2019 / 1981

Irena Jarocka

Irena Jarocka
Serce się raduje, kiedy powstają kolejne reedycje starych polskich winyli. Najpierw Polskie Nagrania zaczęły systematycznie wznawiać najważniejsze pozycje ze swojego potężnego katalogu, a obecnie Agencja Artystyczna MTJ przypomina poszczególne płyty z zasobów Tonpressu i Pronitu. Jedną z nich jest wydany niedawno album Ireny Jarockiej, który oryginalnie ukazał się w 1981 roku.

Muzyka 4*

Nagrywając niniejszy materiał Irena Jarocka była już w pełni dojrzałą artystką z ugruntowaną pozycją na polskim rynku. Dwa lata wcześniej wydała z Piotrem Figlem spójny i ambitny album “Być narzeczoną twą”, koncertowała w kraju i za granicą, a nawet zaczęła grać w filmach. Zapewne wiedziała, że na takim etapie kariery jej następne płyty nie powinny być przypadkowym zbiorem piosenek różnych autorów. Dlatego liczbę osób odpowiedzialnych za powstający krążek ograniczyła do minimum. Są to właściwie tylko dwaj kompozytorzy: Wojciech Trzciński i Tadeusz Janik (wyjątek stanowi utwór napisany przez Jacka Mikułę), którzy na przemian dyrygowali poznańską orkiestrą PR i TV - jedynym zespołem udzielającym się na całej płycie. Choć poszczególne piosenki są różnorodne i nawet wywodzą się z kilku gatunków muzycznych, wyraźnie słychać, że nad całym przedsięwzięciem czuwał wciąż ten sam skład. 

Album otwiera “Witajcie w moim świecie” - rewelacyjny utwór w stylu disco, który kilka lat temu odświeżył Karol Aleksander dla kultowego już labelu The Very Polish Cut Outs. Oryginalne nagranie Jarockiej jest tak pulsujące i dobre, że niewiele trzeba było w nim zmieniać. Następne piosenki mają już zupełnie inny klimat, bowiem na płycie dominują przede wszystkim brzmienia… country. Gatunek ten zestarzał się o wiele gorzej niż funk i disco, jednak patrząc z perspektywy roku 1981 była to muzyka modna i w polskim wykonaniu dotychczas rzadko spotykana. Inną wokalistką, która obok Ireny Jarockiej postanowiła włączyć aranżacje country do swojego repertuaru była Urszula Sipińska. Dla obu pań okazało się to dobrym posunięciem, które pomogło im przetrwać boom rockowy. Jak już wspominałem, nie jest to jednak płyta monotonna. Dzięki mocno wyeksponowanym chórkom i charakterystycznej melodii, utwory takie jak “Bliski sercu dzień” i “Póki drzewa jeszcze w kwiatach” nieśmiało ocierają się o gospel. Oprócz wymienionego wyżej “Witajcie w moim świecie” trochę życia wprowadza szybszy utwór “Gorzki rok” - kolejny mocny punkt na trakcliście. Osobną historią jest wydana swego czasu na singlu piosenka “Mam temat na życie” (początkowo był to również roboczy tytuł całego albumu), w której sentymentalny nastrój miesza się z zabawami słownymi. Cała płyta bardzo dobrze prezentuje wokalne i interpretacyjne możliwości Ireny Jarockiej, jak również muzyczny klimat przełomu lat 70. i 80. 

Tłoczenie 5*

Miałem okazję porównać reedycję z pierwszym wydaniem Pronitu i jestem pod ogromnym wrażeniem nowego brzmienia. Winyl został wytłoczony zgodnie ze współczesną sztuką - jest cięższy i bez żadnych wad produkcyjnych. Dźwięk natomiast jest pełniejszy, bardziej dynamiczny, co w przypadku płyty nagrywanej z towarzyszeniem orkiestry ma ogromne znaczenie. Nareszcie słychać wszystkie aranżacyjne smaczki, dzięki którym docenić można kunszt muzyków zaangażowanych w tworzenie albumu. Utwory zostały także odpowiednio, aczkolwiek nie przesadnie, podgłośnione. Myślę, że to kwestia nie tyle tłoczenia, co znakomitego masteringu Damiana Lipińskiego, który współpracując z MTJ przy innych reedycjach wyspecjalizował się w odświeżaniu starych polskich nagrań. Dobra robota! 

Wydanie 4*

Pierwsze, co się rzuca w oczy, kiedy weźmiemy do ręki niniejszą reedycję i zestawimy ją z pierwszym wydaniem, to nowa okładka, a dokładniej fotografie artystki. Zastosowano tu drobny lifting, zniwelowano archaiczny filtr wykorzystany w oryginalnych zdjęciach, przez co całość jest wyraźnie ciemniejsza, a barwy chłodniejsze. Nie wiem czy to nie jest zbyt duża ingerencja, chociaż realizatorom nie można odmówić dobrych intencji. Ostatecznie jakość zdjęć została znacznie poprawiona. O PRL-owskim papierze, na którym drukowano okładki nie chcę się wypowiadać. To oczywiste, że nowe wydanie ma się do starego jak dzień do nocy. Naturalnie chciałoby się trochę więcej: wkładki z tekstami, dodatkowych zdjęć z sesji fotograficznej itp., jednak pamiętajmy, że materiał wyjściowy był stosunkowo ubogi. 

Podsumowanie

Płyta nieco zapomniana, obecnie ważna właściwie wyłącznie dla fanów Ireny Jarockiej, została przez MTJ potraktowana z ogromnym szacunkiem. Jakościowo nie odbiega od reedycji największych polskich i światowych klasyków. Gdybyście mieli posiadać w swojej kolekcji wyłącznie jeden album tej legendarnej piosenkarki, jest to najlepszy wybór. 

Link do oficjalnego sklepu MTJ.

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.