Zeszklenie, czyli podstępna choroba płyt winylowych

Czasami, zwłaszcza przy dawnych wydaniach płyt, trafiamy na specyficzne uszkodzenie nośnika - matowe plamy lub smugi. Pod względem akustycznym objawia to się szumem w miejscach przebarwień, a im dłużej trwał proces zeszklenia, tym szum jest większy, w skrajnych przypadkach praktycznie zagłuszający muzykę. Brak naszej reakcji w początkowym stadium „choroby” spowoduje całkowitą degradację winyla.

Co ciekawe, nie ma znaczenia, czy był on wielokrotnie odtwarzany, czy też leżał bezczynnie przez wiele lat. Nie jest istotne też, jak bardzo dbamy o swoją kolekcję, trzymając płyty w oryginalnej folii, w specjalnej koszulce, czy po prostu bez zabezpieczenia okładki. Istotne jest w jakich warunkach znajduje się sam nośnik. Można zaobserwować następujące rodzaje uszkodzeń: w kształcie zbliżonym do litery V, jako rozległe obszary przypominające plamy tłuszczu albo przetarcie szorstkim papierem. Drugi rodzaj uszkodzeń to ślady przypominające strużki wody. O ile płyta z wyraźnymi plamami jest nie do uratowania, o tyle gdy zmatowienie dopiero zaczyna się pojawiać, da się to powstrzymać, a przynajmniej zwolnić tempo narastania problemu - o tym będzie mowa w dalszej części artykułu.

Czym jest zeszklenie?

Zacznijmy od wyjaśnienia, co tak naprawdę dzieje się z płytą. Mamy do czynienia ze zeszkleniem, czyli nieodwracalnym procesem chemicznym, polegającym, najprościej ujmując, na dyfuzji cząsteczek pomiędzy polietylenem lub innym polimerem, z którego wykonano kopertę, a polichlorkiem winylu, będącym podstawowym materiałem, z jakiego wykonano nasz LP. Jak wspomniałem wcześniej, ma ono dwojaką postać, powiązaną ze sposobem przechowywania longplayów. Rozległe plamy, jakie pojawiają się na powierzchni płyty, są wynikiem odchlorowania winyla, powodując zmatowienie również w głębi rowka. Ponieważ jest to proces chemiczny, nie ma żadnej możliwości uratowania tak uszkodzonego krążka. 

Aby zeszklenie nastąpiło, musi być spełnionych kilka warunków. Po pierwsze - płyta jest umieszczona w kopercie z folii polietylenowej, dość grubej, o gładkiej powierzchni, często stosowanej przez Polskie Nagrania do połowy lat siedemdziesiątych. Nawet hybrydowe koszulki (papierowe wyłożone folią), mogą doprowadzić do owej „choroby”. I tu zaczyna się najgorszy sen kolekcjonera. Uszkodzenie wynika tak naprawdę z dbałości o płytę, a zwłaszcza o zachowanie oryginalnych kopert czy obwolut. Gdy dodamy do tego ustawienie albumów w metalowym lub plastikowym stojaku, nieszczęście gotowe. 

Okazuje się, że zeszklenie w kształcie litery V idealnie pasuje do drucianych stojaków, popularnych w latach siedemdziesiątych, zaś rozległe plamy - do plastikowych z lat osiemdziesiątych. Problem wynika z tego, że w połączeniu z grubymi foliami typu LDPE, działają one jako katalizatory reakcji, znacznie ją przyspieszając. 

Kolejnymi czynnikami, które powodują opisywaną reakcję, jest brak wentylacji, wysoka temperatura i nacisk, który może być wywołany płytami układanymi w stosy lub mocno ściśniętymi na półce. Ślady w postaci fal powstają w wyniku przyklejenia się folii, co powoduje brak dostępu powietrza do płyty. Według Piotra Kowalskiego z bloga Rytm i Piosenka, im więcej warstw folii (obwoluta okładki, płyta w foliowej kopercie) i im są to materiały o większej grubości, tym zmiany przebiegają szybciej i są bardziej destrukcyjne. Podaje on, że zwłaszcza obwoluty wykonane z grubego PCV, zgrzewanego na brzegach, stosowane przez zachodnie wytwórnie w latach sześćdziesiątych, są najczęstszą przyczyną występowania zeszklenia. Niestety, nie znalazłem żadnych innych opracowań, potwierdzających tę teorię. 

W pracy opublikowanej przez Politechnikę Wrocławską, można znaleźć informacje na temat zeszklenia polimerów w zależności od temperatury. Potwierdzają one fakt, że im mniejsza jest gęstość struktury materiału, tym temperatura występowania zjawiska jest niższa. Według moich obserwacji, kluczowy jest materiał, z jakiego wykonano kopertę, jego gładkość oraz dostęp powietrza do samej płyty. Wpływu obwoluty okładki nie zauważyłem, ale może to wynikać z faktu, że albo mam okładki w fabrycznej folii, albo ze względów estetycznych i praktycznych wymieniłem starą obwolutę na nową.

Jak walczyć z tym zjawiskiem?

Przede wszystkim należy unikać wcześniej opisanych stojaków oraz zadbać, aby płyty były ustawione w pionie i nie były ściśnięte na półce. W popularnych w kręgach kolekcjonerów regałach Kallax, w jednej przegrodzie powinno być od 60 do 70 albumów, w zależności od grubości okładek. Wydań z PRL wchodzi ponad 80, ale wynika to z bardzo cienkiego papieru, używanego na okładki. 

Po drugie trzeba regularnie badać stan rzadko odtwarzanych płyt - wystarczy je dokładnie obejrzeć w dobrym świetle i sprawdzić, czy nie pojawiają się zmatowienia. W mojej kolekcji zauważyłem delikatny ślad na płycie wydanej w 1984 roku. Tą płytą jest DAAB, wydany przez Arston. 

Ponieważ płyta jest dość cenna, to przechowywałem ją w pięknej, zaokrąglonej, gładkiej koszulce z epoki, co okazało się błędem. Jak widać na zdjęciu, początki zeszklenia przypominają kopertówki, są jednak szerokie, mają kształt plam, a sama płyta traci blask. Aby zapobiec takim niespodziankom, warto zaopatrzyć się w nowe koszulki, które powinny mieć przynajmniej dwie cechy: być na tyle sztywne, by przy wkładaniu do okładki nie rolowały się i nie marszczyły, oraz powinny mieć obie strony matowe. Ta druga cecha powoduje, że koperta nie przylega całą powierzchnią do płyty, która dzięki temu jest odpowiednio wentylowana. 

Warto też zwrócić uwagę, czy podczas wyciągania płyty, nie czujemy oporu, lub czy folia nie przykleiła się do niej. Zazwyczaj problem dotyczy płyt wyprodukowanych w Bloku Wschodnim do połowy lat siedemdziesiątych, ale nawet koperty zachodniej produkcji z lat sześćdziesiątych i wcześniejsze, czasami mają tę wadę. Jak wspomniałem wcześniej, dotyczy to też kopert papierowo-foliowych. Co ciekawe, koszulki, które później stosowały Muza i Pronit, mimo iż ich wielkość bywa o wiele za duża, są pod tym względem bezpieczne, a stosowane od lat osiemdziesiątych przez Vifon i Tonpress, pomimo iż o wiele ładniejsze, mogą powodować problemy. Dlatego nawet chcąc zachować oryginalność wydania, należy - profilaktycznie - wymienić wszystkie koperty o gładkiej strukturze, na nowe. 

Na szczęście, nie zawsze jest to droga w jedną stronę. Opiszę przypadek, jaki zdarzył mi się z płytą wydaną przez Opus w 1981 roku. Koperta foliowa tak mocno przykleiła się do krążka, że ledwo go wyjąłem. Jak widać na zdjęciu powyżej, jest pokryta zmatowionymi śladami. Próba odtworzenia skończyła się rozpaczliwym: nieee! Szum był nie do zniesienia. Oczywiście od razu wyrzuciłem kopertę, ale po zastanowieniu się, postanowiłem zostawić płytę „ku przestrodze”, jako egzemplarz demonstracyjny i wsadziłem ją do papierowej obwoluty. Minęło kilka tygodni i gdy przygotowywałem się do tego artykułu, postanowiłem jeszcze raz sprawdzić efekt uszkodzeń, zrobić zdjęcia oraz posłuchać, by opisać stan destrukcji. Okazuje się, że płyta ożyła. Dostęp do powietrza, jaki zapewniła papierowa koperta, prawdopodobnie spowodował, że opary, które skumulowały się w rowkach, wyparowały i płyta znów zaczęła nadawać się do odtwarzania. Czy to jest reguła, czy wyjątek? Wolę nie testować tego zjawiska na innych egzemplarzach. 

Podsumowując - zjawisko zeszklenia pojawia się powoli, trudno je zauważyć i dotyczy nie tylko płyt wydanych przed wieloma dekadami. Dlatego warto regularnie kontrolować stan swojej kolekcji. Dobrze jest mieć zawsze rezerwowe koperty na płyty, by w przypadku zauważenia niepokojących zmatowień, móc od razu zareagować. Co jakiś czas można poruszać ustawionymi na półkach płytami, by wymusić przepływ powietrza w albumach i tym samym uwolnić zbierające się w nich opary. 

Mam nadzieję, że bogatsi o tę wiedzę, unikniemy wielu przykrych niespodzianek.

Foto - Maciej Słowikowski

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.