Skazy na kolorowych płytach - skąd się biorą?

Kolorowe płyty winylowe cieszą się coraz większą popularnością. Coś, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu można było traktować jako miły wyjątek, ciekawostkę dzisiaj staje się codziennością. Kolorowe wydawnictwa nie są już domeną limitowanych wydań, artyści oraz wydawcy coraz częściej wybierają różnorodne barwniki podkreślając tym charakter płyty, nawiązując do okładki czy też nie informując wcześniej robią niespodziankę nabywcy. Kolorowe płyty pociągają za sobą jednak kilka problemów – jednym z nich są skazy na ich powierzchni. Skąd się biorą?

Wizyta w tłoczni

Chcąc dowiedzieć się najwięcej o problemie skaz na kolorowych płytach, konieczne będzie prześledzenie fragmentu procesu tłoczenia płyt winylowych. Pomimo ciągle rosnącej popularności kolorowych wariantów, najczęściej wybieranym wciąż pozostaje czarny. Jest to bardzo ważna uwaga w kontekście dalszej historii. Płyty winylowe produkowane są z granulatu, który zabarwiony trafia bezpośrednio do tłoczni w dużych paczkach – 25 lub 1000 kilogramowych. Polichlorek winylu w postaci bardzo drobnych granulek nie może być jednak bezpośrednio użyty do tłoczenia. Należy go podgrzać i przekształcić w plastyczną masę, która dopiero trafi do maszyny tłoczącej. Do podgrzania i uformowania masy służy maszyna nazywana ekstruderem. Wsypujemy do jej zbiornika granulat, ustawiamy odpowiednie parametry i czekamy. Należy pamiętać, że w przypadku zbyt mocnego podgrzania polichlorku winylu ulega on niszczeniu, wydzielając przy tym trujący gaz! Etap podgrzewania w ekstruderze jest z tego powodu bardzo istotny, zarówno z punktu widzenia jakości nośnika jak i zdrowia pracowników. Przegrzanie materiału nie wpływa jednak na powstanie na powierzchni płyty odbarwień, zmian koloru czy też różnego rodzaju smug. Po jego uplastycznieniu się można za pomocą jednego przycisku uzyskać porcję winylowej masy – wygląda ona jak muszla ślimaka. Pozostaje nam już tylko wytłoczyć płytę! 

Na dolną matrycę układamy jeden label, na niego masa oraz drugi label. Tak przygotowaną "kanapkę" wkładamy do maszyny tłoczącej i czekamy na czary... Po wyjęciu płyty otrzymujemy piękną, jednolitą… wróć! Ta historia nie ma swojego szczęśliwego zakończenia. Płyta wytłoczą się co prawda prawidłowo, na jej powierzchni pojawiły się jednak czarne smugi, zacieki. Brudna matryca? Nie tym razem. Winowajcą jest granulat, jednak nie ten, który użyliśmy do tłoczenia bieżącej partii, a pozostały po tłoczeniu wcześniejszych płyt, które były koloru czarnego. Pracownik przy zmianie koloru granulatu niedokładnie wyczyścił pojemnik ekstrudera, przez co resztki starego materiału połączyły się z nowym granulatem tworząc jednolitą masę, jaka następnie trafiła do podajnika.

Dalsza droga

Na pewno wiele osób zacznie się zastanawiać dlaczego tak duże, ewidentne skazy kolorystyczne nie zostały wyłapane przez pracownika, a płyta nie trafiła do odrzutów? Wszystko tak naprawdę zależy od klienta oraz poniekąd od rodzaju tłoczni. W przypadku zamawiania kolorowych tłoczeń dobra tłocznia powinna dokładnie wyczyścić maszynę z poprzedniego granulatu, wykonać kilka tłoczeń próbnych, by mieć pewność, że płyta będzie spełniać oczekiwania klienta. Taka usługa kosztuje tłocznię sporo pracy, a ta wiadomo – wiąże się z kosztami. Niektóre tłocznie pobierają za taką usługę opłatę, inne nie, jest ona wliczona w koszt produkcji. Na życzenie klienta możliwe jest również… nieczyszczenie ekstrudera. Będą skazy? Trudno, produkcja będzie jednak tańsza. Mniej istotną rolę odgrywa zautomatyzowanie procesu tłoczenia. W tym wypadku sprawa jest prosta – gdy za sterami maszyny tłoczącej stoi człowiek, powinien bez problemu wyłapać takie defekty, w przypadku automatów bardzo często może się okazać, że proces weryfikacji przeprowadzi finalny nabywca nośnika. 

Voice Shop

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.