Calexico

Calexico – Edge of the Sun (2015)

Muzyka Calexico jest jak wielobarwna karawana z bardzo wyraźnie zaznaczonym rodowodem. Przemierza świat i wszędzie, gdzie się pojawia, słychać urocze dźwięki, które przywodzą na myśl tajemnicze i pełne przygód westernowe pogranicze Stanów Zjednoczonych i Meksyku (tex-mex).

To właśnie tam w Tucson, Arizona na początku XXI wieku powstał zespół Calexico. Teraz możemy cieszyć dziewiątym studyjnym albumem ekipy dowodzonej przez tandem: Joey Burns & John Convertino.

Wielobarwność

To niemal od samego początku chyba najmocniejszy wymiar twórczości Calexico. Słychać to także na „Edge of the Sun”. Jednym z najjaśniejszych punktów wydawnictwa jest rockowy „Bullets & Rocks” oparty na świetnym, rozdygotanym motywie gitarowym. Odpłynąć można przy zmysłowym „Moon Never Rises”. To dokładnie przy takich dźwiękach powinno spędzać się noce z tequilą. Tajemnicy dotykamy przy „World Undone”. To posępna mieszanka folku i delikatnej psychodelii, która rozpędza się i niczym wyłaniająca się z pustynnych ciemności lokomotywa.

Pomiędzy tym mamy kojący „Tapping on the Line”, w którym głosu udziela inna legenda alt-country Nako Case, rozśpiewany (po hiszpańsku, a jakże) i rozbujany dęciakami „Cumbia De Donde” oraz słoneczny „Beneath City of Dream” (tym razem z Gabi Moreno). Nie uraczysz na tej płycie słabeuszy, które prowokowałyby wstanie z fotela i przesunięcie igły o parę centymetrów w lewo. Wszystko jest na właściwym (czytaj wysokim) poziomie, do którego Calexico przyzwyczaja nas od lat. Z drugiej strony to nie jest przełomowa płyta (przełomu dokonali na „Feast of Wire” z 2003, a poza tym, kto szuka rewolucji w porewolucyjnych muzycznie czasach), to album pełen wielobarwnych opowieści i pięknych melodii. Czyli tego, co chyba w muzyce najważniejsze.

Calexico - Edge of the Sun (2015)

Calexico - Edge of the Sun (2015)

Karawana

Joey i spółka przemierzają świat wzdłuż i wszerz rok po roku. Często widać (i słychać) ich też na Starym Kontynencie, miesiąc temu zajrzeli nawet do Polski, gdzie zagrali wspaniały koncert (nie byłem, ale relację mam m.in. od Maćka Świątka z „Dyliżansa”). Niezwykłe jest to, że załoga Calexico to dość liczna ekipa, o czym można przekonać się na koncertach, gdzie pojawiają się w różnych konfiguracjach. Bywa, że grają w dwójkę, bywa, że z orkiestrą mariachi. Ta nieszablonowość przypomina trochę słynną dylanowską trasę „Rolling Thunder Revue” z lat siedemdziesiątych. Święto, spontan, celebracja… Podobnie jest w studiu, na liście muzyków nagrywających „Edge of the Sun” doliczyłem się 26 artystów.

Winyl został wydany w dwóch wersjach: podstawowej (z której recenzuję) oraz limitowanej deluxe (m.in. turkusowy winyl oraz dodatkowy singiel).

Calexico – Edge of Sun (2015)
City Slang SLANG50072LP
Dystrybucja: Sonic Records

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Od zawsze życzył Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • vinyl_collector
    vinyl_collector 24 grudnia 2015, 11:29

    Więcej recenzji winylowych nowości prosimy!