Płyta winylowa - najtrwalszy nośnik?

Płyta winylowa jest wyborem coraz większej ilości miłośników muzyki. Wielu z nas wybiera ten nośnik również z innych powodów – dostępności utworów, wielkości okładek, różnego rodzaju smaczków dostępnych tylko tutaj. Czy są jednak wśród nas osoby, które postawiły na długowieczność tego nośnika? Spośród dziesiątek różnych możliwości wybrały właśnie płytę winylową jako nośnik najlepiej przeciwstawiający się upływowi czasu?

O płytach winylowych możemy powiedzieć wiele dobrego, czy jednak z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że to nośnik najlepiej radzący sobie z kolejnymi latami użytkowania? Konkurencja jest duża – płyty kompaktowe, kasety magnetofonowe czy też bardziej niszowe nośniki jak taśmy szpulowe, kasety ośmiościeżkowe albo mini disc. Nie mówiąc już o plikach cyfrowych. Nie obędzie się bez przeanalizowania plusów i minusów najpopularniejszych nośników!

Kaseta magnetofonowa

W moim odczuciu zawsze był to nośnik najniższej jakości. Nie bez powodu, dostępność dobrych kaset była niewielka, a te, nawet jak się cudem znalazło, kosztowały znaczne sumy. Nie ukrywam, że niewiele razy skusiłem się na zakup kasety metalowej. Powód był prosty. Sprzęt, jakiego używałem do odtwarzania muzyki, nie obsługiwał ich. Po latach wróciłem na chwilę do kaset magnetofonowych. Zarówno tych, które schowałem do pudełka w szafie, jak i egzemplarzy zakupionych w różnego rodzaju antykwariatach, sklepach muzycznych. Bardzo szybko wyniosłem z tego jedną, ważną lekcję. Nie spodziewać się cudów, a nawet tego, że zawartość pokrywa się z opakowaniem. W niektórych przypadkach dobrym efektem było przesłuchanie chociaż kawałka nagrania. Zdarzały się kasety zachowane w dobrym stanie, które zaczęły się sypać – brudzić głowicę – już po pierwszym przesłuchaniu. Następną kategorią były kasety o zachęcającym wyglądzie, czyste, kompletne opakowania, jednak z pogniecioną taśmą. W najlepszym wypadku poklejone były kawałkami taśmy, tracąc tym samym fragmenty nagrania. Jeżeli już o nim mowa – zawartość kasety była zawsze największą niewiadomą. Z powodu niedoboru nośników za czasu PRL i wczesnego kapitalizmu jedna kaseta potrafiła wielokrotnie ewoluować. Startując od zespołu 2+1 który widniał na okładce, przez przegraną płytę Nirvany na Prodigy kończąc. Z mojej przygody z tym nośnikiem mam jednak kilka pozytywnych wspomnień. Pierwszym z nich jest kupowanie całych worków za równowartość jednej, nowej płyty winylowej. Towarzyszyło temu wiele radości oraz co najważniejsze – poznałem masę zespołów, które późnej kupiłem na innych nośnikach. Kasety magnetofonowe dały mi przez lata wiele miłych wspomnień, jednak przegrały z bardzo prostego powodu – nigdy nie mogłem być ich pewien. Z technicznego punktu widzenia miały jedną sporą przewagę nad płytą winylową – równomierną dynamikę od samego początku do końca taśmy.

Płyta kompaktowa

Jest to poważny rywal płyty winylowej. Zarówno jak jej starsza rywalka po jednokrotnym „zapisaniu” nie pozwalała na modyfikację zawartości. Tym samym odpadła jedna z moich największych zmor – czy opakowanie odzwierciedli nagrania? Płyta kompaktowa zdecydowanie lepiej poradziła sobie z delikatnymi uszkodzeniami powierzchni, mocniejsze zarysowania również nie dyskwalifikowały z użytku tego nośnika – istnieją maszyny polerskie, które bez problemu przywrócą jej dawną świetność. Jest jednak kilka problematycznych kwestii na drodze postawienia płyty kompaktowej na podium. Druga strona płyty kompaktowej nie jest już tak wytrzymała, wystarczy delikatne zarysowanie, by ta miała już niemałe problemy z ciągłością odtwarzania. Szczególnie jak zedrzemy warstwę „sreberka”. Nie można również zapomnieć o zmorze nadpęknięć, które z czasem zaczynają przeistaczać się w duże pęknięcia dyskwalifikujące nośnik z użytku. Na sam koniec możliwy gwóźdź do trumny dla tego nośnika. Coraz więcej płyt kompaktowych z początku produkcji ulega bezpowrotnej degradacji uniemożliwiającej odtworzenie. Pozostaje pytanie – czy to tylko sporadyczne przypadki czy będzie ich coraz więcej?

Płyta winylowa

Nie da się zaprzeczyć – najciekawszy dla nas wątek. Już na wstępie postawię tezę, którą będę starał się dalej obronić. Płyta winylowa najlepiej znosi upływ czasu. Pomimo swojej delikatności potraf wiele znieść, wybaczyć oraz poddać się różnego rodzaju zabiegom odmładzania. Przyjmijmy scenariusz, że nasz winyl nieszczęśliwie upadł nam z rąk. Lecąc w kierunku podłogi zarysował się o kant stolika a uderzając o ziemię – odleciał rant. Wydaje się, że taką płytę należy traktować tylko jako dekorację. Spróbujmy ją odtworzyć. Rysa w najgorszym wypadku będzie powodować przeskakiwanie. Od czego jest jednak nasz poradnik o tym jak radzić sobie z takimi przypadkami? (przeczytaj artykuł: Rysa na płycie winylowej? Nic straconego!) Kilka minut pracy i może udać się nam wyeliminować nawet pyknięcia! Co prawda – płyta nie będzie już taka jak dawniej, możliwe będzie jednak jej dalsze użytkowanie. Co z wyłamanym rantem? Rozbiegówkę zawsze można ominąć. Nasza płyta była wielokrotnie odtwarzana przez co denerwująco smaży? Zawsze można spróbować odtworzyć ją na mokro – na pewno wiele zyskamy. Zostawiliśmy nośnik na słońcu przez co się powyginał? Jeżeli sytuacja nie jest tragiczna – taka płyta jest praktycznie zawsze do uratowania! Można skorzystać ze sposobu z szybami i piekarnikiem lub też oddać do profesjonalnego prostowania. Płytę winylową bardzo łatwo jest zranić, uszkodzić, jednak by spowodować niemożność jej użytkowania trzeba się naprawdę wysilić! 

Natomiast jeśli będziemy o nią należycie dbać od samego początku, można napisać, że jest długowieczna. 

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.