś, gdy muzyka w coraz większym stopniu stawowi tło i wypełniacz podczas uzupełniania tabelek w Excelu i zakupów w galerii, winyle oferują millenialsom unikatowe doświadczenie – możliwość kompletnego skupienia się na jednej tylko rzeczy. I to już jest coś!

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.