Tinariwen – Emmaar (2014)

Tinariwen to zespół niezwykły. Tworzą go tuarescy rebelianci od lat walczący o wolne państwo. Jak zespół z Północnego Mali radzi sobie na scenie z typowymi dla amerykańskiego bluesa instrumentami? Robi to od lat osiemdziesiątych, a ich ostatnia płyta „Emmaar” dowodzi, że afrykański blues pustyni powinien trafić do odtwarzacza każdego miłośnika oryginalnych, przesyconych mistycyzmem dźwięków. Tak się zresztą dzieje, Tinariwen ma już oddanych fanów na całym świecie, zespół doceniany jest przez tuzy muzycznego świata: Roberta Planta, Carlosa Santanę czy Bono, grywał nawet w naszym kraju m.in. na Heineken music Open’er Festival w 2010 roku.

Tinariwen – Emmaar (2014)

Nad Północnym Mali wzeszła jutrzenka, nad Saharą zabłysło światło. Ibrahim ag Alhabib właśnie stroi gitarę by zaśpiewać pieśń dla pustyni. Pieśń dla Tinariwen…

Do klasycznego instrumentarium rockowo-bluesowego wdziera się orient, wkracza tajemnica, pojawia się coś rdzennego. Tak czyniły dawne grupy progresywne, czerpiąc garściami z muzycznych doświadczeń różnych zakątów świata. W wypadku Tinariwen sprawa ma się zgoła inaczej. To orient, to Środkowa Afryka sięga nieśmiało do bluesowego brzmienia elektrycznych gitar… Nad nagraniami unosi się duch twórczości Rya Coodera. Obrazowo można rzec, że artyści startują z tego samego lotniska, lecz samolot Coodera leci gdzieś na południe Stanów Zjednoczonych, wehikuł zaś Tinariwen znika za chmurami Afryki.

„Toumast Tincha”, „Imidiwan Ahi Sigdim”, „Tahalamot” – to ludzie stworzyli podziały, nierówności, granice, a zamiast budować mosty, wciąż kopią przepaść. Na szczęście stworzyli też muzykę, która się wznosi ponad to wszystko.

Pasjonat muzyki progresywnej i psychodelicznej, jazzu, americany oraz płyt winylowych. Od zawsze życzył Dylanowi literackiej Nagrody Nobla. W pewien upalny wieczór założył Psychosondę.

Zapraszamy do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • hazansky
    hazansky 15 czerwca 2014, 21:32

    World Stage Openera, 2010 – FENOMENALNE widowisko!