Polscy kolekcjonerzy - pod urokiem Madonny

"Polscy kolekcjonerzy" to seria, w której prezentujemy wasze wspaniałe kolekcje. Nasi czytelnicy dzielą się tutaj miłością do czarnego krążka. Będziemy starali się regularnie przedstawiać Wam sylwetki kolejnych kolekcjonerów. Jeśli chcecie u nas zagościć, piszcie na maila: kontakt@psychosonda.pl

O dwóch fanach Madonny

Nazywam się Kamil i jestem wieloletnim kolekcjonerem muzyki. 10 lat temu, razem z moim kolegą, Maćkiem, stworzyliśmy stronę internetową, która ukształtowała mój sposób kolekcjonowania płyt. I o tym chciałbym w tym miejscu opowiedzieć.

Każdy z nas zajmował się zbieraniem płyt już na przełomie lat 80. i 90., jednak profesjonalnie staliśmy się kolekcjonerami na początku lat dwutysięcznych. Jesteśmy fanami Madonny, dlatego nasze kolekcjonerstwo początkowo skoncentrowane było praktycznie tylko na jej wydawnictwach i polegało na stopniowym uzupełnianiu zbiorów o kolejne tytuły albumów i singli. Z biegiem lat odkrywaliśmy różnice pomiędzy poszczególnymi wydaniami na CD i winylach. Zaczęliśmy interesować się techniczną stroną tworzenia płyt, analizując informacje ukryte w numerach matrix i winylowych run-out-groove’ach.

Czasami niektóre osoby pytają nas o „największe okazy” w naszych kolekcjach. W tym miejscu warto byłoby wymienić serię unikatowych wydań, których mamy wiele, ale nam zawsze przychodzą do głowy te wszystkie najzwyklejsze rzeczy, od których to wszystko się zaczęło. Ojciec Maćka już w latach 80. kupował mu pierwsze winyle w RFN. Maciek miał też to szczęście, że jako nastolatek brał udział w pierwszej premierze płyty Madonny w Polsce, która pokryła się z premierą światową. Był maj 1990 roku, a on udał się z Łodzi, w której wtedy mieszkał, do warszawskiej Hali Mirowskiej i w dniu premiery kupił winyl "I’m Breathless", wytłoczony przez Polskie Nagrania. U mnie wygląda to podobnie. Czczę jak relikwie swoje pierwsze kasety zakupione na początku lat 90. Czuję ogromną euforię, gdy biorę do ręki swoje pierwsze CD. Nadal je mam i chociaż nie są to rzadkie wersje tych albumów to są dla mnie bezcenne. Zresztą po latach fajnie było odkryć, że z niejasnych powodów udało mi się wtedy w lokalnym sklepie dostać wersje amerykańskie lub nawet kanadyjskie płyty, które wtedy akurat wychodziły.

Trudno byłoby nazwać nas kolekcjonerami w tamtym czasie. Ot fani kupujący płyty. Dla mnie początkiem kolekcjonerstwa był roku 2000. Kupiłem wtedy niemiecką wersję 4-trackowego singla Madonny - "American Pie". Byłem tak podekscytowany obecnością remiksów, wyglądem creditsów i okładką, że czułem, że każdy kolejny singel, który pojawi się w sprzedaży, będzie na pewno mój. I tak było w rzeczywistości. Wpadłem na dobre. Później pojawiło się Allegro. Nagle to, co wydawało się niedostępne i zupełnie nieznane w świecie bez Internetu, było na wyciągnięcie ręki, gdy świat online stawał się coraz bardziej znany.

Zaglądanie płytom w dziurki

Nasze drogi zeszły się kilkanaście lat temu. Wśród fanów Madonny trudno było szukać wtedy kolekcjonerów, którzy podzielaliby nasz entuzjazm do technicznej strony produkcji płyt. Nas natomiast pochłaniało „zaglądanie płytom w dziurki” i analizowanie poszczególnych symboli i oznaczeń. A początki tej zabawy były naprawdę trudne i czasem frustrujące…

Wielkie wytwórnie nie prowadzą zwykle jasnej i przejrzystej polityki wydawniczej. Z tego powodu w Internecie łatwo znaleźć można bazy danych, które obarczone są licznymi błędami lub traktują wydawnictwa tak pobieżnie, że w zasadzie nie stanowią one rzetelnego źródła informacji. Zbieranie tych wszystkich danych było dla nas jak odkrywanie nowego kontynentu. A początkowo zajmowaliśmy się wyłącznie płytami CD. 27 lat, które Madonna spędziła pod skrzydłami Warner Music (1982-2009) to przedział czasu, który nadal potrafi zaskakiwać czymś, o czym nie mieliśmy dotąd pojęcia. Mnogość tłoczni rozsianych po całym świecie, zamykanie starych, powstawanie nowych, fuzje – wszystko to ma swoje odzwierciedlenie w tym, co kryją w sobie matrixy. Dodruki wydawnictw, zmiany inżynierów dźwięku, ewolucja numerów katalogowych to tylko niektóre z naszych zainteresowań, które obraliśmy sobie za cel. Oczywiście prowadzenie badań, dysponując materiałem liczącym wtedy „zaledwie” kilkaset własnych pozycji, nie prowadzi do twórczej weryfikacji stawianych hipotez. Z tego powodu zamęczaliśmy znanych nam fanów prośbami o skany posiadanych płyt. Gromadzenie tego materiału zainspirowało nas do utworzenia strony internetowej, która byłaby bazą wydawnictw. W ten sposób w sierpniu 2010 roku strona www.madonnadiscography.pl pojawiła się online.

Powołanie do życia strony internetowej było strzałem w dziesiątkę. Od początku prowadzona była w języku angielskim. Natychmiast przyciągnęła kolekcjonerów z całego świata, którzy regularnie powiększali bazę o kolejne tłoczenia różnych tytułów. W międzyczasie prowadziliśmy nieustannie swoje „dziurkowe śledztwa”, które stopniowo przeniosły się na grunt winylowych run-out-groove’ów.

Wszystko to, czego dowiadywaliśmy się na temat tłoczeń, ma swoje odzwierciedlenie w sposobie katalogowania wydawnictw na naszej stronie. Biorąc pod uwagę fakt, jak szybko powiększała się baza czynnych użytkowników, wnioskujemy, że kolekcjonerstwo oparte na szczegółach technicznych tłoczeń ma się dobrze i jest dla wielu ekscytujące. Mimo że Madonna wypuściła zaledwie kilkanaście albumów studyjnych i towarzyszących im singli, w bazie mamy obecnie kilkanaście tysięcy różnych pozycji. Jest to wynikiem różnic m.in. w numerach matrix i run-out-groovach.

W prowadzeniu strony skupiamy się na aktualizowaniu bazy wydań oficjalnych, jednocześnie dbając o właściwą dokumentację zdjęciową i szczegółowy opis technicznych aspektów tłoczenia. Strona jest także bazą informacji przydatnych dla innych kolekcjonerów płyt artystów wydawanych głównie przez Warner Music. Publikujemy artykuły, w których prezentujemy zebrane informacje dotyczące poszczególnych tłoczeń płyt:

  • różnice w numerach matrix na CD i winylach
  • nazwy tłoczni, inżynierowie dźwięku
  • różnice w kolejnych dodrukach
  • różnice w nalepkach info
  • analizy labeli
  • galerie wydawnictw z poszczególnych państw

Naszym dużym osiągnięciem wydaje się być to, że analizami numerów matrix zainspirowaliśmy wielu kolekcjonerów, a także, konkurencyjne dla naszej strony internetowe.

Czym jest moja pasja?

Czym dla mnie jest moja pasja? Łapię się na tym, że po comiesięcznym opłaceniu rachunków, niezwykłą frajdę sprawia mi znajdowanie czegoś, co było na mojej want-list od jakiegoś czasu. Osobiście nie kręci mnie aż tak bardzo kolekcjonowanie okazów i rzadkich promówek, ale niezwykle cenię sobie pierwsze tłoczenia. Szczególnie, jeśli dotyczy to płyt z lat 70., 80. i 90. Cieszą mnie wznowienia, tak powszechne obecnie, ale nie ukrywam, że mam do nich również ambiwalentny stosunek ze względu na często nie najlepszą jakość dźwięku. Nie zmienia to faktu, że z wypiekami na twarzy wyczekuję każdorazowo wznowień płyt z okazji Record Store Day. Ta niepewność, czy uda się kupić limitowaną wersję ulubionej płyty ma w sobie coś ekscytującego.

W ostatnich latach można zauważyć wysyp płyt winylowych w przeróżnych kolorach, kombinacjach, odcieniach. Nie jestem zwolennikiem tego trendu i nie ukrywam, że najbardziej cieszą mnie klasyczne czarne płyty. Chyba że jest to pozycja z listy moich najbardziej ulubionych, wtedy zaopatruję się w całą serię dostępnych wydań.
Często przy zakupie jakiejś nowej płyty pytamy się nawzajem: „sprawdzałeś, kto to tłoczył?”, bo lubimy być na bieżąco z informacjami dotyczącymi funkcjonujących tłoczni i pracujących w nich inżynierach masteringu.

Nasze priorytety

Zarówno dla mnie, jak i dla Maćka, kolekcjonowanie Madonny jest priorytetem. To jest baza. Fanami jesteśmy już od 30 lat (jeden z nas nawet dłużej), ale nasze muzyczne zainteresowania są wszechstronne i często dalekie od muzyki pop. Sam lubię powtarzać, że w razie pożaru w mieszkaniu zabiorę ze sobą komórkę, ładowarkę, portfel i pierwsze europejskie wydanie płyty „Supposed Former Infatuation Junkie” Alanis Morissette. Czasem tak mam, że jeden album staje się dla mnie swoistą obsesją i za wszelką cenę chcę zebrać kolekcję wszystkich wydań. W przypadku wspomnianej płyty to „tylko sześć” wersji winylowych, ale już w przypadku albumu „Erotica” Madonny moja kolekcja liczy blisko sto wydań winylowych, CD i kaset. I jest to ciągle dalekie od punktu, w którym mógłbym powiedzieć: „mam już wszystko”. Z resztą czegoś takiego nigdy nie da się stwierdzić. Nieustannie odkrywamy coś, o czym nie mieliśmy pojęcia. Wydawać by się mogło, że pierwsze tłoczenie może być tylko jedno. Owszem, ale lubię odkrywać, że okładka bywa drukowana na szorstkim papierze i śliskim papierze jednocześnie. Więc już mamy dwa pierwsze tłoczenia! Niektórzy pomyślą, że zwariowałem. Ale mnie to kręci! Zwracam także uwagę na to, aby kupowane przeze mnie wydania były kompletne. Mam tu na myśli również nalepki info. Wydanie z brakującą nalepką info traci dla mnie na wartości.

Zdarza się, że w przypadku niektórych artystów jest jakaś epoka, którą wyjątkowo lubię. Staram się wówczas zebrać wszystkie pozycje, które wiążą się z danym okresem. Obecnie skupiam się na winylach, dlatego moja kolekcja CD ewoluuje już tylko w przypadku Madonny.

Kolekcjonerskie pielgrzymki

Naszymi corocznymi tradycjami stały się wizyty w większych europejskich miastach, które odwiedzamy przede wszystkim ze względu na antykwariaty i sklepy second-hand. Bierzemy również udział w targach płytowych w holenderskim Utrecht, które odwiedzamy od jakiegoś czasu każdego kwietnia. Po takich wizytach baza naszej strony znacznie się powiększa, ponieważ w głównej mierze tam odkrywamy edycje tytułów, o których nie mieliśmy pojęcia. Nawet jeśli nie możemy ich kupić ze względu na cenę, to udaje nam się zdobyć bezcenne zdjęcia. Naszym celem przy kolejnej wizycie w Holandii jest zwiedzenie słynnej tłoczni w Haarlem.

– The Immaculate Collection – kilkanaście wersji CD amerykańskiego wydania
Czasami nawet z lupą staramy się dostrzec wszystkie ważne szczegóły tłoczenia
Różne matrixy tego samego singla – pierwsze i trzecie wydanie
Tak opisujemy płyty z uwzględnieniem różnic w wydaniach
Wydania z błędami (misprint, mispress) są cenne ze względu na swoją wyjątkowość
Nalepki info to bardzo ważna część naszego kolekcjonerstwa
Jak mawia nasz znajomy kolekcjoner z Hong Kongu: „to samo, ale jednak inne”
Nieustannie odkrywamy kolejne wersje labeli kaset
Czasami reedycje przynoszą bardziej zauważalne zmiany
Niektóre z moich ulubionych pierwszych wydań
Alanis Morissette – Supposed Former Infatuation Junkie
Lubię kompletować winylowe wydawnictwa związane z jednym tytułem (John Grant – Pale Green Ghosts i współtowarzyszące EP-ki)
Ulubieni artyści, ulubione tytuły w różnych odsłonach
Voice Shop

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.