7 wakacyjnych miejsc, w których chciałbyś posłuchać płyt, ale raczej tego nie zrobisz

Wakacje w pełni, urlopy, wyjazdy, wyprawy. Czasem przypieka nas ostro słońce (ktoś jeszcze nie wierzy w ocieplenie klimatu?), a czasami, jak dziś, lipiec smęci deszczem i szarówką za oknem. Zmęczeni całorocznym zasuwaniem w biurach, fabrykach, sklepach AGD, machając ścierką na zmywaku, albo wymieniając filtr powietrza w wysłużonym Passacie, nie martwimy się jednak pogodą. Nic nas nie powstrzyma przed wyruszeniem w świat.

Dubrowinik, Majorka, Malta, Dominikana, jezioro Wdzydzkie, a nawet chatka na działce pod Radomiem – czekajcie, nadchodzimy... Jest jednak jedna rysa na tej wyczekiwanej sielance: musimy zostawić w domu naszą winylową pasję. W tych miejscach – choć tam najbardziej by smakowało – płyt sobie nie posłuchamy...

 1. Plaża w Gjipë 

    Albańska Riwiera. Biały, delikatny piasek, który pieści stopy, woda tak przezroczysta, że możesz policzyć kamyki na dnie, zmrożona rakija, 50 centów za kieliszek, świeżutki, pachnący okoń na talerzu, przyjazne Albanki, uśmiechające się zawadiacko spod czarnych brwi... I brakuje tylko cichutkiego, klawiszowego tła z twojego wysłużonego Technicsa. 

 2. Szlak na Babią Górę 

    Pot ścieka po plecach, oddychasz głęboko, dziarsko maszerujesz wśród gęstwiny świerków, a za drzewami migają rozległe pejzaże Beskidów. Uśmiechasz się do siebie, myśląc o zimnym piwie i drewnianej pryczy w schronisku, do którego dotrzesz wieczorem. I tylko trochę smutno, że zamiast winylowej epki The Doorsów, jesteś skazany na brzęczenie mp3jki. No chyba, że ktoś w schronisku wyciągnie gitarę... 

 3. Szosą do Władysławowa 

    Serpentyny szos wiją się aż po horyzont. Dzieciaki wreszcie zasnęły na tylnim siedzeniu, a żona czyta „Przekrój”. Też troszeczkę drzemie. Uśmiechasz się do siebie i nie martwisz się, że jeszcze cztery godziny drogi przed tobą. Nie myślisz o kempingowych komplikacjach (których z pewnością nie unikniesz) i tłumach na plaży. Teraz liczy się radość drogi i nic więcej. I tylko czasami stłumione dźwięki stacji radiowej przypominają ci, że przez cały tydzień nie posłuchasz muzyki tak, jak została stworzona. Z płyty. 

4. Grill na działce 

    Najlepszy przyjaciel wyciąga zza pazuchy butelkę swojskiego wina z porzeczek. Każdy musi od razu spróbować i ocenić kumpla kunszt. Grill rozsiewa czosnkowe zapachy, dziewczyny głośno się śmieją z twojego żartu, a teściu zagaja rozmowę o wczorajszym meczu. Czasami nie trzeba daleko pojechać, żeby poczuć prawdziwy spokój i relaks. Tak po prostu odpocząć. I tylko raz przymykasz na chwilę oczy i myślisz z tęsknotą o nierozpakowanym jeszcze Komedzie, który czeka na ciebie w przytulnym domu ze złowrogim „Dzieckiem Rosemary”. 

 5. Pod namiotem 

    To ona wyciągnęła cię w Bieszczady. Po całym dniu włóczęgi po Połoninach, rozpaliliście (dyskretne) ognisko w niedozwolonym miejscu, najedliście się kanapkami z pasztetem i wypiliście butelkę białego, nie najtańszego wina. Teraz leżycie w namiocie na pustkowiu, a ciszę przerywa tylko jej cichy oddech. Gdybyś tylko mógł usłyszeć teraz w tle Serge Gainsbourg’a, to nic nie brakowałoby ci do pełni szczęścia. 

 6. W kajaku 

    Wreszcie wyrwałeś się z biura. Cały rok oszczędzałeś urlop, żeby teraz przez trzy tygodnie nie myśleć o premii, której nie dostałeś, o awansie, który dostał kolega z kadr, o tym, że zlikwidowali wam palarnię i teraz musisz palić na ulicy jak jakiś żul. Machasz spokojnie wiosłem i tylko czasami zerkasz na niebo, czy aby nie zbierają się chmury, żeby w razie potrzeby schować się z kajakiem w przybrzeżnym zagajniku. Wcale nie przeszkadza ci rechot żab, skrzek czapli, ani plusk wioseł. Wręcz przeciwnie. W oddali słyszysz stłumioną solówkę Slasha. Tę najlepszą, Sweet Child of Mine. Nawet tutaj nie potrafisz zapomnieć o swojej kolekcji. 

 7. W szpitalu 

    Wiedziałeś, że to nie jest najlepszy pomysł, ale nie mogłeś odmówić. Czasami mężczyzna musi być mężczyzną i już. Tym bardziej, że ona patrzyła na ciebie badawczo i czekała na decyzję. Lot na paralotni nie był nigdy na twojej „bucket list”. No ale słowo się rzekło. 

    Już w górze, w pewnym momencie przestałeś żałować. Miniaturowe prostokąty pól, cienkie nitki dróg, albo rzek – nie wiadomo, za wysoko, żeby ocenić, lodowaty, orzeźwiający wiatr, który w środku upalnego lata przypominał ci, jak wysoko się znalazłeś. A później było doskonałe, spokojne lądowanie. I nie masz zupełnie pojęcia, jak to się stało, że złamałeś nogę w kostce. Leżysz w szpitalnym łóżku, obok siedzi ona i trzyma cię za rękę z lekkim poczuciem winy na twarzy, środki przeciwbólowe utrzymują cię w miłym oszołomieniu, a myśl, że urlop przedłuży się o długie L4 sprawia, że wcale nie przejmujesz się wypadkiem. 

    Nagle podnosisz się na łokciu i rozglądasz za kontaktem. Ona popycha cię lekko na poduszkę. „Nie, kochanie. Nie wydaje mi się, że będziesz mógł podłączyć tutaj gramofon.” Patrzysz na nią rozczarowany. „Trzeba było bardziej uważać, głuptasie” , mówi i całuje cię w czoło. 

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.