100 najodważniejszych polskich piosenek - w preorderze książka z singlem winylowym! Sprawdź

W krainie bootlegów

Autor
Tomasz Pniewski
Data publikacji
17.02.2022
Dział
/ winyle
Udostępnij
Jaka jest geneza terminu „bootleg” i co ma wspólnego z amerykańską prohibicją lat 30. XX wieku? Jaki wkład w popularność bootlegów mieli fani Boba Dylana z Los Angeles? Czy „bootlegi” mogą być oficjalne i oryginalne? Czym są wydawnictwa ROIO? Sprawdźmy!

Pierwsze bootlegi rozlewano już w latach 20. XX wieku. Tak, dobrze widzicie – rozlewano. Mianem bootlegu pierwotnie określano bowiem alkohol wyrabiany bez zezwolenia w miejscach, w których później go sprzedawano. Mogły być to bary, puby lub inne nielegalne punkty; ich wspólnym mianownikiem był jednak sam alkohol, który w tym czasie w USA był po prostu… niedostępny. Pochodzenie samego słowa „bootleg” wywodzi się natomiast od zwyczaju chowania piersiówki w cholewce buta.

Z biegiem lat słowo „bootleg” zmieniło swoje główne znaczenie. Dzisiaj słysząc je wszyscy mamy na myśli to samo – płytę wyprodukowaną i wypuszczoną na rynek przez osobę niemającą związku z wytwórnią artysty lub wydaną bez jego wiedzy i zgody. Termin zachował jednak jeden element swojego pierwotnego znaczenia – w obydwóch przypadkach bootlegi były rzeczami nielegalnymi oraz oficjalnie niedostępnymi.

Bootleg - co to znaczy?

Bootlegi to najczęściej zapisy koncertów, prób nagraniowych, nagrania demo czy też wykradzione nagrania sesji nagraniowych; największą grupę stanowią tu nagrania koncertowe. Mogą być one zrealizowane zarówno w sposób typowo amatorski – przez sprzęt nagraniowy (magnetofon, dyktafon, kamera AV) ustawiony na terenie koncertu – jak i profesjonalnie, najczęściej jako zgrania z konsoli mikserskich zrealizowane przez dźwiękowców. Z tego względu na rynku możemy znaleźć zarówno bootlegi, których jakość nie odbiega znacząco od oficjalnych wydawnictw, jak i wydania, które od razu zdradzają swój amatorski charakter.

Ze względu na fakt, że produkcja takich płyt nie podlega żadnym regulacjom wytwórni ani nawet artystów, często zdarza się, że podczas jednego koncertu rejestrowane są różne bootlegi. Wydawnictwa te różnią się jakością nagrań, ich liczbą, a nawet czasem trwania danego utworu – nie mówiąc już o zróżnicowanych oprawach graficznych, wielokrotnych błędach w nazewnictwie danego utworu, a nawet w składzie personalnym zespołu! Niektóre bootlegi nazywane są wprost – ROIO: skrót ten oznacza dosłownie „Records of Illegitimate/Indeterminate Origin”, czyli „Nagrania o nielegalnym/nieokreślonym pochodzeniu”.

„Great White Wonder”, czyli początek nowego zjawiska

Za pierwszy historyczny bootleg uznaje się płytę Boba Dylana „Great White Wonder”, wydaną przez fanów artysty z Los Angeles. Skąd ich pomysł? Powód, a właściwie powody, były bardzo proste: chodziło o niewydane dotąd utwory „The Wheels on Fire” oraz „Mighty Quinn”, a także… 14 utworów pokazowych, zawartych tylko na firmowym acetacie. Ostatecznie na „Great White Wonder” znalazło się 7 nagrań z wspomnianego acetatu, przeplatanych innymi niewydanymi wcześniej utworami. Wszystko to zmieściło się na dwóch długogrających płytach, wydanych pod nieistniejącym labelem „No Question Asked” i wyprodukowanych w liczbie 2000 sztuk. Dzisiaj to kolekcjonerski biały kruk!

Mało kto spodziewałby się, że tak małe wydawnictwo wywoła taką burzę na rynku muzycznym. Tymczasem o płycie napisał magazyn „Rolling Stone”, a także „Wall Street Journal”, który proroczo zauważył, że bootleg zmusi wiele firm nagraniowych do przejrzenia swoich archiwów nagraniowych i wydania ich oficjalnie, nim ubiegną ich fani.

Rozpoczęła się nieformalna walka z bootlegami. Columbia w odpowiedzi na fanowski bootleg wydała album „Self Portrait”, który – dziwnym trafem – również składał się z dwóch płyt i zawierał mieszankę różnego materiału, od nagrań koncertowych po porzucone projekty. Sam Dylan – delikatnie mówiąc – nie był zadowolony z obrotu spraw. Rozpoczął z fanami swoisty wyścig o najszybsze wydanie nagrania z danego koncertu; ponadto w 1974 roku wydał płytę „Before the Flood”, co miało być jednoznacznym przytykiem do zalewnia rynku muzycznego przez bootlegi.

Oficjalne bootlegi - czy to możliwe?

Bootlegi mają jednak niewątpliwie swój pozytywny wkład w historię fonografii: były ogromnym motywatorem dla wydawców. Gdyby nie one, prawdopodobnie nigdy nie powstałby takie płyty, jak „Live Peace in Toronto” Johna Lenona i Plastic Ono Band. Bootleg „LIVEr Than You’ll Ever Be” koncertu The Rolling Stones był bezpośrednim motywatorem powstania oficjalnego wydawnictwa, albumu „Get Yer Ya-Ya’s Out! The Rolling Stones in Concert”.

Popularność bootlegów doprowadziła więc do sytuacji z pozoru kuriozalnej – wydawania oficjalnych bootlegów. Są to nagrania, ale autoryzowane przez artystę i tym samym dostępne w oficjalnym obiegu. Czym jednak wydawnictwa te różniły się od zwykłego albumu koncertowego? Po raz kolejny mamy do czynienia z zabawną sytuacją: zawartość oficjalnych bootlegów nie podlegała zazwyczaj żadnej obróbce dźwiękowej, a surowy materiał rzucano bezpośrednio do tłoczni.

Nowy rozdział historii bootlegów

Bootlegi to nie jest historyczna sprawa. Co roku na rynku pojawiają się kolejne, zarówno z archiwalnych koncertów, jak i bieżących wydarzeń muzycznych – z tym, że coraz mniej z nich ma postać fizyczną; aktualnie głównym źródłem dystrybucji bootlegów jest Internet.

Przeczytaj także artykuł o pirackich winylach


Zobacz także

© 2022 Psychosonda. All rights reserved.