100 najodważniejszych polskich piosenek Sprawdź

Opvs Contra Natvram

Autor
Marcin Bieniek
Data publikacji
04.10.2022
Dział
Udostępnij
„Opvs Contra Natvram”, to najnowszy, dwunasty album grupy Behemoth, który powstawał w okresie pandemii. Czy ten trudny czas wpłynął rewolucyjnie na muzykę zespołu? Nie do końca, choć na płycie nie brakuje zaskoczeń.

Gdy piszę tę recenzję, Behemoth jest właśnie gdzieś w trasie między Londynem i Paryżem, gdzie zaprezentuje swoje show kolejnym tysiącom fanów. Zespół ma już za sobą w tym roku długą trasę po USA. Sięgam po bogato wydaną wkładkę dodaną do winylowego wydania „Opvs Contra Natvram” i tutaj też wszystko się zgadza. Nad ostatecznym kształtem krążka pracowali m.in. odpowiedzialni za miks Joe Barresi (Queens of The Stone Age, Tool, Nine Inch Nails) i mastering Bob Ludwig (Metallica, Ozzy Osbourne, Rush). Behemoth to czołówka światowego metalu i grania w ogóle, współpracujący z najlepszymi. To ich ogromne osiągnięcie.

Ale wydaje mi się, że jeszcze większym sukcesem Behemoth jest to, że osoba taka jak ja, spoza bańki - nazwijmy to ogólnie - ekstremalnego metalu, której nie po drodze z radykalnym przekazem Nergala, wsiąka w każdą ich płytę, daje się oczarować teledyskom, koncertom i całemu temu wizualnemu szaleństwu, towarzyszącemu kolejnym wydawnictwom. W muzyce szukam przede wszystkim pasji i zaangażowania. Od zespołu, który wychodzi na scenę w zwykłych t-shirtach, wolę widowisko. Od teledysków nakręconych w sali prób, intrygujące obrazy współgrające z piosenką. Od tekstów - treści z którymi warto się skonfrontować. I Behemoth tego wszystkiego dostarcza. 

„Opvs Contra Natvram” pod tym kątem również nie zawodzi. To nadal ambitny Behemoth, który na każdym kroku stara się dorównać swoim poprzednim wydawnictwom, a jednocześnie wejść na nowe tory. To płyta zdecydowanie mniej „przebojowa”, a dużo bardziej wysmakowana, skupiona nie na riffach (chociaż tych interesujących też kilka się tutaj znajdzie - słuchaj „Off To War!”), ale przede wszystkim na detalach. Warto wskazać tu chociażby spinające płytę, otwierający album, rozpoczynający się etnicznym motywem numer „Post-God Nirvana” i zamykający krążek „Versus Christus”, w którym gotycki motyw na pianinie zostaje stopniowo rozbudowywany o chór i potężnie brzmiące gitary.

To zresztą jedyny naprawdę dłuższy utwór na tym albumie. Pozostałe rozpędzają się dosyć szybko. To 10 piosenek zamkniętych w 42 minutach. Jak się okazuje ma to związek z winylowym formatem albumu. W rozmowie z serwisem Wall of Sound Nergal przyznał: "W przeciwieństwie do poprzednich płyt, tym razem chciałem, żeby nasze wydawnictwo ukazało się na jednym winylu. Zależało mi na stworzeniu spójnego, zwięzłego krążka". I chwilę później dodaje: "Kiedy widzę wydanie "Reign In Blood" ze wszystkimi bonusami, myślę sobie "Nie róbcie tego", 28 minut to wszystko, czego potrzeba". 

I rzeczywiście. Winylowa wersja „Opvs Contra Natvram” ukazała się w  kilku wersjach kolorystycznych, z których każda zawiera jedną płytę. Oczywiście jak w przypadku każdego wydawnictwa Behemoth, całość jest dopracowana w najmniejszym detalu - od brzmienia po oprawę graficzną. Matową okładkę zdobi tłoczony główny motyw, nasuwający skojarzenia z „God Hates Us All” Slayer. Wewnątrz, oprócz płyty, znajdziemy kilkunastostronicową wkładkę z tekstami oraz korespondującymi z nimi grafikami. Za każdym razem doceniam to, gdy zespół traktuje winylowe wydanie jako to główne. Układ piosenek, wygląd płyty - wszystko jest podporządkowane winylowemu formatowi. I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest w tym przypadku. Naprawdę ładna rzecz.

wydawca: Mystic Production

Zobacz także

© 2022 Psychosonda. All rights reserved.