Polscy kolekcjonerzy - Maciej Słowikowski

"Polscy kolekcjonerzy" to seria, w której prezentujemy wasze wspaniałe kolekcje. Nasi czytelnicy dzielą się tutaj miłością do czarnego krążka. Będziemy starali się regularnie przedstawiać postacie kolekcjonerów. Jeśli chcecie u nas zagościć, piszcie na maila: marcin.kreczmer@psychosonda.pl

Imię: Maciej Słowikowski
Miejscowość: Warszawa
Rozmiar kolekcji: 450 LP, 350 CD, 50 DVD, 100 taśm szpulowych
Facebook: Studio Kamienica

Jak długo zbierasz?

Zbieram od ponad 40 lat, dlatego muzyka jest obecna w moim życiu od zawsze. Zaczęło się od opanowania obsługi magnetofonu jako dwulatek, później nauczyłem się nagrywać i przejąłem kontrolę nad sprzętem muzycznym w domu. Mieszkałem w małym mieście, w którym była tylko jedna księgarnia z bardzo ograniczonym asortymentem. Były płyty z nagraniami ze zjazdów PZPR, trochę klasyki i Zdzisława Sośnicka lub Trubadurzy, ale nie dało się kupić praktycznie nic ciekawego. Dlatego zaczynałem od taśm, potem doszły kasety nagrywane z radio. Z tamtego okresu zachowała się płyta Kurylewicza „Muzyka Teatralna i Telewizyjna” oraz kilka kaset. Niestety sporo płyt zostawiłem u znajomych, gdy się przeprowadzałem do Warszawy. Ostatnio zacząłem intensywnie powiększać swoją kolekcję.

Na czym słuchasz?

Pod koniec lat osiemdziesiątych miałem gramofon Fonica GS-461. To był koszmarny sprzęt, ale jedyny, na jaki mnie było stać. Gdy słuchałem zachodnich wydań, to potrafił lekko zwalniać przy bardzo głośnych fragmentach, tak słaby był silnik napędzający talerz. Obecnie mam DUALa CS 604. Mimo iż to prosty gramofon, deklasuje wyroby z okresu PRL-u. Bardzo polubiłem w nim rozwiązanie, które charakteryzuje ten model: zaskok pomagający ustawić ramię na początku płyty dla rozmiarów 12 i 7 cali. Od początku marca mam pierwszą w życiu wkładkę typu mc: Denon DL-80 i jestem zachwycony jej brzmieniem. Wcześniej używałem wkładek mm Ortofona i przez krótki czas Audio Techniki, lecz te ostatnie nie przekonały mnie. Przedwzmacniacz to Musical Fidelity X-LP. Miałem okazję porównywać go z innymi preampami i nie jest ławo z nim wygrać. Sam fakt, że urządzenie jest poszukiwane i trudno dostępne, świadczy o jego klasie. Innym źródłem jest rewelacyjny dyskofon (jak dawniej określano odtwarzacze CD) NAD 514. Gra bardzo wyrafinowanym, audiofilskim dźwiękiem. Mam też dwuśladowego Revoxa A77 - legendę wśród magnetofonów szpulowych.

Wzmacniacz to lampowy kit do samodzielnego montażu: RS-TubeAmp, który trochę zmodyfikowałem. Pracują z nim kolumny ELAC 100. To średniej wielkości zestawy podłogowe, ale z braku miejsca leżą na boku, na niskim regale. Żartuję sobie, że jest to ustawienie studyjne.

Mam małą zajawkę audiofilską, lecz jako elektronik z wykształcenia, nie daję się nabrać na bajki o wpływie kabla zasilającego i podstawek na dźwięk. Gdy miałem problem z basem, to po prostu zatkałem gąbką techniczną otwór bass refleks i dźwięk wyraźnie się uspokoił i ożywił. Większy wpływ na dźwięk w pomieszczeniu ma ustawienie kolumn i umeblowanie, niż zastosowane przewody. Oczywiście mam dobrej klasy kable, ale w cenie poniżej 50 zł za przewód.

Czy masz najważniejszą płytę w kolekcji?

Zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że nie mam najważniejszej płyty. Jest za to wiele „pierwszych” płyt. „The Wall” to pierwsza płyta Pink Floyd, którą usłyszałem. Miałem wówczas 10 lat. Dla tak młodego człowieka, to było jak zderzenie z wszechświatem. Ilość efektów, dźwięków, których nie można było znaleźć na innych, polskich płytach. Wówczas głównym źródłem muzyki był Program Trzeci Polskiego Radia. Mieszkałem w małym mieście, w rodzinie bez jakichkolwiek tradycji muzycznych. Dzięki starszemu kuzynowi poznałem Yes, Marillion, Yazoo, Depeche Mode, The Cure i mnóstwo innej muzyki. Potem słuchałem nocnych audycji Piotra Kaczkowskiego, Tomasza Beksińskiego, Marka Niedźwiedzkiego, Wojciecha Mana i innych. 

Pierwszą, samodzielnie kupioną płytą, był Perfect UNU. W drodze ze szkoły zobaczyłem ją w zamkniętym kiosku (był to okres wszechobecnych przerw obiadowych). Pobiegłem do domu po pieniądze od rodziców i biegiem z powrotem, by mi nie wykupili. Słuchałem jej na okrągło. Obecnie mam reedycję, brzmi lepiej niż ta z 1982 roku. Na przełomie lat '80/'90 wychodziły płyty zachodnich artystów i można było je bez problemu kupić. Najciekawiej było tuż po denominacji. Płyty kosztowały 2 zł, czasami 20 groszy.

„Kind of Blue" Milesa Devisa - pierwsza płyta, na której usłyszałem, jak wielkie znaczenie ma jakość sprzętu i tłoczenia. Potem pokazywałem to innym: Posłuchaj, jak kołysze się talerz! „The Dark Side of The Moon” - płyta, która pokazuje, że słuchanie jej na CD czy MC, jest zbrodnią przeciwko muzyce. Pierwsza płyta z nietypową okładką, jaką kupiłem, to Lombard „Wolne od cła”. Pomysł bardzo dobry - po rozłożeniu okładki mamy z jednej strony plakat, a z drugiej okładkę o formacie zbliżonym do A1. Pierwsza płyta na kolorowym winylu – „Aiuto” The Beatles (włoskie wydanie "Help"). Ważną płytą jest też wydany na CD album Jacka Niedzieli, „Jazzowe Poetycje”, nagrany w 1995 roku. Jest to debiut Anny Marii Jopek. Miałem przyjemność ją poznać, podobnie jak Janusza Szroma, który również udziela się wokalnie na tej płycie. Oboje okazali ogromne zaskoczenie, gdy im ją pokazałem. Niewiele osób w ogóle wie, że taka płyta powstała. Kolejną ważną płytą są „Straszni Panowie 2”. To pierwsza płyta, którą zrealizowałem od początku do końca. Przy okazji pokazała mi, że studio nagrań to nie jest mój żywioł. Wolę realizować koncerty.

Czym jest dla Ciebie kolekcjonowanie płyt?

Kolekcjonuję przede wszystkim muzykę. Płyty winylowe są według mnie najdoskonalszą formą wydawniczą: nośnik ten jest jednym z najdoskonalszych i najtrwalszych, a mnogość rozmiarów, formatów okładek, wkładek i innych dodatków sprawia, że są dla mnie priorytetem. Interesują mnie nie tylko nagrania muzyczne, ale i słuchowiska, kabarety, inne formy dźwiękowe. Nie wszystko jest na czarnych krążkach, dlatego mam CD i taśmy, na których są rzeczy, które nie zostały wydane na fizycznym nośniku, lub są niedostępne. 

Nie ma dla mnie znaczenia, czy to jest pierwsze, czy szesnaste tłoczenie. To nie olej :). Od ponad dwóch dekad zajmuję się realizacją dźwięku. Dlatego brzmienie jest dla mnie priorytetem. Unikam w związku z tym picture disc - ich jakość jest słaba. Chętnie nabywam reedycje, które zostały zremasterowane albo zmiksowane na nowo. Mam na przykład dwa wydania „I Robot” Alana Parsonsa. Pierwsze to zwyczajne wydanie z lat 80., drugie jest wydaniem kolekcjonerskim, z inną okładką i dodatkowymi nagraniami - między innymi są na niej ślady z sesji chóru. Dla mnie - człowieka, który zajmuje się zawodowo realizacją dźwięku - taki dokument jest bardzo interesujący. Bywały jednak sytuacje, gdy płyta, która podobała mi się muzycznie, była dyskwalifikowana ze względu na realizację nagrania. 

Zbieram też płyty, które mają dla mnie wartość sentymentalną, których słuchałem jako dzieciak i nie miałem wówczas możliwości posiadania ich w oryginalnych wydaniach. Wyszukuję też nowe rzeczy, które mnie w jakiś sposób zachwycają. Dzięki temu, że mój gust muzyczny jest nieco na uboczu ogólnego nurtu; udało mi się, często przypadkowo, wejść w posiadanie płyt, które dziś są unikatami. Ostatnio polubiłem nietypowe wydania: kolekcjonerskie, na kolorowym winylu oraz z bonusami. Przy okazji udaje się też pozyskać unikalne nagrania. Wprawdzie dziś „wszystko jest w sieci”, ale też nie do końca. Poza tym to wielka przyjemność mieć fizyczny nośnik. Większość czytelników zna emocje, jakie towarzyszą rozpakowaniu płyt, oglądaniu okładek, wkładek, książeczek, plakatów i innych wrzutek. Staram się też jak najlepiej dbać o swoją kolekcję. Często kupuję używane płyty. Zazwyczaj ich stan jest dobry, ale czasami zdarzają się bardzo zabrudzane egzemplarze. Największą „wtopą” był zakup Radio K.A.O.S. Watersa. Nie dość, że nie była tania - delikatnie pisząc, to jeszcze trzeszczała niemiłosiernie. Dopiero po trzecim myciu, udało się doprowadzić ją do dobrego stanu. Coraz więcej przyjemności sprawia mi słuchanie płyt w doskonałej jakości, bez trzasków.

Wspomniałeś, że masz sporo nietypowych rzeczy. Opowiesz coś o nich?

Moją kolekcję mogę podzielić na dwie grupy: muzykę, którą lubię oraz inne rzeczy, które można zakwalifikować jako ciekawostki. Nie chodzi mi o picture disc (mam wprawdzie dwa egzemplarze), tylko o zawartość lub inne cechy. Mam np. płytę o dwóch różnych prędkościach - Depeche Mode, kupioną za kilka złotych w czasach, gdy nikt nie myślał o winylach poważnie. 

Ostatnio nabyłem Krugozor - to bardzo interesująca koncepcja miesięcznika wydawanego w ZSRR. Pośród kartek są tzw. flexi disc - czyli płyty wydawane na folii. Zabawne jest to, że gazeta ma pośrodku otwór na kołek. Jakość nagrania jest słaba, ale jest to dokument czasów, w jakich dane nam było kiedyś żyć. Na płytach umieszczono między innymi utwór „Moja praca jest moją dumą” - opowieść Bohatera Pracy Socjalistycznej - Nikołaja Bogatyrewa. Na kilku innych umieszczono słuchowiska patriotyczno - propagandowe oraz fragmenty przedstawień z okazji 175. urodzin Puszkina, w tym jedno przygotowane przez chilijski zespół Kilapayyun oraz romanse w wykonaniu Włodzimierza Jachnatowa. Znalazło się też miejsce dla artystów z krajów kapitalistycznych - Luciano Pavarotti wraz z Renato Scotto, Jean Gabin i Ray Ventura oraz Ray Charles.

Mam wydanie Biblii Audio - Księga Apokalipsy - dwupłytowy album na winylu – to, o ile wiem, jedyne słuchowisko wydane na płytach po 1989 roku.

Kuriozalne wydanie „Blue Monday” New Order przez Tonpress na 7 calowym krążku. Aby zmieścić ponad 7 minut muzyki na małej płytce, zmniejszono obroty na 33 1/3. Przy okazji tak zdegradowano dźwięk, że przypomina jakość na falach długich. To doskonały przykład, że nikt nie zwracał uwagi na jakość - ludzie kupowali wszystko.

Muzeum bratislavskych historickych hodin wydało bardzo ładną „czwórkę”, zawierającą nagrania kurantów granych przez zegary z kolekcji Miejskiego Muzeum w Bratysławie. Ma rozkładaną, sześciostronicową okładkę, ze zdjęciami zegarów oraz ich krótkim opisem.

Jethro Thull  „Thick As a Brick” - płyta z okładką stylizowaną na gazetę. Po rozłożeniu mamy klasycznych rozmiarów gazetę codzienną, która oprócz tekstów przygotowanych przez członków grupy, zawiera program BBC, krzyżówkę, obrazki dla dzieci i inne rzeczy, które były umieszczane w gazetach. To dość znane wydanie, ale mimo to wyjątkowo ciekawe.

Lombard „Wings of A Dove” - kolejny przykład, jak bardzo tłoczni mogło nie zależeć na jakości wydania. Pierwsze dwa utwory mają balans przesunięty na lewo. Prawy kanał jest ściszony o ponad 5 dB. Po dwóch utworach zorientowano się, że coś jest nie tak i wyrównano poziomy kanałów, ale nie do końca. Druga strona płyty jest wytłoczona porządniej.

M (2) Pop Muzik / M Factor - pierwszy maxi singiel z podwójnym rowkiem - w zależności, jak opadnie igła, takiego utworu słuchamy. Na pewno masteringowiec nacinając matrycę, miał niezłą zabawę z tym wydawnictwem. Kupiony w stosie płyt za 5 zł.

Przykładem PRL-owskiej fantazji jest singiel z dwoma przebojami różnych wykonawców. Tak! Na stronie A jest utwór Ewy Bem „Z tobą, bez ciebie”, na drugiej - Alicji Majewskiej „Jeszcze się żagiel bieli”. Nie wiem, czy w jakimkolwiek innym kraju były tego typu pomysły.

I Ching (Hołdys, Waglewski, Martyna Jakubowicz i wielu innych) - niesamowita płyta, będąca próbą wydania wyjątkowego albumu nie tylko pod względem muzycznym, ale i edytorskim, na poziomie wydawnictw zza żelaznej kurtyny. Starannie zaprojektowana okładka typu gatefold, wkładka z tekstami, plakat oraz koperty na płyty z nadrukiem i rozcięciem na dwóch bokach, a także specjalnie zaprojektowany label. Niestety i w tym przypadku daje się odczuć siermięgę lat osiemdziesiątych. Fatalnej jakości papier, okładka miękka, bardzo cienka, brak napisów na grzbiecie, zaś koperty na płyty są szorstkie od wewnątrz. Sam label jest wykonany ze zwykłego papieru, który nie jest w żaden sposób zabezpieczony przed wilgocią i mechaceniem się.

Kolejną ciekawostką, jest urugwajskie wydanie ELO „A New World Record”. W bardzo kreatywny sposób ograniczono koszty produkcji. Kartonowe wkładki zatopiono w foliowej obwolucie, dzięki czemu mamy wszystko w jednym: okładkę, kopertę na płytę i foliowe zabezpieczenie.

Tommex „Dźwięk to my” - wydanie promocyjne polskiej firmy zajmującej się dystrybucją sprzętu nagłośnieniowego. Do katalogu dodano singiel, na którym nie ma dźwięku. Dwie strony ciszy. Może powinni zmienić swoje reklamowe hasło na: cisza to my?

Galaxy 30 - Wydany w 1962 roku stereofoniczny dwupłytowy album, przedstawiający 30 utworów nagranych przez gwiazdy wytwórni Mercury. Od wielu wydawnictw typu "The best" odróżnia je wielostronicowa wkładka, w której oprócz materiałów reklamowych, znajdziemy krótkie notki opisujące każdy utwór, a także dokumentację sesji nagraniowych. Zamieszczono grafiki przedstawiające rozmieszczenie instrumentów, spis mikrofonów, którymi zbierano poszczególne sekcje, a także opis trzykanałowej techniki rejestracji orkiestry na 35 mm magnetycznej taśmie filmowej. Przez krótki czas w studiach nagraniowych oraz w dystrybucji pojawiały się urządzenia (magnetofony?), w których zamiast typowej taśmy zastosowano 35 mm taśmę filmową pokrytą nośnikiem magnetycznym. To jeden z wielu formatów zapisu dźwięku, który się nie przyjął na szerszą skalę. Wśród tekstów, jakie zamieszczono w tym wydawnictwie, jest też poradnik podpowiadający jak dbać o płyty oraz jakiego sprzętu używać do odtwarzania płyt stereofonicznych.

Na końcu chcę wspomnieć o taśmach szpulowych. Uwielbiam ten nośnik. Najczęściej nagrywam płyty, które nie są dostępne w ogólnej sprzedaży albo niezbyt szczęśliwie zmiksowane. Taśma często je ratuje, nadając bardziej spójne brzmienie. Na szpulach nagrywam też audycje radiowe albo inne rzeczy, które chcę utrwalić. 

Mam np. audycję Mini-Max, w której Piotr Kaczkowski pożegnał Korę i Stańko. Mam w swoich zbiorach koncert Joe Newmana nagrany w Szwecji. Taśma nagrana w systemie 2 śladowym - najrzadziej spotykanym na rynku wtórnym. Wydanie z 1958 roku, mimo upływu ponad 60 lat charakteryzuje się doskonałą jakością dźwięku. Samo nagranie jest według mnie wybitne. Niestety, ceny wydań na tym nośniku osiągają absurdalne kwoty, a same oferty to najczęściej wydania 4 śladowe (niekompatybilne z moim Revoxem) oraz mocno poza moimi zainteresowaniami muzycznymi. 

Z sieci udało mi się zgrać Fonoteki wydawane przez 77cut, jako cyfrowe albumy. Ta kolekcja jest o tyle cenna, że oficjalnie niedostępna. Jako meloman i miłośnik dźwięku, uważam, że to wielka strata. Fonoteka była o tyle ciekawym projektem, że oprócz zapomnianych polskich perełek muzycznych, zawierała kompilację dźwięków z audycji radiowych, filmów oraz innych źródeł. Na aukcji udało mi się też nabyć oryginalną taśmę, używaną w teatrze, na której jest muzyka Czesława Niemena do spektaklu Ballada Łomżyńska. O ile wiem, nie została wydana, poza singlem dostępnym tylko podczas premiery przedstawienia. Jakość zapisu jest oczywiście bardzo dobra. Mam też kilka koncertów, które transmitowała Trójka, między innymi koncert grupy Camel w Sali Kongresowej, Grzegorza Turnaua w M1 oraz kilka koncertów z Jazz Jamboree. Od Krzysztofa Jaślara otrzymałem oryginalne nagrania Kabaretu TEY, które odrestaurowałem w studio i obecnie mam na szpuli programy, które nigdy nie były publikowane. Lubię twórczość kabaretową. 

Voice Shop

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.