Piotr Banach – Wu-Wei (2005 / 2018)

Są różne sposoby, aby ogrzać się w mroźny, zimowy wieczór. Na pewno jednym z nich jest pełna dobrej energii i swoistego ciepła muzyka z płyty „Wu-Wei”. Właśnie ukazała się po raz pierwszy na winylu dzięki staraniom Chodzą Słuchy Records.

Winylowy „Wu-Wei” jest wyjątkowy z kilku względów i o każdym z nich chciałbym tutaj pokrótce napisać. Wszystkie one prowadzą do jednej konkluzji: dobrze ten album mieć u siebie na półce. Przy okazji warto się pospieszyć, bo to edycja limitowana do 500 egzemplarzy.

Wu-Wei czyli tak, jak ma być

Ta płyta jest zapewne taka, jak Piotr Banach. A na pewno taka, jak Piotr Banach w wieku lat czterdziestu. Jak sam artysta pisze we wkładce do albumu, postanowił zrobić sobie prezent i w zaciszu domowego studia, z przyjaciółmi za mikrofonem, nagrać płytę. Jest więc szczera i bezkompromisowa. Buja i daje do myślenia.

„Coś więcej niż płyta”

„Kamyk” – urzekająca gitarowa ballada zaśpiewana przez Gutka, mogąca jednocześnie pełnić rolę manifestu Piotra Banacha (jeśli to nie za duże słowo), rozpoczyna ten album. Wprowadza słuchaczy w klimat ciepłych gitar i klawiszy, którym rytm wyznacza elektronika. Dzięki stosunkowo oszczędnej aranżacji atmosfera płyty jest kameralna i swobodna, słucha się tego raczej jak opowieści starego kumpla, a nie rockowego wyjadacza. Zostajemy więc wciągnięci w świat subtelnej elektroniki, reggae i ambitnego, gitarowego popu i instrumentalnych poszukiwań brzmieniowych.

Ale nie o szufladkowanie stylistyczne tu chodzi. Wszystko wydaje się spójną całością, od czasu do czasu zaskakując nieco tekstowym bądź muzycznym mrugnięciem oka (np. w lingwistycznej zabawie Abradaba w „Kurłach”, dość motorycznej i transowej „Duszy”, w której śpiewa Tomasz Lipiński czy bluesującym „Musimy się nauczyć siebie” z Dziun na wokalu, która zresztą ze swoim słodkim i niewinnym głosem tworzy w dużej mierze klimat tej płyty). Te piosenki (a do wszystkich teksty napisał Piotr Banach) to takie podpowiedzi, co zrobić, aby było dobrze nam i z nami.

Chodzą słuchy, że jest dobrze

„Wu-Wei” jest świadectwem pasji nie tylko Piotra Banacha i jego gości, którzy nagrali i wyprodukowali tę płytę 13 lat temu, ale także tych, którzy zadbali o jej winylową edycję. Mówię tu głównie o Piotrze Mamcarzu z Chodzą Słuchy Records oraz Panu Winylu (Tomku Olszewskim). Ta pasja przełożyła się na brzmienie (po masteringu Kamila Łazikowskiego jest ono cieplejsze, co jeszcze bardziej podkreśla pierwotny charakter płyty) oraz na piękne wydanie: w gatafoldzie z 8-stronnicową książeczką i płytą CD w bonusie.

Na winylach znalazły się też dodatkowe utwory, których nie ma na wydaniu CD sprzed lat, z instrumentalnym, hipnotyzującym i odrobinę psychodelicznym „Nynelem” na czele. Płyty są dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych: czarnej i fioletowej.

Kamyk… przyczyną może być lawiny

Kapitalny album w wyjątkowej edycji musiał mieć nietuzinkową premierę. Muzyczna historia, rozpoczęta w warszawskim mieszkaniu na Kabatach w 2005 roku, swój ważny punkt miała jesiennego wieczoru roku 2018. Spotkaliśmy się z Piotrem Banachem 30 listopada w SoundClubie w Warszawie. Przysłuchując się naprzemiennie rozmowie muzyka z Piotrem Metzem oraz dźwiękom z tego nowego winylowego wydawnictwa, nie sposób było nie odnieść wrażenia, że Banach i Wu-Wei to jedno.

Płyta do kupienia na w sklepie Winylowo

Piotr Banach – „Wu-Wei” 2018 | Chodzą Słuchy Records ‎– Chs – 1-2018-12-45, Winylowo Records

Na swoim blogu Pan Winyl umieścił relację z premiery.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Od zawsze życzył Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Pan Winyl
    Pan Winyl 6 grudnia 2018, 22:45

    Cześć!
    Dzięki Marcin za dobre słowa. Ten album zasługuje na ponowne przesłuchanie :) Genialna płyta, cieszę się, że dzięki Piotrowi (Chodzą Słuchy Records) mogłem uczestniczyć w tym wydarzeniu. Piękna płyta i piękne okoliczności winylowej przyrody :)
    Polecam miłośnikom winyli, wszystkim nie tylko fanom Piotra Banacha i Gutka.
    ps. mój najukochańszy numer, śpiewa Alicja Janosz :) „Że z wiatrem raz”
    Pozdrawiam
    Pan Winyl

    • Marcin Mieszczak
      Marcin Mieszczak 6 grudnia 2018, 23:00

      Bardzo mi się podobała ta puenta z rozmowy panów Piotrów: Banacha i Metza, z której jednoznacznie wynikało, że „Wu-Wei” to coś więcej niż płyta, którą się nagrywa, sprzedaje i zapomina. To pewna historia, całkiem osobista, z całym szeregiem epizodów po drodze, która toczy się jak „Kamyk” ;-)

      • Pan Winyl
        Pan Winyl 7 grudnia 2018, 09:53

        Nagrałem całą tę rozmowę i niebawem na moim blogu Panwinyl.pl jej zapis :)
        Rozmowa była Genialna! Słuchałem urzeczony, Panowie Piotrowie mogliby tak rozmawiać godzinami i by mi się nie znudziło :)
        Pozdro
        Pan Winyl