Roy Einar Dreng

Intrygujący Dylan to mój ulubiony Dylan

O najnowszej płycie "Awereness", geniuszu Boba Dylana, muzykowaniu w czasie pandemii i oczywiście winylach rozmawiamy z norweskim artystą Roy'em Einarem Drengiem.

Marcin Mieszczak: Właśnie nagrałeś swoją kolejną płytę „Awareness". Opowiedz proszę o swojej muzycznej drodze, od pierwszego kontaktu ze sceną aż do chwili obecnej.

Roy Einar Dreng: Oczywiście grałem na gitarze i śpiewałem, odkąd miałem 14-15 lat, głównie piosenki Boba Dylana. Moja prawdziwa, muzyczna ścieżka rozpoczęła się od norweskiego zespołu (Bobband), który tworzył w chołdzie dla Dylana. Utworzyłem ten zespół z moim przyjacielem Eldarem Kyrkjeboe. Graliśmy w przeróżnych miejscach na południu Norwegii. Od festiwali po małe kluby, akustycznie i elektrycznie.

Przychodzi taki czas, kiedy chcesz zrobić coś innego, więc zacząłem tworzyć coraz więcej własnej muzyki. Trudno było mi pisać piosenki ze względu na moje muzyczne zaplecze związane z piosenkami Dylana. Jest takie powiedzenie, żeby zawsze porównywać się z mistrzem, ale w końcu wyrzuciłem swoje piosenki, dosłownie je spaliłem. Przestałem porównywać się z mistrzem i zacząłem robić to po swojemu.

Zaproszono mnie do Włoch na kilka koncertów. Pewnego ranka siedziałem w swoim pokoju hotelowym i nagle to wszystko do mnie dotarło. Nowy sposób pisania i wyrażania siebie. Od tamtej pory pisanie piosenek stało się w pewnym sensie łatwe, a ja rozwinąłem sposób grania. Chciałem nagrać płytę z prawdziwego zdarzenia. Znalazłem producenta i basistę Tor Arne Hansena i wybraliśmy muzyków, którzy pasowaliby do mojego stylu muzycznego.

Akurat zdarzyło się tak, że pojechałem do Polski, gdzie poproszono mnie o zagranie koncertu w gdańskim pubie. Wśród publiczności był ktoś, komu spodobała się moja muzyka i zaproszono mnie z powrotem. Wtedy poznałem moją menadżerkę i wszystko się zmieniło. Różnorodnych koncertów z zespołem i solo było coraz więcej. Były też festiwale takie jak Mrągowo, małe kluby, koncerty prywatne. Ostatnio graliśmy w dużych klubach, domach kultury i bibliotekach.

Nie da się ukryć Twojej wielkiej fascynacji Dylanem. Grałeś na festiwalach dylanowskich, tworzyłeś projekty dylanowskie. Skąd ta inspiracja? Kim jest dla Ciebie Dylan i dlaczego jest tak wyjątkowy spośród wielu innych fantastycznych muzyków?

Nie i nie chcę tego ukrywać. Nie chcę też go kopiować. Dla mnie Bob Dylan jest największym artystą tamtych czasów i jednym z największych artystów wszechczasów. Jego teksty są dla mnie jak Biblia. To bogactwo mądrości, bez Boba Dylana świat muzyczny wyglądałby zupełnie inaczej. On podążając ścieżką muzyki współczesnej zmienił sposób pisania piosenek. Mógłbym o nim mówić w nieskończoność. Jest dla mnie gwiazda formatu światowego.

Jak wiemy, Dylan miał wiele intrygujących okresów swojej kariery: folkowy bard, ikona rock'n'rolla, coutrowiec, nawrócony w latach 70-tych chrześcijanin, czy nagrywający kapitalne płyty z Danielem Lanois. Masz ulubione oblicze Dylana, ukochane albumy?

Tak, pewnie. Intrygujący Dylan to mój ulubiony Dylan. Nie potrafię wybrać jednego. Wszystkie jego okresy były wspaniałe. Jedyny album, który mi się nie bardzo podobał, to „Knocked out Loaded", ale na tym albumie jest arcydzieło „Brownsville girl", więc co powiedzieć?

Jego najnowszy album "Rough and Rowdy Ways" - wow!!! Wciąż się rozwija, jest niesamowity i bardzo inspirujący.

Wielokrotnie występowałeś w Polsce. Skąd ta sympatia dla naszego kraju?

Rozwijała się przez lata. Polska ma najpiękniejszą publiczność na świecie. Bardzo szanuje muzyków i uważnie ich słucha. Polacy mają kulturę we krwi. Uwielbiam ich zainteresowanie kulturą i sztuką, uprzejmość i hojność. Naprawdę lubię występować, a reakcja tu jest świetna.

Spotykam w Polsce wielu intelektualistów. Polacy nie są w żaden sposób rozpieszczani i mam wrażenie, że na coś czekają. Wygląda to tak, jakby Polska stała u progu kolejnych zmian. Bo w całej tej nowoczesności wyczuwa się jeszcze oddech starej historii.

Mamy szalone czasy pandemii. Jak zamierzasz promować swoją płytę?

Mam świetną menadżerkę. Działamy w mediach społecznościowych. Z muzyką staramy się dotrzeć do mediów w Norwegii, Polsce i na świecie, głównie tam, gdzie interesują się tym gatunkiem muzycznym. Jesteśmy we wszystkich serwisach streamingowych. Chcemy dotrzeć z przesłaniem albumu do szerszego grona osób, organizacji zajmujących się obroną praw człowieka, ochroną środowiska, ludzi, którzy świadomie patrzą na świat. Zachęcamy do kupowania muzyki na nośnikach cyfrowych i fizycznych w sklepach i portalach muzycznych.

Wydałeś swoją płytę także na winylu. Lubisz ten nośnik? Masz dużą kolekcję winyli?

Uwielbiam sposób, w jaki brzmi płyta winylowa. Każdy powinien mieć odtwarzacz płyt winylowych. Dla mnie nagranie płyty znaczy nagranie płyty winylowej. To jest jak tworzenie dzieła sztuki. Nie mam dużej kolekcji płyt winylowych, ale uwielbiam te, które mam - różne rodzaje muzyki.

W Polsce trwa prawdziwy boom na płyty winylowe. Są nowe sklepy, organizujemy wiele imprez winylowych. A jak sprawa się ma w Norwegii? Także wyczuwasz winylowe szaleństwo?

Naprawdę jest taki trend w Polsce? Cieszę się i mam nadzieję, że będziemy mogli w takim razie tu sprzedawać winyle.

Trend w Norwegii jest taki, że nastąpił wzrost, ale teraz jest trochę spowolniony. Ale wiesz, że w Norwegii jest tylko 5 milionów ludzi, więc jest tylko cząstka rynku winylowego.

Bardzo dziękuję za rozmowę i liczę na to, że już niebawem zobaczymy się na Twoim koncercie.

Przeczytaj recenzję płyty "Awareness"

foto: materiały promocyjne / Aleksander Domański / Linda Cartrige 

Voice Shop

Komentarze

Zaloguj się, aby móc komentować.
Strona Psychosonda korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich użycie.