Peter Herman

Piotr Herman - dziennikarz współpracujący z kilkoma portalami muzycznymi, od blisko trzydziestu lat fanatyczny kolekcjoner płyt winylowych, piewca muzyki i kultury MODS. Fan Vespy i sztuki.

Od czego zacząć... Zawsze mam ogromny problem z sortowaniem. Więc może po prostu od początku?    

Afric Simone – Ramaya (1975)

Afric Simone – Ramaya (1975)

Była to pierwsza płyta, która miała na mnie wpływ. Możecie się śmiać, ale tak było. Nadal ją mam, jest w domu rodzinnym. Miałem kilka lat. Były to zamierzchłe, przesiąknięte sielankowością, słońcem i beztroską czasy... I ta płyta. Nie wiem co mnie tak urzekło w twórczości tego, jakże popularnego w Polsce pana z Afryki. Zawsze śmiałem się, że nikt poza Polską nie ma pojęcia, co to za koleś. Myliłem się. Znalazłem jego album na jednej z giełd w Holandii. Jak wyglądało to muzycznie? Disco, pop, afrykańskie rytmy. Taka to była mieszanka. Coś mnie w tym ujęło. Między innymi te włochate buty z okładki - klasa!

Iron Maiden – Live After Death (EMI 1985)

Iron Maiden – Live After Death (EMI 1985)

Trochę podrosłem, trochę się osłuchałem, wszak w moim rodzinnym domu muzyka była zawsze obecna. Wychowałem się na Elvisie, Georgie Fame, Neilu Sedaka, Jerry Lee. Z pewnością ukształtowało to mój gust muzyczny. Jednak pierwszym albumem, który, jako bardzo młodego człowieka, mnie poruszył, był „Live After Death” Iron Maiden. Został wydany w Polsce i kupiłem go w lokalnym Empiku. Chłonąłem tę płytę całymi dniami, absorbowałem klimat koncertu, a w zasadzie całą atmosferę muzyki zespołu. Jak dziś widzę ten szał w Polsce. Pierwszy koncert, znaczki, katany jeansowe, naszywki. To było coś, żarty się skończyły! Konkretna siła i moc! Pamiętam, kiedy kumpel dostał od wujka, kompletną dyskografię Ironów na winylach. To były lata ’80. Od razu stał się legendą, muzycznym guru. To były prawie nieosiągalne przedmioty. Jeśli już się pojawiły, to kosztowały fortunę. A ten dostał całą kolekcję! Wspaniała sprawa.

Joy Division – Closer (Factory Records 1980)

Joy Division – Closer (Factory Records 1980)

To był dla mnie szok. Zupełnie inny świat. Album, który, w moim mniemaniu i w opinii reszty świata wpasował się idealnie w otaczająca rzeczywistość: szarość, beton, stare odrapane Ikarusy i bunt. Nigdy wcześniej nie słyszałem tak pięknej i zarazem smutnej muzyki. Ta fascynacja trwa do dzisiaj. Przez cały czas ten właśnie album pozostaje na miejscu pierwszym mojej Top 3. Była to również przepustka do nowego muzycznego świata. Krainy muzyki nowofalowej, post punkowej, niezależnej. Przepadłem w tej otchłani...

Rolling Stones – Rolling Stones (1964)

Rolling Stones – Rolling Stones (1964)

Debiut Stonesów. Kupiłem ten album trochę przypadkowo. Lubiłem, owszem, znałem sporo ich numerów, ale jakimś zagorzałym fanem nie byłem. I nagle trach! Po nerkach, po głowie! Aż mi włosy dęba stanęły! No nie, panowie! Który to rok? Co? 1964? Bez jaj! Tak się wtedy grało? Energia, bunt, szaleństwo, prostota! Rewelacja! Dla mnie to był właśnie Punk! Tak niesamowitej energii nie czułem chyba nigdy wcześniej. Takiej radości z grania... Po raz kolejny przepadłem. Już nie dało się tego zatrzymać. Od tej płyty zaczęło się szaleństwo. Czytanie, szukanie, kolekcjonowanie. Chłonąłem wszystko, co było związane ze Stonesami. Tak jest do dziś.

Affinity – Affinity (Vertigo 1970)

Affinity – Affinity (Vertigo 1970)

Minęło już sporo lat mojego kolekcjonerskiego życia. Gust odrobinę się zmieniał. Okrzepłem. Nasłuchałem się sporo muzyki i odniosłem wrażenie, że ciężko będzie mnie już zaskoczyć. Okazało się, że byłem w błędzie. Na samym początku zafascynowała mnie okładka. Bardzo delikatna, ascetyczna, przywodząca na myśl Japonię, która zawsze mnie fascynowała. Postanowiłem sprawdzić. Okładka okazała się adekwatna do treści i idealnie oddaje nastrój płyty. Tak mogę to opisać. Czasem jest delikatnie, czasem drapieżnie, a czasem zmysłowo i przepięknie. Są instrumenty dęte, jest Hammond oraz rewelacyjny wokal. Nadal uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych albumów rocka progresywnego, jaki kiedykolwiek nagrano. Nieco już zapomniany, niedoceniony w swoim czasie, przepadł gdzieś w odmętach muzycznej historii. Jednak zadaniem takich ludzi jak my: kolekcjonerów, maniaków, wariatów i szarlatanów, jest właśnie wydobywanie takich pereł na światło dzienne. Dla potomnych, dla wszystkich, którym muzyka nie pozostaje obojętna.

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.