Marek Pędziwiatr debiutuje jako Latarnik w pianistycznej opowieści o pamięci i przemijaniu

Marek Pędziwiatr jest obecny na scenie już ponad dekadę. Popularność przyniosły mu takie projekty jak EABS i Błoto, za które został dwukrotnie nominowany do Paszportów Polityki. Jednak nigdy nie eksponował swojego nazwiska przez pryzmat tych zespołów, stawiając na pracę kolektywną. Teraz przyszedł czas na debiutancki album pt. Marianna, na którym występuje zupełnie sam jako Latarnik w formule piano solo.

Przez lata rozchwytywany jako producent dla innych artystów lub kompozytor i klawiszowiec dla własnych zespołów, swoją solową działalność odłożył na później. Gdzieś między wszystkimi zajęciami w głowie Marka powoli rodził się “Latarnik”. Już pod nowym aliasem wspólnie z pakistańskim zespołem Jaubi nagrał jedną z najważniejszych płyt 2021 roku - Nafs at Peace, docenioną przez Pitchfork, The Guardian, DownBeat czy Bandcamp.

Latarnik - wielokrotnie nagradzany w ankietach magazynu Jazz Forum jako największy specjalista od syntezatorów w Polsce, postanowił pokazać się słuchaczom od zupełnie innej strony. Inspirowany brzmieniem solowych nagrań Theloniousa Monka, Ahmada Jamala, McCoy Tynera czy Emahoy Tsegué-Maryam Guèbrou, zrezygnował z elektroniki by w intymny sposób, za pośrednictwem wysłużonego, ponad stuletniego fortepianu Steinway & Sons i taśmy analogowej nagrać debiutancki album poświęcony swojej prababci.

Spotkanie z główną bohaterką rozpoczyna się w Maradtken (dziś Maradki), które mimo tego, że ciężko odnaleźć je na mapie, skrywają bardzo ciekawą opowieść o pamięci i przemijaniu. We wczesnej epoce żelaza znajdowała się tam osada obronna zbudowana przez ludność kultury kurhanów zachodniobałtyjskich i tętniła życiem przez wiele wieków. Później wioska została częściowo zniszczona w XVIII w. w wyniku założenia tam cmentarza cholerycznego. Około 1800 roku na niewielkim wzniesieniu wybudowano charakterystyczny młyn, wokół którego kręciło się życie mieszkańców jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. 

Marianna była Mazurką. Urodziła się w 1898 roku, jeszcze pod zaborem pruskim w rodzinie polsko i niemieckojęzycznej. Młodość spędziła wśród ewangelików będąc gorliwą katoliczką, jednocześnie wierząc w pradawne gusła. Potrafiła leczyć ludzi, zbierała zioła, sporządzała mikstury, "zamawiała" choroby. Miała własną filozofię życia opartą na mądrościach ludowych, które stanowiły dla niej swoisty dekalog, ale wierzyła też w niezwykła opiekę "Najświętszej Matuchny". Marianna odeszła w wieku 88 lat, krótko przed narodzinami Marka. Znał ją tylko z opowieści rodzinnych, które pianista zamknął w emocjonalnych kompozycjach znajdujących się na płycie. Marianny nie ma już wśród nas, tak jak nie ma drewnianego młyna w Maradkach. Mimo to pamięć i swoiste przepisy na życie trwają w rodzinie, tak jak przetrwały powidoki historii na starych fotografiach z Maradtken. Jej historia jest uniwersalna. To opowieść o tożsamości, tułaczce, strachu, traumie wojennej i wiecznym niedoborze. To historia całego pokolenia, do którego przynależała Marianna i znamy ją z opowieści naszych dziadków.

Album Marianna ukaże się nakładem Astigmatic Records na CD i LP w wersji podstawowej oraz limitowanej wraz z plakatem B1, a także na wszystkich platformach streamingowych. Premiera krążka zaplanowana jest na Piano Day - 29 marca 2022 roku.

foto: H. Misiaczyk 

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.