Piotr Banach

Winylowa bajka

O winylowej edycji płyty „Wu-Wei”, o tym czy współczesna kultura winylowa to moda czy jednak coś więcej oraz najbliższych planach muzycznych i winylowych rozmawiamy z Piotrem Banachem - założycielem zespołów Hey, Indios Bravos i BAiKA.

Minęło kilka tygodni od premiery winylowej edycji Twojej płyty „Wu-Wei”. Jak oceniasz to wydarzenie z tej perspektywy czasowej? Z jakimi głosami i opiniami się spotkałeś?

Z samymi miłymi, naprawdę. Nie było to wydarzenie na jakąś masową skalę, wzięli więc w nim udział tylko ci, którzy do tego projektu nastawieni byli życzliwie. Pojawiło się w mediach społecznościowych kilka pozytywnych recenzji oceniających wysoko to wydawnictwo - jakość dźwięku, poligrafię, a przy okazji zawartość artystyczną.

Płytę "Wu-Wei" nagrałem w roku 2005, trochę więc już się zakurzyła, a dzięki temu wydawnictwu zyskała nowe życie. Niektórzy sobie o niej przypomnieli, inni ją odkryli, dla twórcy to zawsze pożądana i fajna sprawa.

Czy w wersji winylowej odkryłeś w swojej płycie coś nowego? Czy w ogóle jest możliwe, aby artysta po czasie w swoim dziele odkrył coś, na co wcześniej nie zwracał szczególnej uwagi?

Bardziej przypomniałem sobie, niż odkryłem. Płyta winylowa ma swoją magię, ale nie aż taką, bym mógł usłyszeć coś, czego bym nie słyszał w trakcie jej nagrywania. Znam na niej każdy dźwięk, ale z drugiej strony pojawiła się pewna "miękkość", której nie słyszałem wcześniej. Może to jednak być zasługa, nie tyle nośnika, co masteringu wykonanego przez Kamila Łazikowskiego.

Jak wspominasz odsłuch w SoundClubie na sprzęcie wartym... 1,5 mln złotych? Tak „podany” „Wu-Wei” zrobił na Tobie wrażenie?

Sama cena z pewnością wrażenia nie robi, bo ona nie koniecznie musi być gwarantem jakości, ale wygląd tego sprzętu przemawia do wyobraźni. Gramofon, kolumny, wzmacniacze, wszytko to wyglądało bardzo profesjonalnie. Myślę jednak, że gdyby to nie działało, gdyby nie było różnicy pomiędzy klasycznym, domowym sprzętem, a takim audiofilskim cackiem, to nikt przy zdrowych zmysłach nie wydałby takich pieniędzy na jego zakup. Byłem zbyt przejęty samą imprezą, rozmową z Piotrem Metzem i innymi ludźmi, że takie niuanse, jak jakość dźwięku, umknęły mojej uwadze :)

Jaką płytę z całego Twojego bogatego życia artystycznego wskazałbyś na kolejne winylowe wydawnictwo?

Chciałbym mieć na tym nośniku każdą swoją płytę. Kilka już mam: trzy płyty Indios Bravos, dwie Heya, "Puk, puk" Nosowskiej i pierwszą płytę Kolaborantów - "A może to ja?", no i oczywiście mojego solowego "Wu-Weia". Za kilka tygodni pojawią się też na winylu "Byty zależne" BAiKA, a w niedalekiej przyszłości ponownie coś z dorobku Indios Bravos.

Mam też w swojej kolekcji unikalny czarny krążek, który dostałem na urodziny od swojego fana/kumpla - Kuby. Jest on wielkim miłośnikiem muzyki, a płyt winylowych w szczególności, więc wytłoczył mi w prezencie płytę z utworami pochodzącymi z mojego archiwum, które ze względu na jakość, bo były to głównie wersje demo, nie miały szans znaleźć się na żadnym oficjalnym wydawnictwie.

Będziemy śledzić temat Twoich nowych winylowych wydawnictw, by poinformować o tych tytułach czytelników Psychosondy. A jaką płytę polskiego artysty, niewydaną na czarnym krążku, chciałbyś szczególnie posłuchać w wersji analogowej?

Prawdę mówiąc, to nie śledzę aż tak rynku, by wiedzieć, które płyty mają swoje wersje winylowe, a które nie, ale najbardziej w ostatnich latach przypasowały mi dwa tytuły formacji Lao Che - „Powstanie warszawskie” i „Gospel”. Lubię też rzeczy wypuszczane przez Voo Voo, ich muzyki świetnie słucha się z winyli. W młodości najbardziej zdzierałem krążki Exodusu, Izraela, Dezertera, Lecha Janerki, Porter Bandu i zespołu Krzak, a także kompilację punkowo-reggae'ową "Fala". Miałem też mnóstwo singli z polską muzyką, od Śmierci Klinicznej po Dżem.

Opowiedz o Twojej kolekcji winyli? Dużo kupujesz obecnie płyt winylowych?

Nie, nie kupuję ich dużo. W ostatnich latach kupiłem ich kilkadziesiąt, ale mam sporą kolekcję z dawnych czasów, kiedy czarna płyta była podstawowym nośnikiem dźwięku. Głównie klasyka rocka typu Deep Purple, The Doors, czy Pink Floyd, ale też sporo reggae i punk rocka. Przetrwało też kilka bajek z dzieciństwa, bo to od nich zacząłem swoją przygodę z winylami, płyty, które wymieniłem powyżej, no i całkiem sporo polskiego jazzu.

Jak myślisz, co w głównej mierze stoi za obecnie przeżywanym boomem winylowym?

Chciałbym wierzyć, że świadomy wybór wynikający z jakości dźwięku - naturalna kompresja i te rzeczy, ale myślę, że to raczej kwestia mody. Wynikającej z nostalgii, z tęsknoty za czasami, gdy muzyka potrafiła zmieniać świat… ale jednak tylko mody.

Podczas naszej rozmowy w Warszawie wspomniałeś nieco z rozżaleniem, że obecnie wokół muzyki nie tworzą się prężne, wyraziste subkultury. Czy nie jest to moje za daleko idące stwierdzenie, że być może właśnie ci, którzy odkryli na nowo (lub po raz pierwszy dla siebie) winyle, nie tworzą mimowolnie czegoś na kształt subkultury, wyznając takie wartości jak uważność, unikanie powierzchowności w kontakcie ze sztuką czy kontestując bylejakość? Tworzymy małe społeczności, mamy swoje własne miejsca spotkań, nawet specyficzne słownictwo...

Hm... opierając się na tych samych przesłankach można by uznać za subkulturę miłośników starych samochodów czy filatelistów. Subkultury, o których mówiłem, nie polegały na kolekcjonerstwie, czy nawet pasji, ale na przeświadczeniu, że określoną postawą można zmienić świat. Hippisi czy punki traktowali muzykę jako swoje sztandary, pod którymi szli do boju o lepszy świat.

Czy ich wizje były słuszne, czy nie, to już osobny temat, ale muzyka pełniła rolę nośnika treści i to treści społecznie ważnych. Idealizuję i uogólniam oczywiście, ale myślę, że takie traktowanie muzyki powodowało, że jej ciężar gatunkowy był bezsprzecznie większy niż tej obecnej, pozbawionej ideologicznego tła.

Obecnie Twoją energię twórczą koncentrujesz na projekcie BAiKA, który tworzysz wraz z Kafi – Katarzyną Sondej oraz Marcinem Żabiełowiczem - gitarzystą Hey'a. Macie za sobą udany debiut w postaci płyty „Byty Zależne”. Opowiedz proszę naszym czytelnikom coś więcej o samym zespole i o najbliższych planach na przyszłość.

Jak już wspomniałem w przygotowaniu jest winylowa wersja "Bytów zależnych", ale też pracujemy nad nowym materiałem. Planujemy rozszerzyć skład o perkusistę, jednakże nie będzie to łatwa sprawa, bo szukamy człowieka, który oprócz tego, że będzie dobrze grał, będzie do nas pasował mentalnie. Jesteśmy dość specyficzni w podejściu do życia i muzyki, a chcielibyśmy otaczać się ludźmi, z którymi będziemy mogli się przyjaźnić, a nie tylko spotykać na scenie.


Na zakończenie tradycyjne moje pytanie: jak widzisz dalsze losy kultury winylowej w Polsce i na świecie? Sezonowa moda? Trend? A może coś już ugruntowanego, oczywistego i stałego?

Nie mam pojęcia, świat zmienia się w zastraszającym tempie. To, co w czasach mojego dzieciństwa uchodziło za normę, teraz normą nie jest i odwrotnie. W podstawówce marzyłem o sterowaniu małymi ludzikami, którymi wygrywałbym bitwy czy rozgrywał mecze piłki nożnej, a dzisiaj proszę - włączam konsolę i gotowe. Wtedy cudem techniki była gra w coś na kształt tenisa - dwie kreski i punkcik, który można było na ekranie telewizora tymi niby paletkami odbijać. Do głowy by mi nie przyszło, że może istnieć coś takiego, jak Play Station. Nie będę więc dokonywał żadnych prognoz dotyczących przyszłości, bo nie jestem w tym dobry :)

Bardzo dziękuję za rozmowę i trzymamy kciuki za BAiKĘ i nadchodzące winylowe wydawnictwa!

zdjęcia Piotra Banacha: Radek Kurzaj

Płyta winylowa "Wu-Wei" dostępna w sklepie Winylowo (wydawnictwo Chodzą Słuchy Records).

Przeczytaj recenzję winylowej wersji płyty "Wu-Wei" na Psychosondzie.

Płyta Baika "Byty Zależne" dostępna w sklepach muzycznych.

Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.