Piotr Mamcarz

Cały świat jest muzyczny

O historii powstania wydawnictwa, o swoim spojrzeniu na muzykę i rynek wydawniczy, o pasji motoryzacyjnej i o wielu innych sprawach - w barwny i dynamiczny sposób opowiada Piotr Mamcarz z Chodzą Słuchy Records.

Marcin Kreczmer: Czy przed założeniem wydawnictwa działałeś w jakiś sposób w świecie muzycznym? Tworzyłeś muzykę na przykład?

Piotr Mamcarz: Cały świat jest muzyczny, powiadał Janko Muzykant, któremu wszystko grało. Uważam podobnie. Muzyka zawsze, w ten czy inny sposób, była przy mnie. Dorastałem w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy muzyka była dla młodych przekaźnikiem myśli, wręcz ideologią, a jednocześnie rozrywką. Bogacze chodzili z pustakami zaczepno-obronnymi ze słuchawką na kablu, zwanymi komórkowcami. W telewizji były trzy programy, oczywiście nie do oglądania. W naszym kraju nie było wówczas dostępnych na masową skalę komputerów, o smartfonach nie wspomnę. Pewnie nie wiesz, nawet nie potrafisz sobie tego wyobrazić, ale internet był dopiero w wojskowych, tajnych planach. Młodzi ludzie wtedy spotykali się nie na portalach społecznościowych, lecz w realu, gdzie dochodziło do muzycznych zdarzeń. Puszczali sobie utwory i jedni zarażali drugich. Też zostałem zarażony muzyką, która towarzyszy mi ciągle. A czy tworzyłem muzykę? Kompromitujące pytanie, to z wyciągająco-uglebiających. Jako uczestnik ruchu punckrockowego chciałem być szanowanym punkowcem, a każdy szanujący punkowiec miał zespół, więc ja też. Na szczęście dla mnie i społeczeństwa nie przetrwał długo i nie pozostawił za sobą śladów.

Nie chciałeś ponownie pograć sobie na scenie?

Zacząłem to poważnie rozważać, wchodząc w kryzys wieku średniego. Na szczęście – znów dla mnie i dla świata - wygrał zdrowy rozsądek. Nie reaktywowałem kapeli z kumplami, tylko po to, aby zagrać najgorszy koncert świata, pokaleczyć ludziom uszy, a sobie palce. Są ludzie, którzy to robią lepiej. Uznałem więc, że lepiej będzie im pomóc i wydać ich dorobek.

Masz jakieś najwcześniejsze wspomnienie, które wskazywało, że zwiążesz swoją przyszłość z muzyką?

Absolutnie nie! Nie miałem objawienia na żadnej górze, pagórku czy płaskim terenie. Nie usłyszałem głosu – będziesz wydawcą! Nikt nie dotknął mnie palcem i nakazał: zwiąż swoją przyszłość z muzyką. Chociaż muzyka zawsze mi towarzyszyła, jednak nie była dla mnie celem samym w sobie, jak zresztą inne rzeczy, które mi się przydarzyły.

Jak i kiedy powstało twoje wydawnictwo?

Tak naprawdę to był to proces ciągły. Za początek możemy przyjąć rok 2018, ponieważ to rok wydania pierwszej płyty mojego wydawnictwa, czyli Wu Wei Piotra Banacha. A powstało, bo mi brakowało muzyki na najbardziej szanowanym przez mnie nośniku fizycznym, czyli płycie winylowej. Punkowa myśl - skoro chcę to mieć, a nikt nie wydał, to sam wydam.

Plan był prosty – zacząć od czegoś bliskiego, znajomego. Wypadło na „Rebelianta”, zespół mojego przyjaciela, Marka ”Kaprysa” Ptasińskiego. Biorąc pod uwagę popularność tego nieistniejącego już zespołu, myślałem o raptem 20 egzemplarzach. Po obdzwonieniu tłoczni okazało się, że cena mnie zabiła. Zmartwiony zasiadłem do kosztorysów i zauważyłem, że cenę płyty winduje tłocznia. I puk, puk, jak u Pomysłowego Dobromira pojawił się genialny pomysł: pyknę sobie tłocznię i nie dość, że wydam, co chcę, to jeszcze wytłoczę innym. I jak myślisz, co się stało?

Dawaj...

To samo. Cena mnie zabiła. Więc ponownie zasiadłem do wyceny i zauważyłem, że w procesie tłoczenia najdroższe jest wycięcie DMM oraz produkcja stempli. Znów puk, puk - zrobię studio masteringu, przecież nie trzeba być inżynierem dźwięku, musisz przełożyć jeden do jeden to, co gra, na rowki w płytce miedzianej. Nie masterujesz muzyki. Wyszukałem sprzęt i wiesz co?

Cena Cię zabiła?

Dokładnie. W ten sposób po zatoczeniu koła, powróciłem do pomysłu wydawnictwa. Tym razem skutecznie.

Skąd wzięła się nazwa?

Już od dawna po mieście chodziły słuchy, że trzeba coś wydać. Ja te słuchy podchwyciłem i już. A „records”? – żeby było wiadomo, że to płyty, a nie trofeum, bo dla myśliwych „słuchy” to zajęcze uszy. Zaś Store, żeby było wiadomo, że to sklep. Otworzyłem sklep internetowy Chodzą Słuchy Store, celem dystrybucji tak zwanej „muzyki niezależnej”. Zdradzę Ci tajemnicę: jego adres to www.chodzasluchy.com Polecam gorąco.

Czy zakładając wydawnictwo, zdawałeś sobie sprawę, jak to będzie wyglądać? Miałeś jakieś oczekiwania, obawy? Sprawdziły się, czy poszło to w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewałeś?

Oczywiście, że nie zdawałem sobie sprawy. Co więcej miałem całkowicie błędne pojęcie o tak zwanym showbuissnesie. Ale szybko się uczę, więc jestem na dobrej drodze. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Jak zmieniały się realia przez te dwa lata? Są jakieś albumy, z których jesteś wyjątkowo dumny?

To zaledwie dwa lata, zbyt mało na ocenę zmian. W tym czasie wydałem dwa albumy i jednego singla. Ze wszystkich jestem dumny. Mojemu zespołowi udało się ogarnąć działalność, wydaliśmy płyty z piękną szatę graficzną, tłocznia wyprodukowała piękne stuosiemdziesięcio gramowe winylki z bonusem w postaci krążka CD. Uważam, że tak się powinno wydawać płyty. Album ma być albumem, ma pięknie wyglądać, nawet na półce. CD powinno być w gratisie, żeby można było posłuchać w odtwarzaczu samochodowym. Chełpię się tym, że wydałem pierwszego od wielu lat prawdziwego singla w Polsce na winylu. Nie chodzi tylko o to, że to jest siedmiocalowa płyta, ale singiel promujący kolejny album zespołu Cinemon, który dopiero jest w planach. Nadmienię delikatnie, że wszystkie te płyty można nabyć w sklepie chodzasluchy.com

Masz jakieś wymagania wobec artystów, których wydajecie? Jakie warunki trzeba spełnić, żeby wydać u Ciebie album? Miałeś takie momenty, że usłyszałeś zespół, który chciał u was wydać płytę i poczułeś ekscytację?

To moje wydawnictwo, więc wydaję, co chcę i na co mam ochotę. Dlatego za każdym razem przeżywam ekscytację. Nie prowadzę castingów, nie przesłuchuję propozycji. Sam szukam wykonawców, a gdy trafię na coś fajnego, co mi się spodoba, staram się dojść do porozumienia z Artystami i wydaję płytę.

Czyli to ty szukasz artystów, a nie oni znajdują Ciebie?

Jak mówiłem wcześniej, gdy coś sobie uroję, szukam i działam. Artystom poszukującym wydawcy polecam wydawnictwo Be Your Own Label Tomka Olszewskiego czyli Pana Winyla. To wydawnictwo zajmuje się nie tylko wydawaniem, ale także promocją i managementem. Ostatnio wyszła fajna płyta sygnowana tym wydawnictwem - Prius zespołu Driudes, oczywiście dostępna na www.chodzasluchy.com

Robisz to z zamiłowania, dla zabawy, dla pieniędzy?

Moim zdaniem na muzyce w chwili obecnej ciężko zarobić. Rynek muzyczny się kurczy. Społeczeństwo muzykę chce mieć za darmo, nie chce dostrzec prostej prawdy, że muzyk to zawód, to praca. Przysłowie mówi, że „artysta głodny bardziej płodny”. Jednak głodny idzie na ilość, nie na jakość. Martwi mnie to, ale tak już jest. Na szczęście jest grupa ludzi ceniących muzykę i rozumiejących problem. Co daje nadzieję na przyszłość. I tu apeluję do fanów muzyki. Naprawdę kupując płyty i chodząc na koncerty pomagacie muzykom wykonywać ich zawód. Z tym też jest związany projekt Chodzą Słuchy Store i Pana Winyla „Wszyscy zadowoleni”. Program ten to program dla niezależnych artystów i naszych klientów. W naszym sklepie www.chodzasluchy.com zamiast rabatów i darmowych wysyłek, będziecie mogli wybierać płyty polecanych przez nas zespołów i otrzymacie je bez dodatkowych kosztów, a wykonawcom zapłacimy za wybrane przez Was płyty.

Jakie masz plany wydawnicze na przyszłość? Jest wśród nich miejsce na płyty winylowe?

Aktualnie skupiam się na dystrybucji i zakotwiczeniu się na rynku muzycznym. Tak naprawdę w chwili obecnej płyty to przedmioty. Cały napęd ukierunkowuję w tę stronę. Buduję renomę sklepu Chodzą Słuchy Store, bowiem żeby wydawać, trzeba sprzedawać. To poważna sprawa i za duże pieniądze, żeby wydawanie traktować jako zabawę. Jestem, co prawda, miłośnikiem i kolekcjonerem muzyki. Nie tylko płyt, dlatego wydaję to, co uważam za wartościowe. A wydaję na winylu, bowiem uważam ten nośnik za najbardziej adekwatny.

To jest twoje jedyne zajęcie, czy raczej coś pobocznego?

Stwierdzenie „poboczny” jest nietrafione. Co prawda wydawanie płyt nie jest moim zajęciem zarobkowym, bo jak wspomniałem, z muzyki ciężko się utrzymać. Mam wiele zainteresowań, jednym z nich jest muzyka. Wydawnictwo traktuję jako możliwość kreowania ex nihilo czegoś związanego z muzyką, a jednocześnie czegoś nowego, odkrywczego.

Inne zainteresowania?

Podróże, motoryzacja. Kiedyś nawet założyłem automobilklub. Ścigałem się w amatorskich rozgrywkach, niestety bez większych sukcesów. Byłem sędzią sportu samochodowego, zorganizowałem nawet pierwsze w Polsce zawody w Trialu Samochodów terenowych. Potem połączyłem dwa zainteresowania w jedno (podróże i motoryzacja) i uczestniczyłem w wyprawach offroadowych. Nawet pilotowałem Pana Markę Mateję w 51.Rajdzie Barbórki Warszawskiej.

Wracając do muzyki. Co jest najtrudniejsze w pracy wydawcy?

Jak zwykle najtrudniejsza jest nauka, poznawanie mechanizmów, wypracowanie swoich metod działania. Pozyskiwanie artystów, grafików, inżynierów dźwięku, wydreptanie swojego miejsca w tłoczni, zachęcanie dziennikarzy. Dziękuję Tomkowi Olszewskiemu – Panu Winylowi za nieocenioną pomoc i naukę. Działamy w symbiozie od 2018 roku i liczę na dalszą współpracę. Wdzięczny jestem Markowi „Kaprysowi” za poznanie mnie z Piotrem Banachem, dzięki któremu odpaliło wydawnictwo – Piotrek, wielkie dzięki za chęć współpracy i profesjonalizm. Wyszła nam super płyta.

Czy współpraca z artystami jest trudna? Zdarzało się, że miałeś dość?

Bywa różnie, generalnie nie jest łatwo. Aczkolwiek Piotr Banach jest, jak o sobie sam mówi, ”bezproblemowy” i to szczerze potwierdzam. Profesjonalista w każdym aspekcie. Pełne zrozumienie i współpraca. Nie współpracowałem z wieloma artystami, ale Piotr Banach jest tym, z którym można konie kraść. Mam nadzieję, że nie usłyszą tego koniokradzi (śmiech). Namawiam wszystkich czytelników portalu www.psychosonda.pl do nabycia solowej płyty Piotrka. Jest super w każdym aspekcie, muzycznym i wydawniczym. Oczywiście można ją zakupić w sławnym już sklepie www.chodzasluchy.com

Masz jakieś marzenia wydawnicze? Jest jakiś artysta, którego bardzo chciałbyś u siebie wydać?

Mam, ale nie powiem. Czekam na spadającą gwiazdę z nieba. Może się spełni.

Foto: Piotr Mamcarz

Piotr Mamcarz - założyciel wytwórni Chodzą Słuchy Records
Voice Shop

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.