Ratujemy okładki płyt winylowych!

W poprzedniej odsłonie serii o ratowaniu płyt winylowych skupiliśmy się na samym nośniku, a dokładnie na usuwaniu rys, jakie powstają przez nieumiejętne obchodzenie się z płytą, bądź nieodpowiednie jej przechowywanie. Ten artykuł poświęcimy ratowaniu okładek płyt winylowych - nie da się przecież ukryć, że przez zapach stęchlizny nieraz rezygnowaliśmy z myśli o zakupie długo poszukiwanego starego wydania.

W obliczu dylematu

Chciałbym powiedzieć, że jest to sytuacja niecodzienna, a sam artykuł ma charakter bardziej ciekawostki niż próby rozwiązania, znanego wszystkim poszukiwaczom wydań z minionego stulecia, problemu. Niestety sytuacja wygląda zgoła inaczej. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie odłożył na bok pożądanej przez niego płyty, bo zapach dosłownie zwalał z nóg. Zazwyczaj jednak, po odsunięciu się na bezpieczną dla zdrowia odległość, przychodzi ten moment zwątpienia. Cena jest na tyle okazyjna, że rozważamy zakup. Okładka poza nieprzyjemnym zapachem, delikatnie pofalowanym materiałem wystawionym na działanie wilgoci, prezentuje się dobrze. Nie mówiąc już o nośniku, którego stan jest dalece lepszy niż zewnętrzna okładka. Pamiętam swój pierwszy taki dylemat. Kompletnie nie wiedziałem, co zrobić z tą płytą, bo oczywiście w myśl zasady "martwić będziemy się później", kupiłem ją.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co zrobić z takim przypadkiem. Pocieszeniem było dla mnie jedynie przeświadczenie, że nie jestem sam z takim problemem. Walka z pierwszą okładką trwała dosłownie kilka tygodni. Dzisiaj pacjent żyje, nie pachnie już stęchlizną, jednak efekt nie jest w pełni zadowalający. Na przykładzie kilku swoich płyt przedstawię Wam różne, alternatywne drogi.

Domowe metody usuwania zapachu stęchlizny

Wspomniana wyżej płyta była dla mnie bardzo ważna - pierwsza płyta zespołu Kult. Kosztowała dosłownie kilka złotych, niestety obok idealnego nośnika miałem niezłą okładkę z gratisowym, niezbyt przyjemnym zapachem. Nie zabijał, ale skutecznie neutralizował radość. 

Pierwszą myślą, jaka przechodzi przez moją głowę jest zawsze wypróbowanie domowego specyfiku: wiadomo, że z neutralizacją zapachów najlepiej radzi sobie ocet oraz soda oczyszczona. Pierwszy specyfik należy rozrobić w proporcji 1:1 z wodą, przelać do pojemnika z atomizerem i spryskać przedmiot, z którego mamy zamiar usunąć zapach. Po takim eksperymencie należy schować płytę do szczelnego worka, od czasu do czasu wpuszczając świeże powietrze. Efekt tego zabiegu należy określić jako połowiczny. Nasza okładka teraz pachnie mieszaniną piwnicy oraz octu... moim następnym krokiem były poszukiwania poradnika pt. "Jak usunąć zapach octu?". Zdecydowanie odradzam ten zabieg. 

Kolejnym sposobem jest zastosowanie sody jako naturalnego neutralizatora zapachów, dla wzmocnienia efektu można zastosować olejki eteryczne. Proporcje? Tak naprawdę zależne są od tego, jaki efekt chcemy uzyskać. Większa ilość olejków eterycznych spowoduje, że okładka przejmie ich zapach. Używając samej sody uzyskamy bardziej "świeży" zapach. Niestety również ta metoda nie jest wolna od wad. Aby taka mieszanina była skuteczna, musi dostać się w każdy zakamarek, inaczej zapach bardzo szybko powróci. Czy jest ktoś, kto chciałby po roku czasu przy każdym wyjęciu płyty wysypywać przy tym biały proszek? Sytuacja niezręczna, zwłaszcza gdy chcemy pochwalić się płytą przy znajomych melomanach. Nie mówiąc już o tym, że proszek może doprowadzić do zabrudzenia i w konsekwencji uszkodzenia nośnika!

Opisane powyżej metody nie bez powodu zostały przedstawione w formie anegdoty, aniżeli w poważny sposób. Nie zachęcam do ich stosowania. Nie dają na tyle satysfakcjonującego efektu, by poświęcać im czas. Na rynku dostępne jest wiele profesjonalnych preparatów, których zastosowanie daje szybszy i lepszy efekt.

Profesjonalne preparaty

Już za kilkadziesiąt złotych możemy nabyć preparat o szerokim zastosowaniu w usuwaniu zapachów. Tym razem nie będę podawał żadnej marki, rynek oferuje bardzo zbliżone jakościowo produkty, a ukierunkowanie was na jedną z nich nie ma sensu. Preparaty tego typu usuwają zarówno zapach stęchlizny, jak i szereg innych zapachów. Ich działanie jest naprawdę imponujące. Zwykle wystarczy jednorazowa aplikacja preparatu, by po przewidzianym przez producenta czasie zapach zniknął lub stał się mało wyczuwalny. 

Środki ostrożności

Dane mi było stosować kilka, popularnych na rynku preparatów. Z tego samego względu, co soda oczyszczona odradzam wszelkiego rodzaju granulaty. Są skuteczne, jednak stosowanie ich z delikatnym nośnikiem jest bardzo ryzykowne. Drugi rodzaj sposobu aplikacji prezentują preparaty z rozpylaczami płynów. Należy używać ich ostrożnie, zbyt duża dawka płynu spowoduje pofalowanie materiału, pojawienie się nieusuwalnych plam tudzież zmianę koloru druku na okładce! Zbyt mała dawka będzie wymagała kilkukrotnej aplikacji. 

Wybierając preparat do dezynfekcji warto zwrócić uwagę na opis producenta. Produkty opisane jako w 100% neutralne będą opierały się o te same materiały, jakie możemy znaleźć w domu. Na innych zauważymy dopisek, że pozostawiają świeży morski, leśny czy też owocowy zapach. Nie należy ich traktować jako typowe neutralizatory zapachów, a bardziej preparaty maskujące ten pierwotny. 

Najlepiej z zadaniem radzą sobie preparaty do zastosowań profesjonalnych. Niestety one też nie są wolne od wad, poza wysoką ceną, to często agresywna chemia. Nie sposób jest przewidzieć efektu długotrwałego oddziaływania specyfików na nośniki.

Ozonowanie

Czy jest zatem sposób bezpieczny i zarazem w pełni skuteczny? Tak, tym sposobem jest ozonowanie, jednak okazja do jego zastosowania nie trafia się często. Wykorzystuje się w tym celu ozon, czyli gaz o silnych właściwościach utleniających. Właściciele samochodów z klimatyzacją na pewno niejednokrotnie mieli okazję zobaczyć ten proces na żywo. W pojeździe umieszcza się specjalny ozonator, którego przewody znajdują się w kratkach nawiewowych, po włączeniu klimatyzacji oraz samego urządzenia, pozostawiamy je na około pół godziny. Po tym czasie należy wywietrzyć samochód, które jest już wolny od wszystkich zarodników grzybów. 

Co stoi więc na przeszkodzie, by w tym pojeździe umieścić kilka okładek płyt winylowych? Przy okazji ostatniego uzupełniania czynnika chłodniczego zrobiłem ozonowanie układu, na przednim siedzeniu zostawiłem kilka okładek. W wycięciu służącym do wkładania do środka nośnika zainstalowałem prowizoryczne "rozwieracze", by ozon dostał się również do samego środka. Efekt dosłownie przerósł moje oczekiwania. Od tamtego czasu, gdy tylko trafi mi się piwniczny egzemplarz - poza oczywistym wietrzeniem na świeżym powietrzu - zabieram go na ozonowanie. Jest to w pełni bezpieczny sposób zarówno dla samych okładek jak i nośnika, który w ostateczności ma na dłużej zagościć w ich wnętrzu. Biorąc pod uwagę, że ozonowanie układu musimy wykonywać okresowo (dla własnego zdrowia!) ta metoda usuwania zapachu z okładek nie będzie generować żadnych dodatkowych kosztów!  

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.