Arek Marczyński

Na nielegalu

O tajnikach pracy wydawcy, o historii i burzliwych początkach Anteny Krzyku opowiada założyciel wytwórni, Arek Marczyński.

Marcin Kreczmer: Skąd pochodzisz?

Arek Marczyński: Urodziłem się i mieszkałem przez ponad 40 lat we Wrocławiu.

Czy przed założeniem wydawnictwa działałeś w jakiś sposób w świecie muzycznym? Tworzyłeś muzykę na przykład?

Było odwrotnie. Wydawnictwo powstało w 1984 roku, a chwilę potem śpiewałem w kilku efemerycznych zespołach. W pierwszym z owych zespołów grałem nawet na basie, ale jedyne co z basu pamiętam to nazwy strun:)

Jak nazywał się zespół? Nasi czytelnicy mogą was znać?

Pierwszy to było takie licealne pitu pitu. Potem chwilę udzielałem się i nawet popełniłem jakieś teksty dla Natchnionego Traktora, a w 1987 wystartowaliśmy z Wyznaniami Zbuntowanego. Mówili o nas polski Big Black, bo graliśmy dość ostro, ale z automatem perkusyjnym.

Jak i kiedy powstała Antena Krzyku?

Wydawnictwo jako takie powstało w 1984 roku "na nielegalu". To znaczy prowadzenie wydawnictwa było wtedy nielegalne. Najpierw były fanziny „Specjalnie” i „Bez Alternatywy?”, które przekształciły się w „Antenę Krzyku”. Wydawnictwo kasetowe (kto myślał wtedy o tłoczeniu winyli, to było zupełnie poza zasięgiem, bo tłocznie były państwowe) na początku istniało równolegle. Najpierw jakieś składankowe kasety z zespołami z Wrocławia, potem już takie dedykowane konkretnym artystom. Korespondencyjnie dogadywałem się z artystami ze świata i robiłem ich płyty na kasetach. Z kasetami łatwo nie było, wiadomo, więc jeździliśmy po księgarniach i kupowaliśmy takie z bajkami, lekcjami języków, muzyką poważną i na nich nagrywaliśmy swoje rzeczy. Od 1987 r. wydawnictwo kasetowe nazywało się R.E.D. Tapes. Nawet nie pamiętam skąd nazwa, ale może od stilonek sześćdziesiątek, bo one były czerwone. Kiedy Wałęsa kazał brać sprawy w swoje ręce, założyłem firmę i wtedy było można już robić kasety i płyty legalnie.

Pamiętasz jakieś konkretne albumy, które wtedy wydałeś?

The Ex „Live In Wrocław”, Chumbawamba „The Police…” i masę innych.

„Za komuny” miałeś jakieś problemy z prawem z powodu tych nielegalnych wydawnictw?

Nie takie, jak się można było spodziewać. Ot zagadywanki na przesłuchaniach moich kolegów, inwigilacja poczty. Znajomy opublikował kilka lat temu swoją teczkę, gdzie ubek cytował moje listy.

Czy zakładając wydawnictwo, zdawałeś sobie sprawę, jak to będzie wyglądać? Miałeś jakieś oczekiwania? Sprawdziły się, czy poszło to w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewałeś?

Gdzie tam. Na początku był to sposób na bunt nastolatka, który chciał innym pokazywać muzykę, którą lubi. Oczekiwania były takie, żeby mnie za tę działalność nie zapuszkowali. Wtedy nie sądziłem, że prowadzenie wydawnictwa będzie moim zawodem, że będę wydawał zespoły z całego świata, od Nowej Zelandii przez Stany po Europę.

Jak zmieniały się realia przez lata?

Tak jak zmieniała się Polska po '89. Kolejne zmiany na rynku muzycznym wszyscy znają. Boom „prywaciarski” na początku lat 90. Potem dominacja przez sklepy sieciowe i majorsów, która trwa do dziś. Wytwórnie niezależne w zasadzie są jedynymi, które wydają nowych polskich artystów.

Czy słyszę w twoich słowach gorycz?

Nieee, raczej realizm.

Są jakieś albumy, z których jesteś wyjątkowo dumny?

Trudno wybrać jedną płytę, bo zaraz przypomina mi się, że przecież Hey miał edytorsko świetną okładkę, a Lao Che było jednym z lepiej grających winyli w swoim czasie. Nie ma jednej płyty, która by się jakoś wybijała. Zawsze staram się, by kolejne były zrobione dobrze.

Masz jakieś wymagania wobec artystów, których wydajesz? Jakie warunki trzeba spełnić, żeby wydać u ciebie album? Miałeś takie momenty, że usłyszałeś zespół, który chciał u ciebie wydać płytę i poczułeś ekscytację?:)

Bez ekscytacji nie ma wydawnictwa, tak mi się wydaje. Hańba!, Something Like Elvis, Javva, Janerka na Basy i Głosy podnosiły ciśnienie, bo odkrywałem coś nowego, coś, czego ludzie nie znali wcześniej. Wailin Storms z Karoliny Północnej przypomniało młode lata, Lonker See jest jedynym zespołem w swoim rodzaju, wychodząc od muzyki improwizowanej, a kończąc na lirycznych piosenkach. Warunek, by wydawać w Antenie jest w zasadzie jeden – płyta musi mi się podobać. Do tego dochodzi jeszcze porozumienie z artystami. Nie pracuję z takimi, z którymi nie jestem w stanie się porozumieć.

Szukasz artystów, czy to oni znajdują twoje wydawnictwo?

Trochę jedno i drugie, choć przyznam, że najczęściej to zespoły mnie znajdują.

Jaki był twój pierwszy winyl, jaki wydałeś?

Powiem szczerze, że nie pamiętam. Musiałbym prześledzić wszystkie tytuły, które zrobiłem.

Jakie masz plany wydawnicze na przyszłość? Jest wśród nich miejsce na płyty winylowe?

Na dziś wygląda to tak, że do kwietnia mam w planie jeden lub dwa tytuły winylowe w miesiącu. The Glad Husbands, Lonker See, Wailin Storms, Siksa…

Robisz to z zamiłowania, dla zabawy, dla pieniędzy?:)

Z tego żyję, ale robię to z zamiłowania. Organizacja tras dla artystów i wydawnictwo z hobby zmieniło się w zawód.

To jest twoje jedyne zajęcie, czy raczej coś pobocznego?

Oczywiście robię dziś sporo innych rzeczy: kuratoruję festiwalom, jeżdżę na panele dyskusyjne, teraz zaproszono mnie do takiej organizacji, która zajmuje się eksportem polskich artystów. Co chwilę pojawia się coś nowego.

Co jest najtrudniejsze w pracy wydawcy?

Spięcie finansowe projektów. No i jak na dzień dzisiejszy brak sensownej dystrybucji w Polsce.

Czy współpraca z artystami jest trudna? Zdarzało się, że miałeś dość?

Bywa trudna, ale zazwyczaj jest bardzo miła. Miałem nawet kiedyś krótką przerwę w wydawaniu i zająłem się innym biznesem, ale tu powodem nie byli artyści, a raczej sytuacja w środowisku niezależnym w tamtym czasie.

Masz jakieś marzenia wydawnicze? Jest jakiś artysta, którego bardzo chciałbyś u siebie wydać?

Nie ma zespołu, który jest moim marzeniem. Twardo chodzę po ziemi i już wydawałem takich, którzy kiedyś byli w sferze marzeń. Czy to NoMeansNo, czy Fugazi, Chumbawamba, czy co tam jeszcze. Po zawaleniu się rynku muzycznego, coraz częściej piszą do mnie artyści, którzy kiedyś byli u szczytu w kategoriach niezalu, a dziś szukają wydawców.

Jak wygląda normalny, standardowy dzień dla właściciela wydawnictwa? Czy w ogóle jest jakiś standard, czy każdy dzień to coś nowego? Domyślam się, że nie pracujesz powiedzmy od 7:00 do 15:00?

Hmmm… Kiedy wynająłem biuro, chciałem by praca mieściła się w godzinach biurowych, ale się nie da, bo artyści i dystrybutorzy są z innych stref czasowych, albo na zajmowanie się muzyką znajdują czas tylko po godzinach regularnej pracy. W praktyce wygląda to tak, że jestem w biurze do spakowania ostatniej paczki i odjazdu kuriera a potem online niemal 24/7. Taki jest charakter tej pracy.

Kiedy myślisz o następnych 5 latach, to uważasz, że dużo się zmieni na rynku wydawniczym? Uważasz, że winyle zupełnie wypchną CD?

Chciałbym, by winyl utrzymał się na krzywej wznoszącej, ale nie jestem w stanie powiedzieć czy tak będzie. Z CD w ostatnich miesiącach widzę jakąś zmianę. Współpracuję choćby z takim amerykańskim wydawnictwem nazywającym się Gilead Media. Oni wydają niektóre zespoły na Stany, a ja na Europę. Nie robili CD, a ostatnio zaczęli, bo klienci o nie pytali. Oczywiście ilości nośników nie są już takie, jak kiedyś, ale rynek CD tli się, zaś w przypadku znanych artystów nadal sprzedaje się wielokrotnie więcej CD niż winyli.

Antena Krzyku - strona wydawnictwa

Foto: Arek Marczyński

Arek Marczyński - założyciel wytwórni Antena Krzyku
Voice Shop

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.