Paweł "Bemol" Ładniak

Brzmienie winyli

Brzmienie winylowe obrosło wieloma mitami. Czy rzeczywiście winyle brzmią lepiej niż CD? Co trzeba zrobić, aby uchwycić charakterystyczny, analogowy sound? Ile zależy od naszego sprzętu, a ile od nagrania, masteringu i tłoczenia? Po meandrach winylowych tajemnic oprowadza nas Paweł Ładniak z Bemol Mastering Studio.

Paweł, na początku pytanie killer: winyle brzmią lepiej od CD – prawda czy fałsz? Czy w ogóle takie pytanie ma sens?

Porównywanie nośnika cyfrowego optycznego z mechanicznym analogowym jest bez sensu. To dwa skrajne światy, dwie całkowicie różne technologie. Czy brzmią lepiej….. odpowiem przewrotnie. Mam w swojej kolekcji wiele spektakularnie brzmiących CD i kilkadziesiąt winyli brzmiących miernie, ale posiadam również winylowe realizacje brzmiące zjawiskowo i bardzo słabe realizacje CD. Naprawdę nośnik jest tylko sposobem gromadzenia informacji. Od muzyków, studia, reżysera dźwięku, inżyniera masteringu, jakości tworzywa (w przypadku winyla ) oraz toru, na jakim zostanie odtworzony, zależy jego brzmienie. Słaba realizacja odtworzona na hi-endowym systemie zagra miernie. Muzyczne arcydzieło w najlepszym mixie i masteringu zagrane na marketowym audio zagra …..słabo.

Świat dał się ponieść winylowemu szaleństwu. Winylowi puryści podnoszą jednak głos protestu przeciwko „digitalizacji” płyt analogowych. Dla nich to w zasadzie to samo, co kompakt, tylko dużo droższe. Wyjaśnij proszę szerzej ten problem.

Z jednej strony to w większości internetowa histeria „ facebookowych fachowców”, z drugiej jest w tym ziarno prawdy. Od połowy lat 90-tych cyfrowe systemy zapisu dźwięku zadomowiły się w studiach nagrań na dobre. To przede wszystkim łatwość edycji, nieskończona możliwość powtórzeń dubli i fenomenalna ergonomia mixu. Koniec kropka - nie wygramy już z domeną cyfrową. Jest powszechna od TV i radia począwszy na słuchaniu MQA z Tidala skończywszy. Ta „histeria”, o której wspomniałem, to kolejna internetowa legenda dotycząca płyt winylowych: że jak prawdziwy winyl to wyłącznie zrealizowany całkowicie w analogowym procesie. Nie jest to w żadnym wypadku prawdą. Często dostaję do masteringu kopie taśm matek z lat 50-, 60- czy 70-tych i w wielu przypadkach owe taśmy nie nadają się do niczego. No może poza fotką na FB, że mam w studiu taśmę Komedy, Stańki czy Muniaka…

Przechowywane w nieodpowiednich warunkach, nieprzewijane często po 20 – 30 lat po prostu rozpadają się w palcach. W takim przypadku pozostaje nam wyłącznie poszukiwanie jak najmniej zdegradowanej korekcją i kompresją cyfrowej kopii takiej taśmy. Poprawnie przetransferowana i poddana umiejętnym procesom masteringu, cięcia DMM, galwaniki i tłoczenia zabrzmi naprawdę dobrze i uwierz, że najgłośniej krzyczący winylowi puryści nie będą w stanie zgadnąć, czy to cyfra czy analog (śmiech). Robiliśmy takie doświadczenia niejednokrotnie. Miny zgadujących… bezcenne. Ziarno prawdy jest takie, że wielu wydawców jeszcze do niedawna miało mierne pojęcie na temat płyt gramofonowych. Potrafili przesłać mp3 320kb/s, aby z nich przygotować mastering pod LP albo przekompresowaną do granic bólu uszu płytę CD…. Nie tędy droga. Reasumując: demonizowanie cyfrowego zapisu czy transferu nie ma sensu. Używany umiejętnie czyni więcej pożytku dla płyt analogowych niż by się mogło wydawać.

Jakie są najczęstsze błędy popełniane przy przygotowaniu i wydawaniu winyli?

Przede wszystkim jakość źródłowego materiału. To podstawa. Znasz przypowieść o odchodach i bacie…? (śmiech). Jeśli jest dobre źródło to połowa sukcesu. Drugi aspekt to pojemność LP – kilku wydawców z uporem chciało zmieścić ponad 60-minutowe sesje na jednej płycie analogowej (nie skończyło się to dobrze). Niezamawianie testpressu – a potem płacz i zgrzytanie zębów… I na zakończenie nakłady – kilkanaście razy słyszałem, że 500 sztuk LP to kropla w przeliczeniu na ilość sklepów z płytami w Polsce (śmiech). Jak się okazuje - to dużo. Chociaż są szlachetne wyjątki.

Prześledźmy pokrótce losy dźwięków, które trafiają do nas z głośników. Na początku zespół wchodzi do studia... Co dzieje się dalej?

Po kolei: tracking, mix, mastering, dmm, galwanika, testpress, finalne tłoczenie, dystrybucja, słuchanie…. Jak widzisz, na każdym etapie może coś się zepsuć (śmiech). To, że słuchamy płyty i czy nam się podoba czy nie, zależy od sztabu ludzi.

Jak w kilku słowach opisałbyś to prawdziwe, wyjątkowe brzmienie winyli?

Nie ma jednoznacznej definicji. Każde tłoczenie, remaster, master, ba - gatunek muzyczny - będzie brzmiał inaczej. Ja jestem daleki od definiowania takich efemerydalnych aspektów. Na pewno płyta gramofonowa powinna wywoływać uśmiech zadowolenia na facjacie melomana. Jeśli jej brzmienie wywoła gęsią skórkę, to jest SUPER!!!

Wyobraźmy sobie młodszych koleżankę lub kolegę, którzy trochę pod wpływem panującej mody, trochę z szacunku do rodziców postanawiają wkroczyć w świat winyli. Co byś im poradził, aby przez przypadek nie zrazili się do analogów już na początku? Od czego powinni zacząć tę przygodę?

Od porady doświadczonych melomanów w zakupie systemu odtwarzania. To podstawa. Potem już z górki….

Jak oceniasz wydawniczy rynek w Polsce?

Butikowe labele, takie jak Audio Cave, Hussar Records , Winylowo Records, artCONNECTION music czy Antena Krzyku radzą sobie fenomenalnie. SP Records i Warner zajęły strategiczne pozycje strzelając dobrymi reedycjami od czasu do czasu. Jest dużo lepiej niż 5 lat temu.

Czy mógłbyś wskazać kilka ostatnich produkcji winylowych (zarówno polskich jak i zagranicznych), które z czystym sumieniem poleciłbyś biorąc pod uwagę przede wszystkim aspekt brzmieniowy?

Z polskich wydań (trochę głupio mówić, bo przy produkcji kilku uczestniczyłem…) to: "W Galerii Czasu" (remaster ) i "Half Live" Lizarda oraz „Flashback” Tubisa od Audio Cave. W tych przypadkach źródła były fenomenalne. Reszta to synergia ludzi i zaangażowania. Duże wow to LP „Rudź/Pauszek „Panta Rhei” od Audio Anatomy - elektronika w najlepszym wydaniu! Z zagranicznych wydań: najnowsza ZAZ, Jazzanova, Calibro 35 – słucham godzinami.

Zanim zadam ostatnie, tradycyjne pytanie odnośnie przyszłości kultury winylowej w Polsce i na świecie, zapytam o Twoje najbliższe plany. Dochodzą mnie słuchy, że sporo się dzieje w Krakowie...?

Kultura winylowa w Polsce ma się coraz lepiej, powstają giełdy, sklepy, fora….tak powinno być. Mnie mierżą - doprowadzając do białej gorączki - jedynie wypowiedzi „fachowców” i wojenki na grupach dyskusyjnych. Najciekawsze jest to, że padają tam wypowiedzi ludzi, którzy nie mijali tłoczni płyt winylowych, nie mówiąc o wizycie w owej, a na temat procesu tłoczenia czy masteringu potrafią napluć na 5000 znaków czcionką 8 (śmiech).

Nie wiem czy czytałeś dyskusję z „fachowcem”, który 20 lat odlewał polichlorkowe wanny do kąpania niemowląt. Wojenka słowna z głównym technologiem jednej z europejskich tłoczni płyt winylowych… Pan od wanien za wszelką cenę udowadniał człowiekowi dbającemu o cały proces technologiczny w jednej z większych faktorii winylowych w Europie, odbierającemu dziennie kilka tysięcy winyli z maszyn tłoczących, że nie ma racji i że to nie tak... (śmiech)

A w Krakowie….. jak zwykle na Brackiej pada deszcz, smog taki, że palenie papierosów jest zdrowsze od oddychania …. Szykuje się nowy magazyn o kulturze winylowej. Już widać - pomimo smogu -koniec początku tego przedsięwzięcia ….ale o tym za 3-4 tygodnie poczytacie na Psychosondzie. W studiu na warsztacie najnowszy Nocny Kochanek – będzie potężna płyta.

Już zacieram ręce do pisania tego tekstu (śmiech). Teraz tradycyjnie: jaka winylowa przyszłość nas czeka?

Tobie, sobie i czytelnikom Psychosondy życzę jak najlepszej! A jaka będzie ….miejmy nadzieję, że bogata w dobrze brzmiące sztosy!

Dzięki wielkie za rozmowę!

Paweł "BEMOL" Ładniak - urodzony w "złotych latach" socjalizmu - początek siódmej dekady XX w. Reżyser dźwięku, producent radiowy, dziennikarz muzyczny, wydawca. Kolekcjoner płyt analogowych uzależniony od dobrego brzmienia, poszukiwacz równowagi pomiędzy cyfrowym a analogowym dźwiękiem. Maniak soulu, jazzu i funku w jego najlepszych winylowych wydaniach. Na co dzień związany z Bemol Mastering Studio, w którym zamienia cyfrowe brzmienia na analogowe krążki, lub zaklina w kilometry taśmy magnetofonowej. Od lat walczy z audiovoodoo, oręduje za wprowadzeniem robót w kamieniołomach dla wszelkiej maści marketingowych audio-kłamczuszków. Prywatnie mąż, tata i właściciel psa Jogurta. Od 21 lat każdego dnia przekonuje się o nieskończenie wysokim "Wife acceptance factor" swojej żony:). Zagorzały przeciwnik pomysłu przeniesienia stolicy do Krakowa.

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.