Nietypowe płyty winylowe - część pierwsza

W naszych głowach obraz płyty winylowej rysuje się jako czarna tafla z wyciętymi rowkami, zazwyczaj dużych rozmiarów, z centralnie umiejscowionym labelem, informującym nas, co na niej zapisano. Jest to bardzo trafne wyobrażenie, ale jednak przez lata świetności płyt winylowych wydawcy oraz tłocznie wpadały na bardzo wyjątkowe pomysły. Jak bardzo? Przekonajmy się!

Ile to cali?

7, 10 oraz 12 - tych rozmiarów płyt winylowych nie trzeba nikomu przedstawiać. W domu każdego winylowego maniaka znajdziemy półki wypełnione długogrającymi płytami (12) oraz singlami lub tzw. epkami (7). Niekiedy pomiędzy nimi trafi się również płyta 10, określana często mianem mini-albumu. Te popularne rozmiary nie stanowią jednak pełnej gamy możliwych rozmiarów naszych ukochanych krążków. 

Najmniejsza znana mi płyta winylowa ma rozmiar jedynie 2! Pięciocentymetrowy nośnik "Pea Brain ADHD EP" zawiera podobno aż... 8 utworów i jest nagrany z prędkością obrotową 45RPM. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na pewno nie powinno nikogo dziwić, że zawiera muzykę z gatunku punk. To właśnie punkowe płyty są najbardziej zakręcone pod względem nietypowego rozmiaru. 3″ krążki są zdecydowanie popularniejsze. Na takim formacie wydały swoją muzykę takie sławy jak Bad Religion, Foo Figters czy Beastie Boys. Format ten zyskał ostatnimi czasy na popularności, dzięki najmniejszemu gramofonowi świata - Crosley Mini Turntable

Posługiwanie się pełnymi calami jest dla niektórych jednak zbyt mainstremowe. Amerykański zespół Norma Jean wydał 3,5″ singiel o bardzo wymownym tytule "Ahhh! Shark Bite! Ahhh!". Strona "A" zawiera aż... 6 sekund materiału. Na stronie "B" utwór "Chug on Three" trwa już piorunujące 26 sekund. Singiel wyszedł w nakładzie 1000 sztuk. Nie powinno nikogo dziwić, że wraz ze zwiększaniem powierzchni nośnika, rośnie grono jego przedstawicieli. Wystarczyło pół cala więcej, by ilość reprezentantów zwiększyła się kilkukrotnie. Wszystkie przedstawione powyżej rozmiary są stosunkowo nowe, jedynie 3 format ma więcej niż kilkanaście lat. 4 płyty były za to wydawane już w latach 70. XX, w dodatku... w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich! To właśnie Rosjanie mogli nabyć muzykę na nośniku w tym nietypowym rozmiarze już blisko 50 lat temu. Należy zaznaczyć, że były one nagrywane jednostronnie. Ciężko jest znaleźć wytłumaczenie dla istnienia takiego formatu w latach 70. ubiegłego wieku, szczególnie, że muzyka, jaka pojawiała się na tych płytach to pop albo bajki dla dzieci. Biorąc pod uwagę pomysłowość naszych wschodnich sąsiadów, najlepszym wytłumaczeniem będą względy finansowe oraz dostępność materiału. 5″ płyty winylowe przy swoich mniejszych braciach mogą uchodzić za bardzo popularny rozmiar. Ich ilość możemy określić w zbiorze liczącym nie dziesiątki, czy setki,  ale tysiące! Rozmiar ten pokochały przede wszystkim zespoły punkowe oraz metalowe. Płyty 6″ są niczym innym jak kolejnym przykładem punkowego odróżniania się od reszty. 

Tak jak dla Rosjan rozmiar 4 nie był niczym nadzwyczajnym, tak dla Japończyków kolekcjonujących płyty winylowe w latach 80. i 90. rozmiar 8″ był czymś normalnym. Co prawda stanowił tylko ułamek całości rynku muzycznego, niemniej jednak odbił się echem na całym świecie. Przedstawione dotychczas rozmiary płyt winylowych miały głównie na celu odróżnienie się formą od innych nośników, przyciągały uwagę oraz rozpalały serca miłośników limitowanymi nakładami.

Płyty transkrypcyjne

Inaczej ma się sprawa z płytami większymi od 12. Co prawda również tutaj swoje ślady zostawili punkowcy w imię łamania schematów, ale nośniki 13″, jak również 16″ oraz 20″ pełniły kiedyś ważne funkcje. Nazywane były płytami transkrypcyjnymi i wykorzystywano je głównie w stacjach radiowych. Duży format oraz zapis z prędkością obrotową 78RPM pozwalały uzyskać około 20 minut bardzo dobrego pod względem jakości brzmienia. Zapisywano na nich nie tylko same utwory! Bardzo często były to nagrane odpowiednio wcześniej audycje, do których zapraszano np. gości! Stacje radiowe dysponowały odpowiednim sprzętem w postaci wycinarek, co pozwalało na szybkie wycięcie danego dysku acetatowego. Metodę tę używano również w armii. Oprócz typowo rozrywkowego zastosowania dla żołnierzy znajdujących się w jednostkach albo na okrętach wodnych, płyty te pełniły również funkcje propagandowe czy też dezinformacyjne. Odtwarzana była z nich muzyka, różnego rodzaju audycje - również w języku wroga - podczas trwania wojny w Korei i Wietnamie. Muzyka rozchodziła się ze specjalnych głośników umieszczanych w wioskach.

Gdzie jest początek?

Gdy wyróżnianie się rozmiarem płyty stało się zbyt mainstremowe, trzeba było wymyślić coś, czego nikt jeszcze nie próbował. Padło na sposób odtwarzania. Każda płyta zaczyna się od rozbiegówki, jednak nie wszystkie rozbiegówki znajdują się na początku płyty. Niektóre zaczynają się od końca. Z perspektywy wrażeń sonicznych jest to pomysł kompletnie nietrafiony. Nie dosyć, że taka płyta szybko się zużywa, to... musimy rozkalibrować swój gramofon. Używanie jej z włączonym antiskatingiem nie jest dobrym pomysłem. 

Każda początkowa moda w pewnym okresie swojego istnienia ewoluuje. Nic więc dziwnego, że powstały płyty odtwarzane... od środka, a odpowiednie umieszczenie igły powodowało, że płyta odtworzy się w sposób tradycyjny bądź podąży ku zewnętrznej części. Odpowiednie ułożenie igły na rozbiegówce mogło mieć też znaczenie pod względem zawartości muzycznej! Zapytacie: Jak? Otóż na początku płyty znajdowała się nie jedna, a dwie lub nawet więcej rozbiegówek! Piosenka mogła zaczynać się akustycznie lub też w wersji standardowej. Dwa rowki w odpowiednim momencie łączą się w jeden. Zabawa z rowkiem stała się też pewną formą trollowania odbiorców! Istnieje coś takiego jak cicha zbiegówka, czyli ostatni odcinek rowka płyty winylowej zapętlony w ten sposób, że nie ma na końcu charakterystycznego puknięcia, a co gorsze, większość gramofonów z automatyką nie rozpozna jej jako zakończenia strony, przez co możemy się niemile zaskoczyć, gdy zdarzy się nam drzemka! Niektórzy artyści potrafili wykorzystać to w bardzo ciekawy sposób, gdzie bez końca powtarzało się jedno zdanie, fraza bądź jeden z instrumentów. Stworzono też płyty zwierające kilkadziesiąt takich pętli! Wyobrażacie sobie ręczne przesuwanie igły nawet 120 razy!? Tyle właśnie pętli zawiera kompilacja Richiego Hawtina "DE9 Closer To The Edit". Współczuję osobie, która musiała wyciąć płytę lakierową przeznaczoną do dalszego tłoczenia.

Skosztować muzyki

Mogłoby się wydawać, że poprzednie akapity wyczerpały temat innowacyjności. Nic bardziej mylnego. Pozostaje przecież materiał użyty do produkcji płyty. Standardowy polichlorek winylu zastąpił niedoskonały materiał, jakim był szelak. Zadomowił się na tyle dobrze, że do dzisiaj ciężko jest szukać lepszej alternatywy. Nie oznacza to jednak zamknięcia tematu. Znalazło się grono śmiałków, którym przyświecały głębsze ideały, bądź po prostu chęć zrobienia czegoś nietuzinkowego. Bo co myśleć o płycie wytworzonej z czekolady? Julia Drouhin tworzy w pełni sprawne płyty winylowe z tego produktu. Jak sama przyznaje, nie są co prawda bardzo trwałe, ale za to niesamowicie smaczne. Ukazuje tym samym ulotność samego dźwięku, jak i jedzenia. Jędrzej Kubiak z Broken Chicken Records wycina swoje płyty przy użyciu przedwojennych wycinarek, na specjalnym materiale, którego poszukiwania zajęły mu aż pół roku. Dzięki temu jest w stanie wycinać  oldschoolowego bluesa w starym stylu. 

Największe wrażenie zrobili na mnie jednak - po raz kolejny - Rosjanie. Komunistyczna gospodarka i ideologia Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich nie pomagała w krzewieniu idei dostępu do muzyki. Gdy taka już się pojawiała, musiała przejść przez instytucję cenzury. Nic więc dziwnego, że niektóre zespoły mogły tylko pomarzyć o wydaniu własnych płyt czy singli. Nie pozostawało nic innego, jak wziąć sprawy w swoje ręce i wycinać płyty samemu. Pozostawał problem materiału. Zdobycie czystych płyt winylowych było zadaniem niemożliwym. Jedynym przedmiotem, który dawał nadzieję były... zdjęcia rentgenowskie! Pomysł okazał się strzałem... nie, nie w kolano, w dziesiątkę! Władze kazały szpitalom utylizować zdjęcia z powodu łatwopalności materiału. Za butelkę tradycyjnego płynu wyskokowego, czy też kilka rubli, można było mieć nieprzerwane dostawy materiału z lokalnego szpitala. Płyty te doczekały się oficjalnej nazwy: X-ray vinyl.

Ktoś się machnął

W jaki sposób urozmaicić zwykły singiel? Wyciąć go w płycie z dwoma otworami! Przekładając płytę gramofonową ze strony A na B należy użyć osobnego otworu, użycie niewłaściwego może skończyć się wielką tragedią. Taka płyta jest centryczna tylko w obrębie swojego otworu i tego lepiej się trzymać. Takie płyty znajdziemy jedynie wycinane. Sposób tłoczenia płyt winylowych wyklucza bowiem wszystkie próby stworzenia dodatkowego otworu.

Filozofom się nie śniło!

Są takie płyty winylowe, które zadziwiają nawet najwierniejszych fanów, przyzwyczajonych do dziwactw. Płyn w środku płyty winylowej?! Dla Jacka White'a żaden problem. Wystarczy przecież dwie jednostronne płyty odpowiednio skleić, a później uzupełnić odpowiednią substancją. Tak właśnie zrobił ze swoim singlem "Sixteen Saltines" wydanym w 2012 roku. Na odpowiedź innych artystów nie trzeba było długo czekać. Limitowany do 66 egzemplarzy singiel "From the Pinnacle To The Pit" zespołu Ghost został wypełniony czerwoną cieczą. Na szokujący pomysł wpadł zespół The Flaming Lips, który swoją długogrająca płytę "Flaming Lips And Heady Fwends" wypełnił... krwią muzyków. Gdybyście byli ciekawi, jacy artyści oddali krew, to znajdziemy tam krwinki m.in. Sean'a Lennona, Erykah Badu czy Keshy.

Wydawać się może, że temat niecodziennych płyt winylowych został wyczerpany, prawda jest jednak taka, że materiału wystarczy na przynajmniej jeszcze jedną część, na którą już teraz gorąco zapraszam!

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.